Od Maksa c.d Clary

- Zaraz się skończy i się zbieramy, nie? - szepnął nagle Matt.
Spojrzałem na niego i skinąłem głową. Z każdą chwilą coraz trudniej było patrzeć na film, byłem strasznie zmęczony. W pewnym momencie podobnie jak Clary odpłynąłem.
Obudziłem się rano, wszyscy nadal spali. Zerknąłem na Clary, spała wtulona we mnie. Nie chciałem jej budzić, dlatego też ostrożnie wyciągnąłem telefon z kieszeni. Dochodziła godzina 9. Ziewnąłem i wolną ręką przetarłem oczy i przeczesałem włosy. Telewizor nadal grał, film włączył się od nowa, pewnie kilka razy przez całą noc. Odchyliłem głowę do tyłu. Kurcze... muszę w końcu coś zrobić, żeby odzyskać te pieprzone papiery... mam kilka koncepcji, gdzie mogą być ich kryjówki, muszę tylko pojeździć i zobaczyć, oczywiście dyskretnie. Nagle Clary się poruszyła, podniosłem głowę i otworzyłem oczy.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Wybrałyśmy film Szybcy i wściekli 6, nie jest to jeden z moich ulubionych filmów, ale razem z Eliz, postanowiłyśmy nie zanudzać chłopaków romantycznymi komediami..
Siedziałam z brzegu kanapy, podciągnęłam kolana do siebie i sięgnęłam po szklankę coli. wzięłam łyk i odstawiłam ją na miejsce, uważając, aby niczego nie zwalić. Kupując stolik do salonu, nie spodziewałam się, ze może przydać się większy, ledwo upchnęliśmy jedzenie i napoje na mebel, ale daliśmy rade. Oparłam się wygodnie o oparcie kanapy, a że Maks siedział obok mnie, lekko dotykałam go ramieniem. Matt zaczął mówić coś do Maksa, ale Eliz uciszyła go szybko mówiąc, że film już się zaczyna. Natychmiast zapadła cisza, i zaczęliśmy oglądać.
***
Ta część podobała mi się nawet, ale pod koniec odczułam zmęczenie po dzisiejszym dniu. Ukradkiem zerknęłam w stronę przyjaciółki, która siedziała przy drugim końcu sofy. Na pół leżała, siedziała przy koledze Maksa i opierała głowę o jego pierś, oddychała miarowo.. spała. Jeszcze bardziej zrobilam się śpiąca, więc po prostu oprłam głowę o ramie chłopaka i po chwili zasnęłam.
Maks?

Jane Brinley

Godność: Jane Brinley, jej przyjaciele mówią na nią mała lub misia
Wiek: 20 lat
Zawód: Zależy co się nawinie, czasem pomaga swojej przyjaciółce w salonie tatuaży, czasem u kolegi jako mechanik, gra na pianinie przed publicznością lub pracuję jako fotografka, nie ogranicza się do jednego zawodu.
Płeć: Kobieta
Orientacja: Hetero
Pochodzenie: Stany Zjednoczone, Nowy Jork
Mieszkanie: Dzielnica 1, mieszkanie nr 9
Głos: Honey
Motto: ,,Życie jest zbyt krótkie aby pić niedobrą herbatę, czytać złe książki i marnować czas na ludzi, dla których gów*no znaczymy"
Aparycja: Jane jest niezwykle niską i szczupłą dziewczyną, przez co ma niedowagę. Nie jest żadną anorektyczką, a wręcz przeciwnie, je więcej niż te spasione loszki. Mimo to jest dość zgrabną dziewczyną, a jej kształty ciała idealnie pasują do reszty postury, do której zaliczają się szczupłe nogi oraz ręce. Pierwsze co rzuca się w oczy to jej nietypowy kolor włosów. Od góry jest to bardzo jasny miętowy, który zbliżając się do końcówek jest coraz ciemniejszy, za to same końcówki są czarne. Ma parę blizn na lewym nadgarstku, bowiem kiedyś się cięła, za to na prawym znajduję się tatuaż. Jest to jeden z dwóch, bowiem posiada jeszcze trzy małe ptaki na karku. Ubiera się dość... nietypowo. Lubi za duże niezapinane swetry i bluzy oraz koszulki, często zasłaniające spodenki, które często nosi. Super stary, air maxy oraz trampki na koturnie to jej ulubione buty. Nie można zapomnieć jeszcze o bomberce i skórzanej kurtce, które są jej faworytkami.
Charakter: Cieszy się życiem i nie myśli o tym co będzie. Kocha adrenalinę, a gdy się nudzi zaczyna marudzić tak, że każdy ma jej dość. Wierzy w prawdziwą miłość, chodź sama jej nie poszukuje, już dość się nacierpiała. Nie zmienia zdania, nawet jeśli wie, że przegra. Nie poddaje się bez walki. Nie działa pochopnie, zawsze ma opracowany plan, który do tej pory nigdy jej nie zawiódł. Nie uważa się za lepszą od innych, a takich osób nienawidzi. Jest dość zapominalska, ale dzięki "przypominaczom" jeszcze nie zgubiła swojej głowy. Zazwyczaj jest obojętna i dość "chamska". Nie dopuszcza nikogo do siebie i bardzo trudno zdobyć jej zaufanie, jednak stara się być "dość miła". To emocjonalna osóbka. Często płacze, ze szczęścia, złości czy smutku i chodź nie robi tego publicznie tak właśnie jest. Odznacza się również inteligencją i sprytem, do tego potrafi dobrze wykorzystać te cechy.
Partner: Może kiedyś...
Rodzina: Nie chce znać
Pojazd: BMW
Zainteresowania: Jane uwielbia fotografię, robi zdjęcia ludziom, zwierzętom, krajobrazom czy nawet jedzeniu. We wszystkim widzi model, który wystarczy tylko nakierować. Jest to jej pasja, zresztą tak jak pisarstwo. Wiersze, opowiadania czy nawet piosenki. Kocha pisać, pracuję nad swoją własną książką, jednak nikt o tym nie wie. Póki nie skończy nie chce tego nikomu pokazywać. Co do piosenek... napisała już nie jedną oraz ma nagrane ich wykonanie, tylko, że jak w przypadku książki jak na razie nikomu nawet nic o tym nie wspomniała. Ma niezwykły głos, jednak boi się, że nie jest wystarczający. Nie zna swoich możliwości, a są one niezwykłe. Oprócz tego uwielbia tańczyć, jeździć na rolkach jak i tańczyć na rolkach. Sama stworzyła parę układów, które prawdopodobnie i tak nikomu nie pokażę. Uwielbia szkicować oraz grać w piłkę nożną. Od młodych lat chodziła na treningi i jest dość dobra, jednak od jakiegoś czasu w ogóle się tym nie zajmuje i wyszła z wprawy. Ostatnim takim większym jej zainteresowaniem jest jazda konna, ma dwa własne konie i lubi oddać się tej przyjemności.
Inne: ---
Kontakt: nati10139
Zwierzę: Lessie
Beethoven(Betowen)
Mentos

Choops(Czops)
Heja i Hass
Maxiu
Daemon(Dajmon)
Rika
Kasztanka
Layla(Lajla)

Nanami Takahashi

Godność: Nanami Takahashi
Wiek: 19 lat
Zawód: Weterynarz i Behawiorysta zwierząt
Płeć: Kobieta
Orientacja: Hetero
Pochodzenie: Japonia,Kioto
Mieszkanie: Dzielnica I numer mieszkania 3
Głos: Stereopony
Motto: Jeśli coś wydaje się głupie, ale działa to znaczy, że nie jest głupie
Aparycja: Nanami to niezbyt wysoka dziewczyna ma 167cm wzrostu.Nie powinna was interesować jej waga. Można powiedzieć,ze bliżej jej do niedowagi niż otyłości. Uprawia ona dożo sportu więc sylwetkę ma wysportowaną. Jej twarz ma delikatne rysy,oczy są duże i brązowe. Czarne długie proste włosy często spinane w jakiś ozdobny koczek lub po prostu rozpuszczone w totalnym nieładzie. Nanami zazwyczaj wydaje się być pogodną osobą stara się jak najwięcej uśmiechać.
Charakter: Nanami wydaje się być bezbronną miła i sympatyczną osobą. I w sumie jest w tym sporo prawdy,poza jedną Nana nie jest bezbronna. Zawsze musiała radzić sobie w życiu, jest zaradna i bardzo żywiołowa. Pomimo,że trenuje sztuki walki i czasem można byłoby pomyśleć,ze to typowa chłopczyca ma w sobie wdzięk i kobiecą delikatność. Można spostrzec,że ma w sobie nieco tajemniczości,gdyż więcej czasu spędza ze zwierzętami niż z ludzi i wyraźnie woli bardziej ich towarzystwo. Nie lubi być w centrum zainteresowania jest cicha i małomówna. Nigdy nie przejdzie obok cierpiącej istoty nie ważne czy to człowiek czy zwierzę. Emanuje od niej wręcz dobroć i szczera chęć niesienia pomocy. Nana wszystko robi bezinteresownie z ogromną dokładnością. Jest ambitna i sumienna. Ma ona ogromne serce i najchętniej ocaliłaby cały świat. Jest lojalna przyjaciółką. To,ze jest skryta nie oznacza,ze brak jej pewności siebie,zna ona swoje możliwości i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać ani się wykorzystywać. Ta dobra dziewczyna nie raz potrafi zaskoczyć. 
Partner: Nanami jest silną i niezależną kobietą,jednak powoli przerasta ją to co przynosi los. Samotnymi wieczorami wolałaby czasem poczuć bliskość jakiegoś mężczyzny i mieć w kimś wsparcie.
Rodzina: Nanami bardzo kochała swoich rodziców jednak gdy ojciec zmarł jej mama niedługo po tym popełniła samobójstwo. Dziewczynka w wieku 8 lat trafiła do sierocińca. Nie chce wracać do przeszłości i nie wspomina o zmarłych rodzicach.
Zainteresowania: Jazda konna,sztuki walki,muzyka, gra na gitarze elektrycznej i akustycznej oraz basie i pianinie jak i fortepianie. Siłownia i bieganie.
Inne: Nanami nie ma problemów raczej z nałogami. Wszystko z umiarem czasem zapali czasem się napije kiedy jest okazja. Dużo czasu poświęca swoim podopiecznym. Nanami pomimo tego,ze nie wygląda na taką osobę cierpi na depresje. To nie znaczy,ze jest przybita bo uśmiecha się cały czas prawie. Miewa chwilę słabości kilka razy chciała skończyć z życiem.
Kontakt: Syßir
Zwierzę: Hiroki
Mei
Bailey
Kazuo
Akina
Manabu
Taichi

