Droga zajęła mi nieco dłużej, niż przypuszczałem. Wszystko dlatego, że okazało się że dostałem zły adres, musiałem jechać na drugą stronę miasta a jeszcze stałem w korkach. Na miejscu było dużo dymu, po chwili wdychaniu zanieczyszczonego powietrza paliło mnie w gardle i ciężko było mi oddychać. Zasłoniłem nos kapturem bluzy i ruszyłem w stronę innych. Pan Smith rzucił w moją stronę uprząż dla mnie i psów, spojrzałem na niego zdziwiony.
- Prawdopodobnie znaleźliśmy duże skupisko narkotyków, trzeba to jednak zbadać, psy pomogą. - powiedział. - Musicie zjechać kilka metrów w duł, to ukryty tunel. - dodał.
- A skąd ten dym? - spytałem i kaszlnąłem.
- Wydobył się z tunelu, gdy odkryliśmy klapę. Ale na dole już czysto a to zaraz rozwieje. - wyjaśnił i odszedł.
Westchnąłem pod nosem i założyłem uprząż pierw sobie, później psom. Na dół mieliśmy zejść Alex, ja, Azazel i Haakon. Aron i Veren zostali z Mattem. Przypięli nas do lin i zaczęli powoli spuszczać na dół, odpiąłem linkę od swojej uprzęży i swoich przyjaciół, zapaliliśmy latarki i ruszyliśmy w głąb tunelu. Brodziliśmy nogami w błocie i jakiejś brudnej wodzie, nie pachniało tu najlepiej... kiedy przeszliśmy kawałek, na ścianach zaczęły pojawiać się dziwne rysunki, jakieś symbole. Alex wszystkie przerysowywał do swojego notesu, mogła to być jakaś wskazówka. Szliśmy dość długo, cały czas kontaktowaliśmy się z innymi na zewnątrz przez krótkofalówkę, jednak w którymś momencie przestała działać.
- Super. - mruknąłem lekko wkurzony.
- Idziemy jeszcze kawałek i wracamy, choć jestem ciekaw dokąd to prowadzi... - spojrzał w głąb korytarza.
- Dobra, miejmy to z głowy. - westchnąłem i ruszyłem dalej.
Po kilku minutach, doszliśmy do jakiś drzwi. Były ciężkie, metalowe. Była na nich jakaś dziwna literka i numer 4, oraz narysowana czaszka. Spojrzeliśmy na siebie, chwyciłem za klamkę i powoli ją pociągnąłem, nagle tunel zaczął migać na czerwono dzięki specjalnym lampą i rozległ się głos syren wojennych a spod drzwi, wydobywać się dym. Rozprzestrzeniał się on w niemożliwie szybkim tempie.
- Wiej! - krzyknąłem rzucając się do ucieczki.
Jednak trudno wygrać z takim czymś, dym szybko opanował cały tunel, nic nie widziałem, nawet latarka nie pomogła. Zacząłem kaszleć, oczy mi łzawiły, wydawało mi się, że mam ściśnięte gardło, nie mogłem oddychać. Nagle zadzwonił mój telefon, wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem, słyszałem damski głos jednak brak zasięgu szybko przerwał połączenie, schowałem telefon.
- Alex?! - zawołałem kaszląc.
Dłońmi wybadałem Azazela i Haakona. Biegłem dalej, jednak wpadłem na kogoś, okazał się być to Alex.
- Kurwa co to?! - wykrztusił, ściskając ręce na moich ramionach.
- Musimy iść. - mruknąłem.
Pomogłem mu wstać i biegliśmy dalej, tunel wydawał się nie mieć końca, nie miałem już siły, kręciło mi się w głowie. Puściłem chłopaka, zatrzymałem się i opadłem na kolana, spuściłem głowę. Ostatnie co słyszałem to krzyk chłopaka, czułem jak mnie szarpie jednak po tym straciłem przytomność.
Ocknąłem się dopiero w szpitalu, musiałem przyzwyczaić wzrok do jasnego światła, na sali byłem z Alexem, spał a obok niego Eliza - jego żona. Haakon i Azazel leżeli przy łóżku, kiedy zauważyły że się podnoszę zaczęły merdać wesoło ogonami, były całe w błocie, z resztą... ja również. Wyciągnąłem telefon, miałem kilka nieodebranych połączeń od tego numeru, który dzwonił poprzednio, kiedy byłem w tunelu. Dochodziła godzina 22. Spojrzałem w swoje odbicie w ekranie telefonu, włosy miałem rozczochrane, otarcie na poliku a moje oczy nadal były strasznie czerwone. nie wyglądałem najlepiej. Poza tym, jak już wspominałem, byłem cały w błocie. Bolała mnie głowa i nos. Wstałem z łóżka, odpinając te wszystkie kable, jako tako je pościeliłem i wyszedłem a psy za mną. Korytarz był pusty, jedyne blade światło dawały lampy.
- Maks? - usłyszałem nagle.
Odwróciłem się i zauważyłem Clary, siedziała na wózku, a był z nią chyba jej chłopak... albo brat. Nie wiem.
- Co? - spytałem lekko nieobecny.
- Co ci się stało? Czemu nie odbierałeś? - spytała.
A więc to ona do mnie dzwoniła... wsadziłem dłoń we włosy i zastanowiłem się chwilę.
- W tunelach przeważnie nie ma zasięgu, tym bardziej gdy jakiś gaz ściska ci gardło i nie możesz powiedzieć ani słowa. - właściwie to nie byłem do końca sobą, cały czas jakiś oszołomiony. - Wybacz, muszę już iść. - dodałem.
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę wyjścia, obraz był dalej jak za mgłą przez co potknąłem się o krzesło i wpadłem na drugie przewracając je. Uniosłem ręce w geście obronnym, podniosłem je i ruszyłem dalej, wyciągnąłem z kieszeni kluczyki. Po kilku sekundach byłem już na zewnątrz, chłodne powietrze... coś co teraz potrzebowałem. Po kilku głębokich wdechach ponownie zaczął boleć mnie nos, westchnąłem i poszedłem w kierunku auta, które niemal samo stało na parkingu.
Clary?