Hangagog Jack Stephan Black

Stephen James GIF - Find & Share on GIPHY
Godność: Hangagog Jack Stephan Black 
Wiek: 26 lat 
Zawód: Bokser, tatuator 
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualny 
Pochodzenie: Wenecja, Włochy 
Mieszkanie: Dzielnica I mieszkanie 8
Głos: Kaen
Motto: Pojawiają się gołębie. A ty przecież polujesz na orły! 
Aparycja: Na co pierwsze zwracamy uwagę? Oczywiście, że tatuaże, Han jest niby pokryty wręcz wszędzie. Nie tylko przód co widać na zdjęciu jednak plecy chłopaka są tak samo pomalowane jak i klatka piersiowa oraz brzuch. Jego nogi także pokrywają tatuaże, jednak ich tak często nie odkrywa, nie mówiąc nic o dłoniach, które także są pokryte malowidłami. Hangagog sam stworzył wszystkie tatuaże i nosi je dumnie. Jego niebieskie jak niebo oczy współgrają z pełnymi ustami Jack’a . Ma on średniej długości brązowe włosy. Ma także kolczyk w lewej dziurce u nosa oraz dwa małe kuleczki także w lewym uchu. Chłopak często nosi na sobie naszyjniki zrobione z kamieni szlachetnych. Stephan rzadko nosi krótkie spodenki, chyba, że na treningi. Mierzy on 192 cm.
Charakter: Hangagogo. Jak by tu go określić jednym zdaniem…hmmm. To ciężkie pytanie jednak odpowiem na nie: Zimny i obojętny chamski dupek jakiego świat nie widział. Osz kur.wa… jak ja to pięknie skomentowałam. Ale cóż opiszmy go bardziej szczegółowo, przecież po jedynym zdaniu tak jak i po jednym spotkaniu nie można oceniacz danej osoby. O właśnie, Han nie ocenia po opinii innych ma ją w dupie jeśli dotyczy ona innych tak jak i jego. Przecież to tylko opinia zajebistych lub wkurwiających ludni. Nie należy się przejmować. Zresztą powiedzmy sobie szczerze Han rzadko czym się przejmuje. Interesuje go tylko zdanie matki, ojciec także go nie interesuje, to jego dawny świat, pierdolony alkoholik bojący swoje dzieci nie zasługuje na żadne miejsce w żadnym sercu, a w szczególności w czarnym twardym sercu Hangagoga.
Jack to uparty jak osioł człowiek, mimo iż nie ma racji i będzie o tym wiedział dalej będzie trwał w swoim. Nie będzie go interesowało to iż kogoś rani. Uparty to wręcz mało powiedziane. Hangagog idzie po trupach zresztą samo jego imię pochodzi od Boga Wisielców, czyżby to było jakieś przeznaczenie? Może. Jednak Han nie wierzy w przesądy, obyczaje i przeznaczenie. Jesteśmy kowalem własnego życia. Jeśli mu więc coś nie wychodzi jest bardzo zły na samego siebie. Czuje się wtedy okropnie i chodzi bardzo zły.
Hangagog jest bardzo agresywny, a w szczególności w trakcie sek.su. Nie przytula po nim chyba, że kocha tą osobę, nie zostaje na noc, chyba, że kocha. Ale teraz zastanówmy się czy on jest zdolny do miłości? No właśnie. Też tak myślę. Więc ani nie przytula ani nie zostaje. A jeśli już zostanie… to oznacza, że jest za bardzo leniwy by iść do pokoju i tam się wyspać lub wziąć samotnie prysznic. No ale wróćmy do jego agresji. Chłopak kiedyś trzymał wszystko w sobie, złość, szczęście, miłość, nienawiść i inne złe jak i dobre emocje. Pewnego dnia po prostu nie wytrzymał, wybuchł i od tego dnia stał się agresywny. Bierze co chce, kiedy chce i kogo chce. Nie obchodzi go zdanie innych. Jednak na początku znajomości woli poznać osobę by zobaczyć czy ta osoba jest godna tego by on – Hangagog Black mógł przebywać w jego obecności. No cóż jego duże ego nie pozwala mu na to.
Hangagog odzywa się bardzo często, a jego ton głosu często wyraża sarkazm, zresztą on sam żyje sarkazmem. Nadużywa go, wiele przeklina i sra wyżej niż dupę ma. Ale cóż on sam zdaje sobie z tego sprawę. Uwielbia to uczucie gdy ktoś podchodzi do niego z typowym zamiarem zgaszenia go, a ten jednym słowem niszczy jego plany.
Stephan jest zboczonym chłopcem. Owszem. Jest. Jednak nie na każdym kroku wymachuje swoim chuje.m krzycząc: „Która chce się na niego nadziać! Która się piepr.zy?! Chodźcie dziwki… do mnie!” To raczej nie ten typ, woli być chodź przez chwilę zainteresowany dziewczyną, którą chce przelecieć. Lubi mieć z płcią przeciwna temat do rozmowy, wie, że w seks.ie chodzi o to by jęczeć i krzyczeć swoje imiona, to jedyne słowa jakie są podczas kochania się jednak Han uwielbia rozmawiać przed stosunkiem. Taki już typ chłopaka. Nie zmienisz go.
Co do tego by zmieniać Hana… czy to możliwe? Otóż nie. Nie można go zmienić. Mężczyzna uważa ich powinno się być takim jakim się jest i jakim się lubi być. Dlatego nawet nie próbuj zmieniać, a co dopiero poskramiać tego o to chłopaka.
Otóż Hangagog co do swojej miłości zachowywał by się inaczej. Jego serce byłoby otwarte, łatwe do zranienia. No właśnie, łatwo byłoby go zranić. Dlatego chłopak boi się miłości i nie chce się zakochiwać dlatego często unika dłuższego kontaktu z dziewczynami.
Partner: Brak 
Rodzina: Iwona Black - matka 
Han Black - ojciec (nie żyje)
Niala Black - siostra (nie żyje)
Christian Salvadore - brat (cioteczny/kuzyn)
Katfrin Salvadore - siostra (cioteczna/kuzynka)
Pojazd: Honda, audi
Zainteresowania: Hangagog uwielbia zwierzęta, fotografie, śpiewanie, granie na pianinie oraz na gitarze, ćwiczenia, rysowanie oraz kocha robić tatuaże. Ale zacznijmy od początku. Zwierzęta. Sam Han posiada dwa konie rasy Shire, kochana parka oczekuje źrebięcia. Ten chłopak gdyby mógł zaadoptował by całe schronisko. Uwielbia chodzić do zoo gdzie może powiedzieć Ci wszystko o danym zwierzęciu. Kocha wprost gady, oraz konie.
Fotografia, Jack uwielbia robić zdjęcia dzikim stworzeniom jak i swoim koniom. Może godzinami chodzić po lesie i szukać wolnych ptaków wijących sobie gniazda czy czekający na dobry moment by zapolować. Wręcz kocha oczekiwać na wspaniałe zdjęcie. Jego pokój po kilku dniach będzie wypełniony wieloma fotografiami jak i rysunkami.
Śpiewa, chłopak najczęściej nuci tekst piosenek. Najczęściej śpiewa sam w pokoju siedząc na łóżku oparty o ścianę na gitarze powoli układając słowa własnej piosenki. Tak Stephan często piszę swoje własne piosenki i jest z nich bardzo dumny mimo to nie wie czy byłby w stanie zaśpiewać którąś na oczach większej widowni niż jego dwa konie i matka.
Gra na instrumentach, od dziecka matka uczyła go gry na pianinie, siostra (która zginęła w wypadku samolotowym) uczyła go grać na gitarze. Odkąd więc zaczął chodzić miał styczność z tymi dwoma instrumentami, nuty dla chłopaka to jednak wielka poezja, uwielbia je tak samo jak same granie.
Ćwiczenia… Jack dużo ćwiczy co widać po jego mięśniach. Jednak co takiego ćwiczy? Otóż dorabia nie tylko jako tatuator ale też jako bokser. Hangagog nie tylko się boksuje, ale także gra w kosza oraz w ręczna, chłopaka często można spotkać na basenie oraz w parku gdy biega.
Rysowanie, to jedno z tajemnic Hangagoga, rysuje często nagich mężczyzn lub kobiety, oczywiście także zwierzęta… ale częściej szkicuje płeć przeciwną nago. Tylko rysunki zwierząt i krajobrazów można znaleźć przyklejone do jego ścian pokoju jednak te nagie rysunki są schowane bardzo głęboko.
Tatuaże. Jedno z jego najlepszych hobby, chłopak od kilku już lat jest znany w tej dziedzinie. Jako pierwszy tatuaż zrobił sobie małe literki na palcach. Wyszły jak na pierwszy raz bardzo dobrze, wręcz idealnie, a od tamtego czas u Hangagog wprost kocha robić tatuaże, każdą wolną chwilę spędza w studiu swojego wuja i tam razem dziargają innych.
Inne: Uwielbia robić tatuaże (dorabia jako tatuator w wolnej chwili)
Jest także mniej znanym bokserem jednak ma mało przegranych walk
Uwielbia jeździć konno, posiada nawet dwa konie w pobliskiej stadninie
Kocha zwierzęta, kiedyś posiadał ich wiele, teraz ograniczył się do koni i do jednego węża, którego ukrywa w akademii.
Uwielbia czytać wieczorami, przez co często ma czarne doły pod oczami
Uwielbia serial Grę o Tron, Salem, Lucifer, Supernatural oraz American Horrr Story
Nie przytulał się od dziesięciu lat, nie pamięta jak to się robi, jednak wiele razy całował i kochał się. Jak to możliwe? Mówimy tutaj dalej o bezuczuciowym Hangagogu?
Inne: 1, 2, 3
Kontakt: Katfrin. 
Zwierzę: Gilla
Morten
Vijo

Od Maksa c.d Clary

Czekaliśmy przed wejściem, było już dość późno a więc na ulicy był mały ruch. Po kilku minutach wyszły z środka. Wyciągnąłem z kieszeni kluczyki, kliknąłem przycisk dzięki któremu, auto się otworzyło.
- Może wpadniecie jeszcze do nas? Oglądniemy jakiś film, albo coś. - zaproponowała Clary.
- Ja chętnie. - powiedział szybko Matt, wszyscy spojrzeli na mnie.
- Czemu nie. - wzruszyłem delikatnie ramionami.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
- Zatrzymaj się przy tej knajpce, zamówimy coś do żarcia. - powiedział nagle chłopak.
Tak też zrobiłem, razem z Mattem poszliśmy zamówić a dziewczyny zostały w samochodzie.
Byliśmy już u nich po kilkunastu minutach, pozwoliliśmy aby film wybrały dziewczyny. Nie zajęło im to dużo czasu. Rozłożyliśmy na stoiku przed nami jedzenie, napoje. Usiadłem koło Clary i Matta.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Raczej nie masz zamiaru, zachować się jak tamten chłopak. Więc tak, zatańczę z Tobą.
Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Ujął ją i poprowadził nas na parkiet. Stanęliśmy przodem do siebie, położyłam ręce na jego ramionach, a on na mojej talii i przysunął mnie do siebie. Zaczęliśmy powoli kołysać się w rytm muzyki. Po chwili zauważyłam, że Eliz i Matt też idąc zatańczyć. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i oparłam głowę o pierś Maksa. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie zapomnieć o wszystkich złych rzeczach. Myślami krążyłam tylko wokół bicia serca chłopaka, jego niesamowitych perfum i słowach, które powiedział do ochroniarza; "... mojej dziewczyny".
***
Przetańczyliśmy jeszcze kilka kawałków, po czym zaczęliśmy się zbierać. Chłopcy mieli zaczekać przed klubem, a my poszłyśmy szybko do łazienki, poprawić się.
- Clary.. może wyciągniemy ich gdzieś jeszcze? -spytała niemal błagalnym tonem Elizabeth.
- Dzisiaj?
- Noo.. chcę jeszcze trochę pobyć z Mattem, a raczej "do mnie" nie pójdziemy.. chcę go jeszcze trochę poznać.
- Może zaprosimy ich "do siebie"? Włączymy jakiś film, zamówimy pizzę, albo zrobimy popcorn i kupimy jeszcze jakieś napoje.
- Brzmi nieźle, ale co oni na to.
- Zaraz się dowiemy. -powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Usiedliśmy na swoje poprzednie miejsca, dopiłem resztę swojego piwa,  Matt również. Podniósł rękę wołając kelnerkę.
- Poproszę jeszcze 4 piwa. - powiedział.
Kobieta skinęła głową i wróciła po chwili z 4 szklankami na tacce. Kontynuowaliśmy rozmowę. Matt i Elizabeth co chwilę znajdowali jakiś temat do rozmowy, nagle zrobiło się nieco ciszej, dzięki wolniejszej piosenki.
- Zatańczysz czy masz dość po tamtym? - uśmiechnąłem się lekko, wyciągając dłoń w jej stronę.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Położyłam ręke na plecach Maks'a. Poczułam, jak jego serce gwałtownie zaczyna bić szybciej. Raphael, znów ruszył w moja stronę, ale wtedy Maks jednym uderzeniem powalił go na ziemię. Ludzie zaczęli się nam przyglądać, przybiegli też dwaj ochroniarze. Spojrzeli na chłopaka leżącego na ziemi, a po chwili przenieśli wzrok na mnie i Maks'a.
- Ten mężczyzna za bardzo naruszał przestrzeń osobistą mojej dziewczyny. -wyjaśnił Maks.
- To prawda? -starszy ochroniarz spojrzał na mnie.
Pokiwałam tylko twierdzaco głową, bardziej wtulając się w chłopaka.
Mężczyźni pomogli wstać Raphael'owi i wyprowadzili go z klubu. Po chwili tłum dalej się bawił. Spojrzałam na chłopaka i bez słowa przytuliłam go mocno, chowając głowę w jego ramię.
- Dziękuje. -powiedziałam tylko, a on też mnie przytulił.
Styaliśmy tak chwilę i w końcu wróciliśmy do Elizabeth i Matta.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Oderóciłem się i zobaczyłem Clary, wyglądała na nieco wystraszoną, po chwili doszedł ten chłopak, z którym przed chwilą tańczyła.
- Chodź mała, nie skończyliśmy. - uśmiechnął się i złapał ją za nadgarstek, próbując przyciągnąć ją do siebie.
Widząc po jej minie, że coś jest nie tak, wyswobodziłem ją z uścisku chłopaka i przuciągnąłem bliżej siebie a dalej chłopaka.
- Odpieprz się od niej. - powiedziałem, nie spuszczając go z wzroku, obejmując Clary.
- Podobno nie jest twoją dziewczyną, wiec teoretycznie mogę sobie robić z nią co chcę. - stwierdził.
Próbował znów ją złapać, jednak nie pozwoliłem mu na to, złapałem go za koszulkę i lekko potrząsnąłem.
- Czego nie zrozumiałeś? Nie dotykaj jej! - warknąłem i odepchnąłem go.

Clary ?

Od Clary c.d Maks

Kiedy Maks odszedł siedziałam chwilę sama i przyglądałam się ludziom na parkiecie. Nagle, przedemną znalazł się jakiś chłopak, nieco starszy ode mnie. Spojrzałam na niego, uśmiechał się do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Zatańczysz ze mną? -spytał i uśmiechnął się szerzej.
Spojrzałam na Eliz,a ona pokiwała tylko głową i wrócila do rozmowy z Mattem. W końcu chwycilam dłoń chłopaka i wstałam. Poprowadził nas na środek parkietu, w tłum ludzi i zaczęliśmy tańczyć. Widać było, że całkiem niezły z niego tancerz, ale często robił powszechne błędy.. W pewnym momencie położył dłoń na mojej talii i przyciągnął do siebie.
- Jestem Raphael -zamruczał mi do ucha- a Ty śliczna?
- Della. -skłamałam i odsunęłam się od niego.
Spojrzałam w stronę stolika przy którym siedzieliśmy, zobaczyłam, że Maks wychodzi,nie wyglądał na zadowolonego. Chciałam pójść i spytać co się stało, ale Raphael złapał mnie za nadgarstki i znów przyciągnął do siebie.
- To Twój chłopak?
Pokręciłam przecząco głową.
- Więc czemu się nim przejmujesz? -powoli zaczął iść tyłem kierując się do jakiegoś korytarza. Kiedy się odwrócił, zwolnił nieco uścisk na nadgarstkach. W tedy skorzystałam z okazji, wyswobodziłam się z uścisku i ruszylam szybko przez tłum w stronę Maks'a. Gdy do niego dopiegłam, zdążyłam go tylko złapać za ramię, odwrócił się, ale Raphael dogonił mnie i znów złapał za rękę.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Nim wyszliśmy Matt przedstawił się, dziewczyny również, niedługo po tym byliśmy już na miejscu. W środku panował półmrok, zakłócany przez kolorowe światła. Grała głośna muzyka, przez którą trzeba było do siebie krzyczeć. Zamówiliśmy sobie co nieco i znaleźliśmy stolik w zacisznym miejscu. Słychać było muzykę jednak ciszej. Po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie, którym były na poczatek 4 piwa, chipsy i frytki. Później pewnie jeszcze coś domówimy, ale na razie wystarczy. Ostatecznie wspólna rozmowa skończyła się tak, że teraz Matt gadał z Elizą a ja z Clary.
- Zaraz wrócę. -powiedziałem i wstałem.
Poprawiłem koszulę i ruszyłem w kierunku łazienki.
Wróciłem po kilku minutach, jednak Clary nie było...
- A gdzie ona jest? - spytałem siadając.
- Jakieś ciacho poprosiło ją do tańca.  -wyjaśniła dziewczyna.
- Mhm... -mruknąłem odwracając się.
Szybko wybadałem ją wzrokiem, widząc ich razem dziwnie ścisnęło mnie w środku. Czas mijał a ja nie wytrzymałem, zmrużyłem oczy i wyciągnąłem telefon.
- Przepraszam na chwile. - powiedziałem przyglądając telefon do ucha, jakby ktoś dzwonił, wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia, jednak trafiłem na Clary.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Wracając z siłowni, ani ja, ani Eliz się nie odezwałyśmy. Kiedy dotarłyśmy do domu, od razu wzięłam Jace'a na spacer, a kiedy wróciłam nie wytrzymałam już.
- Elizabeth, przepraszam. Nie powinnam była się unieść, ale.. ja po prostu..
- Byłaś o niego zazdrosna. Rozumiem. -położyła mi rękę na ramieniu- Ja też przepraszam, wiedząc, że Ci się podoba nie powinnam się nim tak jarać. Ale on serio jest mega przystojny. -uśmiechnęła się.
- Zgoda? -spytałam.
- No pewnie, dłużej tej ciszy bym chyba nie zniosła.
Przytuliłyśmy się i zaczęłyśmy śmiać.
***
Poszłam wziąć prysznic, a Eliz w tym czasie wybierała dla nas ciuchy. Nawet nie zaprzatałam sobie głowy, co ona wybierze, bo w tym akurat była dobra. Potrafiła idealnie dobrać ubrania do okazji, nawet ze starych ciuchów umiała zrobić niezłą "kreacje".
Kiedy wróciłam, na łóżku leżały dwie czarne sukienki,

 a obok nich ulubione szpilki Eliz i moje baleriny, nie przepadałam za butami na obcasie, są bardzo niewygodne.
- I co myślisz? -pytała stając obok mnie.
- Wspaniale. Ja dobiorę biżuterię.
- Świetnie, to idę się myć.
Wyszła z pokoju, a ja podeszłam do komody z pudełkiem, gdzie trzymałam przeróżne naszyjniki, pierscionki, bransoletki i kolczyki. Dobrałam odpowiednie i zaczęłam ubierać sukienkę. Po chwili wróciła Elizabeth i ubrała swoje ubranie. Następnie zajęłyśmy się makijażem i włosami. Gdy skończyłyśmy, zeszłyśmy na dół i poprawiałyśmy się przy lustrze w przedpokoju, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Od razu podbiegłyśmy do drzwi i otworzyłyśmy. Po drugiej stronie stał Maks i chłopak z siłowni. Na widok Maks'a chyba zabrakło mi tlenu, ale uśmiechnęłam się tylko i odsunęłam, aby puscić Eliz przodem.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Nagle na sali zapanowała cisza, zupełnie nie wiedziałem o co chodzi przez to, że zagadałem się z Mattem. W ułamku sekundy zapomnieli o wszystkim i wrócili do poprzednich zadań. Spojrzałem na zegarek, powoli dochodziła 15. Postanowiliśmy się już zbierać, głównie przez to że przed chwilę umówiliśmy się, że idziemy wieczorem do jakiegoś klubu, a muszę zrobić kilka rzeczy w domu i wyjść z psami na dłuugi spacer. Ruszyliśmy w kierunku szatni, po drodze zatrzymałem się koło Clary.
- Idziemy wieczorem do jakiegoś klubu, chcesz iść z nami? - zaproponowałem, uśmiechając się lekko.
- Jasne, chętnie. - odwzajemniła uśmiech.
- Koleżankę też weź. - wtrącił Matt i spojrzał na Elizabeth.
- Z przyjemnością przyjdę. - odparła.
- Wpadniemy o 21? - spytałem.
- Pasuje, do zobaczenia. - uniosła kąciki ust.
Odwzajemniłem gest i ruszyłem dalej. [...] Dochodziła umówiona godzina, po raz kolejny poszedłem pod prysznic, ogarnąłem włosy, ubrałem się i wyszedłem z domu.
PF637-99XQH037-99J
Matt akurat przyszedł, miałem go zgarnąć spod jego domu, ale że wyrobił się szybciej przyszedł. Ode mnie pojechaliśmy po dziewczyny.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Hej. -powiedziałam, nieco rozkojarzona widokiem jego umięśnionego ciała.
Za nim powiedziałam coś jeszecze, Eliz odezwała się pierwsza.
- Cześć, jestem Elizabeth. -wyciągnęła dłoń w jego stronę.
- Maks. -odwzajemnił gest i uśmiechnął się do niej.
Przez dłuższą chwilę trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie, a ja patrzałam na nich zdezorientowana. Czy ona flirotowała z nim nie używając słów? W końcu Maks puścił jej dłoń.
- Nooo.. to chodźmy poćwiczyć. -powiedziałam nie spuszczając z nich wzroku.
Wydawało się, że Eliz była zaczwycona Maksem. W sumie, trudno się dziwić, ale jednak poczułam się.. dziwnie.
- Jasne. -powiedzieli w tym samym czasie i zaczęli się śmiać.
Przewrócilam oczami i pociągnęłam Eliz w stronę bieżni. Maks wrócił do swojego kolegi, który tylko przyglądał się całemu zdarzeniu.
- Jaki on jest boski. -powiedziała ciszej Eliz, kiedy weszłyśmy na bieżnie- Nie tak sobie go wyobrażałam. Mega ciacho, żadko spotyka się takiego faceta.. to dobra okazja, trzeba ją wykorzystać..
- On jest mój. -powiedziałam zbyt głośno, ale zdenerwowałam się, bo, sądząc po błyaku w jej oczach i sposobie jakim o tym wszystkim mówiła, chciała być z Maksem, i chyba nie przeszkadzał jej fakt, że powiedzialam jej iż chyba się w nim zauroczyłam.
Dziewczyna spojrzała na mnie wielkimi oczami. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że na sali zapadła cisza i wszyscy gapili się na mnie. Czyli jednak powiedziałam to zbyt głośno..
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Nie mogłem przestać myśleć o tym, co się stało. To była moja wina i ja muszę to naprawić. Rano pojechałem do swojego mechanika, aby wymienił rozbitą szybę. Zajęło mu to półtorej godziny, później byłem już wolny. Wróciłem do domu aby coś zjeść, za 2 godziny miałem być na siłowni, umówiłem się z Mattem. Zrobiłem makaron z sosem, zjadłem dość szybko i nakarmiłem psy. Poszedłem wziąć prysznic, spakowałem w torbę wszystkie potrzebne rzeczy, wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i pojechałem w stronę siłowni.
Matt czekał na mnie przed wejściem, udaliśmy się prosto do szatni. Przebrałem się w krótkie spodenki i koszulkę.
Podobny obrazQT059-01X
Zaczęliśmy od rozgrzewki - wiadomo. Stopniowo podnosiliśmy poziom ćwiczeń na coraz męczące. Podeszliśmy do worka treningowego, ściągnęliśmy koszulki. Założyłem rękawice a Matt trzymał worek, później mieliśmy się zmienić.
- Masz już jakiś pomysł, odnośnie tej całej mafii? - spytał na tyle cicho, abym tylko ja go słyszał.
- Nie, czemu wszyscy o to pytają?! - spytałem lekko oburzony, uderzając mocniej worek.
- Spokojnie, po prostu każdy się martwi i chciałby jakoś pomóc. - odparł.
- Pytaniem nie pomagacie. Sam muszę  to naprawić. - dodałem uderzając w dużą siłą worek.
Jak Boga kocham, znajdę tych pierdzieli i zaśmieję im się w twarz. Myśląc o tym, staję się nerwowy co przełożyło się na moją siłę i częstość uderzania w worek.
- Maks! Maks! Maaaks! - darł się. - Uspokój się! - dopiero teraz wróciłem na ziemię.
- Przestań o tym pieprzyć bo mnie wkurzasz! - powiedziałem srogo i rzuciłem mu rękawice.
- Odpocznijmy. - wywrócił oczami.
Chwyciłem swoją koszulkę, usiadłem pod ścianą, odłożyłem ją na bok i wziąłem łyka wody, kiedy oparłem głowę o ścianę zauważyłem Clary. Wyglądało na to że cały czas nam się przyglądała a teraz razem z jakąś swoją koleżanką zmierzała w naszym kierunku. Kiedy była wystarczająco blisko wstałem i zrobiłem parę kroków w jej stronę.
- Hej, jak tam? - spytałem uśmiechając się lekko.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Spojrzałam jeszcze raz na nasze dłonie. Poczułam jak na moich policzkach pojawiają się rumieńce.
-Jasne, chodźmy. -uśmiechnęłam się lekko zmieszana.
Maks puścił, moją lewą dłoń i trzymając wciąż prawą, ruszył przed siebie.
***
Zamówiliśmy makaron z sosem pieczarkowo-brokułowym. Oraz lody.
Jedzenie było niesamowite. A tak dobrych lodów, nie jadłam jeszcze nigdy.
Po skończonym posiłku, siedzieliśmy i wymienialiśmy się swoimi refleksjami na temat filmu. Co chwile, śmialiśmy się przypominając sobie niektóre momenty.
Kiedy zauważyliśmy, że zrobiło się trochę późno, zaczęliśmy się zbierać. Maks odwiózł mnie do domu.
***
Tydzień później przyleciała moja przyjaciółka. Elizabeth, na stałe wróciła z Francji. Bardzo się ucieszyłam na tę wiadomość i pojechałam po nią na lotnisko. Dziewczyna miała na jakiś czas zatrzymać się u mnie, ponieważ, dosłownie uciekła tu z rodzinnego miasta, zanim matka zesfatała ją z jakimś   bogatym, starym facetem.. oj długa historia.
***
Oczywiście pierwszej nocy nie przespałyśmy. Elizabeth opowiadała mi o Paryżu, o swoim byłym chłopaku, o matce, która doprowadzała ją do szału, i o wielu innych sprawach. Później przyszła moja kolej.. i wyszło na to, że przez większość opowiadania, mówiłam o Maksie..
***
Miałyśmy iść z Eliz na trening sztuk walki, ale niestety, trener zachorował. Postanowiłyśmy jednak nie zmarnować tego dnia, i poszłyśmy na siłownie.
Kilka minut później byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy do szatni, przebrałysmy się i wyszłyśmy na salę. Było tam kilku chłopaków.. jednego od razu poznałam. I pożałowałm, że nie ubrałam czegoś innego niż koszulkę,odsłaniającą brzuch i krótkie czadne spodenki. Eliz była ubrana podobnie.. Wzrok wszysykich powędrował ku nam.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Niedługo przed umówionym czasem, zacząłem się szykować. Wziąłem prysznic, ogarnąłem włosy i ubrałem w czarne jeansy oraz bluzę.
QH033-99J
Wymieniłem wodę psom, nasypałem karmy i wszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem pod dom Clary. Akurat kiedy podjeżdżałem, wychodziła z domu. Wsiadłem i otworzyłem jej drzwi.
Droga do kina nie zajęła nam długo, jednak to dobrze bo ledwo udało nam się kupić popcorn i colę, nim zaczął się film. A wszystko przez długą kolejkę do kasy. Clary chciała za siebie zapłacić, jednak oczywiście jej na to nie pozwoliłem i ja zapłaciłem za nas obu. Ku mojemu zdziwieniu na sali było niewiele osób, zajęliśmy swoje miejsce i akurat zaczął się film. [...] No cóż, muszę przyznać że był świetny. Naprawdę dużo razy się śmialiśmy, niektórzy podłapali teksty i kiedy wychodziliśmy powtarzali je i śmiali. Na zewnątrz było już ciemnawo, Clary chciała iść w stronę samochodu, jednak zatrzymałem ją łapiąc ją za obie dłonie.
- Co robisz? - spytała lekko zdziwiona.
- Pójdziemy coś zjeść, znam fajną knajpkę. - zaproponowałem.

Clary?

Od Moniki do Maksa

W pomieszczeniu panował półmrok, a jedynym źródłem światła była niewielkich rozmiarów lampka, którą zabrałam z domu. Co prawda nie powodziło mi się najgorzej, ale wiadomo - wydatki związane z przeprowadzką do nowego miejsca są spore, a kiedy ów miejscem jest duża metropolia - wydatki te podwajają się dwukrotnie. Przeciągnęłam się leniwie, przewracając kolejną kartkę aktówki. Ostatnimi czasy nasza komenda wpadła na trop seryjnego mordercy. Sprawę miały przejąć ważniejsze odziały, jednakże okazała się ona być dla nich zbyt błahą. Jasne, nie napracować się za bardzo i zrzucić robotę na kogoś innego - to ich przewodnie hasło. Spójrzmy prawdzie w oczy: informacji była znikoma ilość, a sam gościu nieuchwytny i nader ostrożny. Próbowałam znaleźć jakiś punkt zaczepienia, cokolwiek. Wtedy, jakbym doznała olśnienia, w materiale dowodowym był skrawek ubrania mężczyzny. Żadnych śladów, DNA nie zabezpieczono, ale odpowiednio wyszkolony pies mógłby go wytropić. W mgnieniu oka wykręciłam numer do komendanta. Nic z tego, nie odbierał. Cóż, może Diego uda się znaleźć kryjówkę przestępcy. Nawet mało rozumujący człowiek uznałby ten pomysł za absurdalny. Jak sama, jedna dziewczyna przeciwko zaprawionemu w boju, nie mającemu żadnych skrupułów, wyrafinowanemu zabójcy. Było jakieś dziesięć procent, że uda ma się go wziąć z zaskoczenia. Dobre i tyle. Zresztą, nawet jeśli udałoby mi się go zlokalizować, wezwałabym wsparcie. Przypięłam zwierzę do smyczy, po czym udałam się na komendę. Nie miałam problemu z uzyskaniem materiału. Tak się składa, że moje stosunki z technikiem układają się naprawdę dobrze. Wydałam psu odpowiednią komendę, a ten, z nosem przy ziemi, ruszył przed siebie. (...) Kilka, dobrych godzin poszukiwań nie poszło na marne - Diego zaprowadził mnie, wprost na zarośniętą działkę, na której roiło się od ostrzeżeń, typu: Wróć, skąd przyszedłeś. Lepiej opuść to miejsce, jeśli nie chcesz przypłacić życiem. I inne tego typu pierdoły, które nie wywarły na mnie najmniejszego wrażenia. Na środku stał niewielki dom, właściwie ceglany garaż. Był on pozbawiony jakichkolwiek okien, a z wewnątrz dochodziły niepokojące hałasy. Zadzwoniłam na policję i przedstawiłam dyżurnemu całą sytuację. Nakazał, abym poczekała na odpowiednie służby i zabronił samowolnych, brawurowych akcji. Westchnęłam zrezygnowana, chowając się w krzakach. Kiedy jednak usłyszałam wystrzał broni palnej, postanowiłam wkroczyć do akcji. Odpięłam smycz, na wszelki wypadek, gdyby sprawy przybrały zupełnie innego obrotu. Diego musi mieć możliwość ucieczki, jeśli dla mnie będzie już za późno. Wyciągnęłam pistolet, odbezpieczyłam i podkradłam się pod budynek. Wkroczenie przez główne drzwi byłoby nierozważne, ale inne wejście nie istniało. Najciszej, jak tylko mogłam - przekroczyłam próg. Teraz, to już nie ma odwrotu. Zeszłam po stromych schodach do piwnicy. A tam - panowały dosłownie egipskie ciemności. Nie było można nawet dostrzec palca u własnej ręki. Usłyszałam szmer z lewej strony, więc instynktownie wymierzyłam lufą w tamtym kierunku. Cholera, jakim cudem on się dowiedział, że przebywam na jego posesji. Miał jakieś ukryte kamery, czy co do diabła? Usłyszałam warkot i głośny, piskliwy krzyk, który mógłby obudził nawet zmarłego. To Diego przejął sprawy, w swoje szczęki. Wtem, coś rzuciło się na mnie, z przeciwnej strony, przygwożdżając mnie do ziemi. A więc było ich dwóch. Z całej siły uderzyłam go głową w nos. Kiedy uścisk się poluzował - pociągnęłam za spust. Ciało upadło bezwładnie na mnie, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Padł kolejny strzał. Moje serce zabiło szybciej, a na myśl przyszła mi wizja martwego Diego. Wtedy kolejny mężczyzna odrzucił trupa ze mnie i chwycił mnie za gardło, unosząc w powietrze. Poruszał się idealnie w mroku, znał każdy zakamarek tego miejsca, to był jego żywioł. Drugą ręką oplótł moje kostki i rzucił mną o ścianę. Z łoskotem uderzyłam o cegłę, zsuwając się po chropowatej powierzchni. Po odgłosach wywnioskowałam, że przygotowuje on zasadzkę. Musiał zobaczyć, jak wyciągam telefon... Gdzieś w oddali mignął odblaskowy napis SWAT. Ni stąd, ni zowąd posadzka tuż przy moich stopach rozstąpiła się. W duchu podziękowałam Bogu, że pozostałam przy tej ścianie. Padł kolejny wystrzał, a piwnicę przez chwilę wypełniła jasność. Tuż przy samym wejściu była wielka dziura, a wewnątrz niej kolce, na których zwisały ciała agentów. W kącie szamotało się dwóch mężczyzn, w tym jeden odziany w kamizelkę kuloodporną i charakterystyczny strój. Jakim cudem on uniknął przepaści? Albo był wspaniale wyszkolony, albo miał farta. Chwiejnym krokiem wstałam na nogi, po omacku badając teren. Gdzieś tu musiał być włącznik światła, a ja za wszelką cenę postanowiłam go znaleźć.

(Maks?)

Od Clary c.d Maks

Spojrzałam na Viki i pomyślałam chwilę.
- Kino. Ostatnio widziałam zwiastun komedii. Ciekawie się zapowiadało. Dziś seans jest jeszcze o 20:45
- Super, przyjadę po Ciebie o 20:30.
- Okay,do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Rozłączył się.
- To Maks? -spytała Viki z błyskiem w oczach.
- Tak.
- Idziecie do kina, na randke.
- To nie randka. Po prostu.. wychodzimy razem wieczorem, spotkanie znajomych.
- Mhmm.. wmawiaj sobie. -wstała z ziemi i otrzrpała spodnie- dobra, chodź musisz się przygotować.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do domu, wołając Jace'a.
***
Siedziałam na łóżku, a siostra wyżócała z szafy moje rzeczy, komentując każdy ciuch..
- Co to jest? Nie masz, jakichś sukienek, miniówek.
- Viki, idziemy do kina.. w ogóle, czego ty szuksz. Idę w rurkach i koszuli. Koniec, ale dzięki za pomoc. -pocałowałam ją w czoło i wzięłam ubrania.
Akurat kiedy zakładałam trampki, na podjazd wjechał Maks.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Szef był zły, że od razu i nie przywiozłem, tez byłem z tego powodu na siebie zły. Teraz za zadanie mam odzyskać dokumenty albo zdemaskować całą mafie inaczej nie będzie za dobrze. Kiedy wróciłem do domu, zadzwoniłem do Clary.
- Jestem juz w domu. - powiedziałem.
- To dobrze, złapałeś go? - spytała.
- Nie, to nie takie proste. Trochę mi to na pewno zajmie. - westchnąłem.
- Nie miałeś problemów u szefa?
-Trochę... ale mniejsza o to. Dalej chcesz gdzieś wyjść wieczorem? - spytałem.
-Jasne, gdzie proponujesz?
- Sam nie wiem, kino, basen, łyżwy, ścianka, park trampolin czy może jakaś knajpka? - dałem jej kilka propozycji.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Zatopiłam się w jego spojrzeniu, podobał mi się sposób w jaki trzymał mnie za ramiona. Lekko, ale pewnie.
- Nie przepraszaj, lepiej łap tego człowieka. -uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił- Uważaj na siebie, i koniecznie zadzwoń, jak tylko będziesz mógł.
- Dobrze. -wsiadł do auta razem z psem i odjechali.
***
- Mamo, ile razy mam powtarzać, przepraszam. Ale to wy zaczęliście z tym ślubem..
- Najlepiej zrzucić winę na nas.
- Zrzucić winę.. o co w ogóle ta dyskusja? -wyrzuciłam ręce w górę.
Chciałam powiedzieć, że w sumie to mogą sobie iść, ale wtedy z mojego telefonu zaczęła lecieć piosenka.. (GOT7 - NeverEver) miałam ją ustawioną jako dzwonek, kiedy dzwonił Sebastian. Podbiegłam do szafki i odebrałam.
- Hej, rodzice już wrócili?
- Niestety. -powiedziałam zdenerwowana.
- Hmm.. coś się stało?
- Owszem.
- Za 10 minut jestem. Spróbuj się uspokoić.
- Jestem spokojna. -powiedziałam i rozłaczyłam się.
Rodzice patrzyli na mnie wyczekujaco.
- Sebastian zaraz będzie. -na twarzy matki pojawił się nieoczekiwany zachwyt.. jedyny syn zawsze sprawiał jej radość, była z niego dumna, trudno się dziwić, odnosił same sukcesy.. no  ie licząc kilku jego minusów, o których tylko ja wiedziałam i kilku członków Steel Dogs.
***
Sebastian, jak zwykle, przyjechał punktualnie. Przywitał się z rodzicami i zaczął z nimi rozmawiać, o nowej płycie swojego zespołu, trasie koncertowej.. uspokoił ich też w sprawie Maksa. Powiedział, że to przez pogodę, każdy ma jakieś humory. Uwierzyli. Matka nawet potwierdziła, że od rana jakoś dziwnie się czuła..
Ja wolałam posiedzieć z Viki i Jacem w ogródku. Siostra opowiadała mi jak zmieniło się w domu dziadków, że hyung Jinyoung oświadczył się swojej dziewczynie, a ona poznała nowego chłopaka na zajęciach z unnie i bardzo go polubiła.. gdy o nim mówiła, była szczęśliwa. W swoich historiach, z ostatniego miesiąca, zawsze on się pojawiał.
- Zakochałaś się. -stwierdziłam.
- Chyba tak. -potwierdziła bez namysłu- Dziwne, nigdy wcześniej nie lubiłam, aż tak żadnego chłopaka.
- To Twoje pierwsze zauroczenie? -zdziwiłam się.
- Tak. A Ty, kiedy pierwszy raz się zauroczyłaś?
- W przedszkolu.
- Serio? -teraz ona była zdziwiona.
- No tak, był taki jeden.. Nikodem.
Zaczęłam jej opowiadać, jak czesał mi warkoczyki, spał ze mną na leżaku, czytał mi książki. Później mówiłam jej o swoich następnych miłościach szkolnych, a ona słuchała zafascynowana.
- A Maks? -spytała nagle.
- Co Maks?
- Lubisz go?
- Tak.
- Ale, tak jak lubiłaś Matthew'a lub Daniela?
- Eeem..
Z mojego telefonu znów zaczęła grać piosenka (GOT7 - Prove It). Dzwonił Maks.
- Halo?
Maks?

Od Maksa c.d. Clary

Spojrzałem na odchodzącą dziewczynę, robiąc duże oczy.
- Noo więc, gdzie planujecie je urządzić? - spytał mężczyzna.
- A noc poślubna? - dodała kobieta.
Schowałam twarz w dłonie i westchnąłem ciężko.
- Przepraszam, trochę sobie z państwa zazartowaliśmy, nie bierzemy ślubu, nawet nie jesteśmy razem... -wyznałem.
Nie chciałem w to dalej brnąć, wiedziałem, że będzie z tego niezły kwas, musiałem to przerwać.
- Jak się naprawdę pobierzecie, uważajcie że wam od razu uwierzymy. - powiedziała kobieta, kiedy Clary wróciła.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Musiałem im powiedzieć. - wyjaśniłem. Chwilę później zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Maks, kurwa... gdzie jesteś?! - spytał zdenerwowany.
- A co się stało? -spytałem wymijająco.
- Masz w samochodzie akta kosy?
- Mam... za godzinę jakaś przywiozę je do biura.
- Nie, nie rozumiesz... on uciekł, szuka tych papierów i prawdopodobnie wie gdzie są.
Przejechałem dłonią po twarzy, wtem usłyszeliśmy dźwięk alarmu samochodu. Wybiegłem z mieszkania, zbiegłem po schodach w niemożliwym tępie, mężczyzna właśnie uciekał,  rozbił szybę w moim aucie skąd włączył się alarm. Mężczyzna ubrany na czarno zaczął uciekać, w dłoni miał teczkę. Przeklnąłem pod nosem.
- Bierz go! - powiedziałem do Arona i rzuciliśmy się za nim w pogoń.
Niestety, wsiadł ma jakiś motor i odjechał. Zdenerwowany wróciłem do samochodu, przed którym stała Clary.
- Maks co się stało? - spytała przenosząc wzrok na robitą szybę.
- Jeden z członów mafii, którą próbujemy wytropić od roku, ukradł mi dokumenty z wszystkimi dowodami itp. Miałem je zawieźć dzisiaj do biura...
- I co teraz?
- Nie wiem, muszę go znaleźć... - mruknąłem. - Przepraszam, ale muszę jechać. Wybacz że zepsułem ci spotkanie z rodzicami... - lekko się skrzywiłem, kładąc dłonie na jej ramionach.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Odwzajemniłam spojrzenie chłopaka. Porozumieliśmy się jakby telepatycznie.
- Taaak. -powiedziałam niepewnie, kiwając głową.
- Świetnie, załatwialiście już miejsce wesela? Dekoracje..
- Jedzenie. -przerwał ojciec.
- Tak. -mama przewróciła oczami- Iii.. suknia. Masz już coś na oku?
Wzięłam wdech, w co ja się pakuję..
- Nie, na to chyba jeszcze za..
- Fatalnie -Maryse wyrzuciła ręce w górę- suknia jest najważniejsza.
- Według mnie wpierw powinni załatwić sprawy wesela, obiad w najlepszej restauracji. -ojciec jak zawsze myśli tylko o wyśmienitym jedzeniu- Już to sobie wyobrażam, owoce morza, pieczona gęś..
- Nie. -przerwałam mu oburzona- Na moim weselu nie będzie martwych zwierząt.
- Naszym, skarbie. -udzielił się Maks, który od początku tematu siedział na oparciu kanapy i przyglądał się nam z lekkim rozbawieniem.
Spojrzałam na niego i posłałam mu nieszczery uśmiech.
- Naszym. Może Ty podzielisz się z rodzicami tym co już ustaliliśmy, a ja zrobię coś do picia i przyniosę ciastka.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni, zostawiając Maks'a z rodzicami i Viki, która wyglądała na zaskoczoną, informacją o "naszym" ślubie.. cóż nie tylko ona.
Maks?

Od Maksa c.d. Clary

- Co się stało? - spytałem widząc jej dziwną minę.
-Moi rodzice zaraz powinni mnie odwiedzić,  byli w Azji... są spostrzegawczy, jak zobaczą że nie wszystko jest na swoim miejscu, stwierdzą że jest coś nie tak, wolałabym im nie mówić co się stało. - wyjaśniła, poszła po zmiotkę i szufelkę.
- Daj, posprzątam. - wziąłem ją od niej i kucnąłem przy rozbitym talerzu.
Nie zajęło mi to długo, wrzuciłem kawałki talerza do śmietnika i odłożyłem zmiotkę na miejsce.
- Dzięki... - westchnęła układając umyte przed chwilą naczynia.
- Ja... może już pójdę. - stwierdziłem wychodząc z kuchni.
- Nie musisz... - stwierdziła, kiedy zakładałem buty.
- Nie będę wam przeszkadzać. - uśmiechnąłem się lekko. - Jak będziesz chciała gdzieś wyjść wieczorem, zadzwoń. - powiedziałem, przypinając smycz Aronowi.
- Jasne. - uśmiechnęła się, otwierając drzwi.
Za nimi stali jacyś ludzie, wnioskując po minie Clary właśnie to byli jej rodzice.
- Cześć córeczko. - kobieta uśmiechnęła się promiennie i przytuliła dziewczynę. 
- A to kto? - jej ojciec spojrzał na mnie.
- Maks. - podałem mu dłoń. - Miło mi. - dodałem. Mężczyzna uścisnął ją, dalej bacznie mi się przyglądając. - Ja właśnie wychodziłem, do widzenia. - uśmiechnąłem się delikatnie, starając się wyminąć mężczyznę.
- Ależ skąd, chcielibyśmy poznać chłopaka naszej córki. - uśmiechnął się.
- To nie jest mój... - zaczęła, jednak siostra jej przerwała, radosnym okrzykiem, kiedy zobaczyła Jaca.
Dosłownie wepchnięto mnie do środka, Clary spojrzała na mnie przepraszająco, uśmiechnąłem się lekko dając znać, że nic się nie stało.
- A więc gdzie pracujesz? - spytał ojciec dziewczyny.
- W jednostkach SWAT, poza tym projektuję loga dla firm na zlecenie. - powiedziałem.
- Ooo, nie wiedziałam że Clary kręcą mundurowi. - kobieta uśmiechnęła się. - Zaręczyliście się już? - spytała.
- Mam nadzieję, że zaprosicie nas na ślub. - dodał zaraz jej ojciec.
Zadławiłem się sokiem, kaszlnąłem i spojrzałem na dziewczynę, to dziwne ale ta sytuacja mnie bawiła.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Spojrzałam na niego nie pewenie, unosząc lekko lewą brew.
- Wieczór.. z Tobą?
Maks odwzajemnił moje spojrzenie.
- Coś w tym złego? -spytał, a kącik jego ust delikatnie powędrował do góry.
- Nie, okay. -wyrzuciłam ręce do góry- zrobię herbatę.
Nie czekając na odpowiedź chłopaka, wstałam i poszłam szybko do kuchni. Maks nie mógł zobaczyć, że zarumieniłam się.. przypominając sobie jego głos, uśmiech.. przeszły mnie ciarki. Stanęłam przy blacie kuchennym i wyjrzałam przez okno. Powoli słońce zbliżało się ku zachodowi. Niebo z każdą chwilą nabierało kolorów. Od błękitu, przez fiolet, róż, pomarańcz, aż do żarzącej się czerwieni. Przypomniałam sobie widok z domku letniskowego nad morzem, do którego przyjeżdżaliśmy co roku z rodziną. Było tak wspaniale.. ale od dwóch lat tam nie byliśmy. Rodzice rzadko mają wolny czas. Teraz wyjechali z Viki do Azji, odwiedzić dziadków.. właśnie. Przecież dziś mieli wrócić i odwiedzić mnie. Spojrzałam na zegarek, dochodziła szósta. rozejrzałam się po kuchni, zawsze panował w moim mieszkaniu porządek, ale odkąd wróciłam ze szpitala, byłam bardzo roztargniona. Teraz dopiero zauważyłam, że wszystko jest nie na miejscu. Rodzice są spostrzegawczy i na pewno zauważą, że coś jest nie tak. Szybko zaczęłam przekładać wszystkie przedmioty.
- I jak herbata? -do kuchni wszedł Maks.
Odwróciłam się gwałtownie z talerzem w rękach i wpadłam na chłopaka. Stał bliżej niż się spodziewałam. Talerz wypadł mi z rąk i rozbił się na podłodze.
Przeklnęłam pod nosem. Maks jest u mnie w domu.. zaraz zjawią się rodzice. Ciekawe jak zareagują, na to, że jestem z jakimś mega przystojnym chłopakiem, na którego widok, przechodzą mnie ciarki, albo brakuje tlenu.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Zastanowiłem się chwilę, Aron podniósł się i wszedł do mieszkania dziewczyny, usiadł w środku i spojrzał na mnie, merdając lekko ogonem.
- Chyba zdecydował za mnie... - uniosłem lewy kącik ust i przekroczyłem próg domu. Dziewczyna zamknęła za mną drzwi.
- Chcesz coś do picia? - spytała.
- Nie, nie trzeba. - odpowiedziałem.
Przykucnęła przy Aronie i zaczęła miziać go pod brodą, pies z przyjemnością poddał się pieszczocie, po chwili przybiegł pies dziewczyny i zaczął wesoło biegać między nogami Ara, ten chciał się z nim pobawić jednak był dużo większy od niego i pewnie nie wiedział, jak się za to zabrać, żeby nie zrobic mu krzywdy. Clary dała znak, abym poszedł za nią. Weszliśmy do salonu, usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie, usiadłem więc.
- Jak się czujesz? - spytałem.
- Jest lepiej, ale utknęłam na tydzień w domu. - westchnęła ciężko. - Koszmar, ledwo wytrzymuję. - uśmiechnęła się lekko, odwzajemniłem gest.
- Skoro utknęłaś.... nie możesz wychodzić, na pewno nie możesz nigdzie wyjść wieczorem ze mną... - stwierdziłem lekko się z nią drażniąc i opierając o oparcie kanapy.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Od nocy, kiedy ostatni raz widziałam Maksa cały czas byłam jakaś.. nieobecna. Sebastian wciąż powtarzał, że "mam się nie przejmować tym debilem". Próbował mnie pocieszyć, jakoś do mnie dotrzeć. Ale ja sama nie potrafiłam się otworzyć. Nie rozumialam czemu i jak, ale czułam ból kiedy przypominałam sobie ton jego słów.
***
Po trzech dniach w koncu moglam wrócić do domu, ale miałam zwolnienie lekarskie i teraz musiałam siedzieć przez dwa rygodnie w domu. Bylam tym tak zirytowana.. przepadnie mi konkórs taneczny moich uczennic z przedszkola, kilka godzin treningów.. Skandal.
Leżałam na kanapie i czytałam książkę, gdzy nagle ktoś zapukał do drzwi. Zapewne Sebastian poraz kolejny przyjechał sprawdzić jak się czuję. Wstałam i ruszyłam na przedpokój. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Maks'a oraz jednaego z jego psów.
***
Stałam chwile zdezorientowana. Dosłownie zabrakło mi słów.
- Myślałam, że żałujesz.. że mi pomogłeś. -odezwałam się w końcu.
Maks spojrzał na mnie ze zdziweniem.
- Nie, nie żałowałem tego. W tedy, byliśmy na akcji.. czułem się jakbym był naćpany. Przepraszam.
Westchnęłam.
- Dobrze, to ja nie powinnam wszystkiego od razu brać do siebie. -odsunęłam się na bok- wejdziecie?
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Wsiadłem do auta, gdyby nie to, że nie mogłem trafić kluczykiem w dziurkę już bym stąd odjechał, ale niestety... co się w ogóle ze mną dzieje? Co to był za dym? Miałem już zamykać drzwi, kiedy ktoś wyciągnął mnie z auta. Podniosłem i głowę i zobaczyłem chłopaka czy tam brata dziewczyny.
- Popieprzyło cię?! - warknąłem wstając, podpierając się o drzwi auta.
- Mnie? Chyba ciebie! Jak się do niej odnosisz?! - spytał popychając mnie.
Psy od razu wyskoczyły z auta zaczęły na niego warczeć i chłapać zębami, uspokoiłem je gestem dłoni.
- Wracaj lepiej do swojej dziewczyny, albo nie skończy to się dla ciebie dobrze. - również go popchnąłem, jednak mocniej.
- To moja siostra świrze. - popukał się w głowę.
- Yhym. - wywróciłem oczami. - Słuchaj, nie wpieprzam się w wasz związek, odpierdol się ode mnie. - popchnąłem go jeszcze raz, gdyż podszedł bliżej.
Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem przed siebie. [...] Minęły już trzy dni, byłem lekko zażenowany całą tą sytuacją i nie chciałem się do niej odzywać. A to wszystko przez ten głupi tunel i ten dym z prochów... grrr. Po długim, naprawdę długim namyśle postanowiłem wziąć się w garść. O ile się nie mylę, wypisali ją już ze szpitala, przysiadłem przy komputerze i już po kilku minutach, znałem jej dokładny adres i inne dane. Zabrałem bluzę z krzesła i wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i wjeżdżając do sklepu po drodze pojechałem do niej.
Doczłapałem się pod drzwi jej mieszkania, był ze mną tylko Aron, który niósł kwiaty. Westchnąłem po czym zapukałem, nie musiałem długo czekać, aż w drzwiach stanęła Clary. Kiedy mnie zobaczyła, jej mina była... dziwna. Na pewno się nie cieszyła.
- Przepraszam... - westchnąłem. Zasłoniłem twarz misiem. - To co powiedziałem nie miało zabrzmieć wrednie, nie miałem nic złego na myśli. Nie byłem... sobą. Wybacz. - powiedziałem zmieniając lekko głos.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Maks nie odbierał. Dzwoniłam kilka razy.. cisza. Odłożyłam telefon na szafkę. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to było głupie. Zapewne jest zajęty pracą, a ja wydzwaniam do niego. On ma swoje życie, pewnie żałuje, że mi pomógł.
- Aigoo -jęknęłam i zamknęlam oczy- Czemu zawsze muszę coś zepsuć.
***
Obudził mnie Sebastian. Siedział na tym samym krzesełku, co Maks rano. 
- Clary.. pielęgniarka prosiła, abym Cię zaprowadził na stołówkę. Musisz coś zjeść.
- Nie jestem głodna.
Chłopak tylko przewrócił oczami i podszedł do wózka dla inwalodów.. aż mnie ciarki przeszły.
- No mileydy, Twój rydwan czeka. -uśmiechnął się nonszalncko.
Westchnęłam i zaczęłam zsuwać się z łóżka. Brat pomógł mi i zawiózł mnie na stołówkę. -  Juhu. -wydałam z siebie słaby okrzyk nieszczerego zadowolenia.
***
Było już trochę po ciszy nocnej, a ja i Sebastian krążyliśmy po szpitalu. Aż w końcu trafiliśmy na gablotę, z rzeczami, które połknęli ludzie. Była tam złamana metalowa łyżeczka, kilka monet, nawet plastikowy sztuciec, agrafka, guziki, spinki, klocek.. i wiele takich innych. Zaczęlismy się śmiać, jakim to trzeba być debilem, żeby połykać takie rzeczy. Najbardziej nie mogłam przestać się śmiać ze sztućca.. Bylismy dość głośno,więc ordynator kazał nam natychmiast wracać do sali. Wracaliśmy oczywiście drogą dłuższą, niż mogliśmy. Gdy weszliśmy w następny korytarz obaczyliśmy jakiegoś chłopaka i dwa psy. Nawet, gdy stał tyłem, rozpoznałam go.
- Maks?
Chłopak odwrócił się powoli.
- Co?
Zmierzylam go wzrokiem, był cały w błocie. Miał brudne, rozczochrane włosy, zadarcia na ubraniach i zadrapania na skórze. Ale wciąż był przystojny.
- Co Ci się stało? -dzwoniłam do niego-Czemu nie odbierałeś?
Zastanowił się chwilę, po czym powiedział:
- W tunelach zazwyczaj nie ma zasięgu, tum bardziej gdy jakiś gaz ściska Ci gardło i nie możesz powiedzieć ani słowa. -powiedział jakby z pretensjami- Wbacz, muszę już iść.
I odszedł. A w moich oczach pojawiły się łzy, czyli jednak.. żałuje.
- Clary, kto to był? -spytał Sebastian,ale nie odpowiedziałam, pozwoliłam łzom płynąć po policzkach. -Clary.. czemu płaczesz? To przez niego? -spytał.
Nim odpowiedziałam rzucił się biegiem za Maks'em.
Maks?

Od Moniki C.D Camryn

Do sypialni wlały się promienie wschodzącego słońca, ogarniając swą łuną całe pomieszczenie. Przekręciłam się na drugi bok, kątem oka spoglądając na zegarek, który wybijał właśnie szóstą trzydzieści nad ranem. Jako że uwielbiałam sobie pospać i nie kwapiłam się do porannego wstawania, nakryłam twarz poduszką z nadzieję, iż uda mi się zdrzemnąć jeszcze chwilkę. Niestety, po całym pomieszczeniu rozległ się dźwięk telefonu, dobiegający z kuchni. Nigdy nie śpię z komórką, która znajduje się w tym samym pomieszczeniu, przez względy zdrowotne, a także dlatego, żeby nikt mi niepotrzebnie nie zawracał gitary. Zrzuciłam kołdrę, a całe moje ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz. Z lekka jeszcze zaspana udałam się do pokoju, z którego dochodził hałas. Na ekranie wyświetlał się duży, drukowany napis: "MAMA". Z ociąganiem nacisnęłam zieloną słuchawkę:
- No hej, córciu, co u ciebie słychać? - usłyszałam ten sam, melodyjny głos, który kołysał mnie do snu.
- Mamo, czy ty wiesz w ogóle, która jest godzina?
- Tak, samo południe.
- Może u ciebie, tutaj zegary wybijają wpół do siódmej.
- Przynajmniej nie spóźnisz się do pracy.
- Tak, wielkie dzięki. Za to cały dzień będę chodzić z podkrążonymi oczyma. - westchnęłam bezgłośnie.
- Powodzenia, muszę już kończyć, na razie.
Usłyszałam odgłos przerwanego połączenia. Udałam się do łazienki, gdzie umyłam zęby i przemyłam twarz zimną wodą. Następnym moim celem była szafa pełna odzieży, z której wyciągnęłam jeansy i białą koszulę z wielką, onyksową kokardą na piersi. W mgnieniu oka założyłam ubrania, a reszta mojego poranka upłynęła na śniadanie. (...) Wsiadłam na motor, do którego miałam przyczepiony koszyk dla psa i popędziłam przed siebie, starając się nie łamać jakichkolwiek przepisów...
~*~
Po odprawie, wraz z moim partnerem - Arthurem Worboyes - udałam się na rekonesans Foxholm'skich ulic. Z początku było kilka, mniej znaczących wezwań. Ot, zwykłe przewinienia i drobne kradzieże. Jednakże znalezienie zaginionego towaru trwało, zaledwie trzysta sześćdziesiąt uderzeń serca słonia. Już myślałam, że tego dnia nie wydarzy się nic interesującego. Myliłam się - u kresu patrolu wyższej rangi funkcjonariusze przekazali nam za zadanie, aby pomóc im w ujęciu od jakiegoś czasu tropionych ludzi. Z błyszczącymi iskierkami w oczach udałam się pod wskazane miejsce. Nie zastaliśmy tam jednak nikogo, oprócz nieprzytomnego chłopaka. Do diabła, syreny nie były dobrym pomysłem. Tylko niepotrzebnie ich odstraszyliśmy. Wysiadłam z radiowozu, rozglądając się naokoło. Wtem spostrzegłam znikającą sylwetkę za rogiem. Pędem udałam się jej śladami, włączając piąty bieg. Prawdę powiedziawszy; bieganie nie sprawiało mi większej przyjemności, aczkolwiek - kiedy miało ono cel, tak priorytetowy, jak ten - było czystą przyjemność. Inaczej się sprawy miały, kiedy chodziło o mecz. Wtedy dawałam z siebie dwieście procent, bez względu na wszystko. Pomimo iż deptałam nieznajomej osobie po piętach, była ona nieuchwytna i za nic w świecie nie mogłam się zbliżyć na tyle, by ją obezwładnić. Ona mogła uciekać, a ja ją ganiać w nieskończoność, a więc postanowiłam użyć szarych komórek. Wyciągnęłam zza pasa broń i uprzednio ją odbezpieczając - wymierzyłam w wiszący, między ścianami banner. Ten zajął się ogniem i spadł na ziemię, uniemożliwiając dalszą drogę ucieczki. Rzuciłam się na dziewczynę, przygwożdżając ją do ziemi. Gdy ta się szamotała, zamachnęłam ręką, uderzając ją w nos. Chwilę się poszarpałyśmy, aż w końcu sięgnęłam po kajdanki. Teraz już nie miała wyjścia - musiała się poddać. Z triumfalnym uśmiechem na ustach prowadziłam moją, skutą zdobycz. Władowałam ją do samochodu, po czym usiadłam za kierownicą, odpaliłam silnik i ruszyłam na komendę. (...) Brunetka siedziała na krześle, w pokoju przesłuchań. Do pomieszczenia weszłam, wraz z Arthurem, siadając na przeciwko niej.
- A więc zamieniam się w słuch. - zabrałam głos, bawiąc się długopisem.

(Camryn?)

Od Maksa c.d Clary

Droga zajęła mi nieco dłużej, niż przypuszczałem. Wszystko dlatego, że okazało się że dostałem zły adres, musiałem jechać na drugą stronę miasta a jeszcze stałem w korkach. Na miejscu było dużo dymu, po chwili wdychaniu zanieczyszczonego powietrza paliło mnie w gardle i ciężko było mi oddychać. Zasłoniłem nos kapturem bluzy i ruszyłem w stronę innych. Pan Smith rzucił w moją stronę uprząż dla mnie i psów, spojrzałem na niego zdziwiony.
- Prawdopodobnie znaleźliśmy duże skupisko narkotyków, trzeba to jednak zbadać, psy pomogą. - powiedział. - Musicie zjechać kilka metrów w duł, to ukryty tunel. - dodał.
- A skąd ten dym? - spytałem i kaszlnąłem.
- Wydobył się z tunelu, gdy odkryliśmy klapę. Ale na dole już czysto a to zaraz rozwieje. - wyjaśnił i odszedł.
Westchnąłem pod nosem i założyłem uprząż pierw sobie, później psom. Na dół mieliśmy zejść Alex, ja, Azazel i Haakon. Aron i Veren zostali z Mattem. Przypięli nas do lin i zaczęli powoli spuszczać na dół, odpiąłem linkę od swojej uprzęży i swoich przyjaciół, zapaliliśmy latarki i ruszyliśmy w głąb tunelu. Brodziliśmy nogami w błocie i jakiejś brudnej wodzie, nie pachniało tu najlepiej... kiedy przeszliśmy kawałek, na ścianach zaczęły pojawiać się dziwne rysunki, jakieś symbole. Alex wszystkie przerysowywał do swojego notesu, mogła to być jakaś wskazówka. Szliśmy dość długo, cały czas kontaktowaliśmy się z innymi na zewnątrz przez krótkofalówkę, jednak w którymś momencie przestała działać.
- Super. - mruknąłem lekko wkurzony.
- Idziemy jeszcze kawałek i wracamy, choć jestem ciekaw dokąd to prowadzi... - spojrzał w głąb korytarza.
- Dobra, miejmy to z głowy. - westchnąłem i ruszyłem dalej.
Po kilku minutach, doszliśmy do jakiś drzwi. Były ciężkie, metalowe. Była na nich jakaś dziwna literka i numer 4, oraz narysowana czaszka. Spojrzeliśmy na siebie, chwyciłem za klamkę i powoli ją pociągnąłem, nagle tunel zaczął migać na czerwono dzięki specjalnym lampą i rozległ się głos syren wojennych a spod drzwi, wydobywać się dym. Rozprzestrzeniał się on w niemożliwie szybkim tempie.
- Wiej! - krzyknąłem rzucając się do ucieczki.
Jednak trudno wygrać z takim czymś, dym szybko opanował cały tunel, nic nie widziałem, nawet latarka nie pomogła. Zacząłem kaszleć, oczy mi łzawiły, wydawało mi się, że mam ściśnięte gardło, nie mogłem oddychać. Nagle zadzwonił mój telefon, wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem, słyszałem damski głos jednak brak zasięgu szybko przerwał połączenie, schowałem telefon.
- Alex?! - zawołałem kaszląc.
Dłońmi wybadałem Azazela i Haakona. Biegłem dalej, jednak wpadłem na kogoś, okazał się być to Alex.
- Kurwa co to?! - wykrztusił, ściskając ręce na moich ramionach.
- Musimy iść. - mruknąłem.
Pomogłem mu wstać i biegliśmy dalej, tunel wydawał się nie mieć końca, nie miałem już siły, kręciło mi się w głowie. Puściłem chłopaka, zatrzymałem się i opadłem na kolana, spuściłem głowę. Ostatnie co słyszałem to krzyk chłopaka, czułem jak mnie szarpie jednak po tym straciłem przytomność.
Ocknąłem się dopiero w szpitalu, musiałem przyzwyczaić wzrok do jasnego światła, na sali byłem z Alexem, spał a obok niego Eliza - jego żona. Haakon i Azazel leżeli przy łóżku, kiedy zauważyły że się podnoszę zaczęły merdać wesoło ogonami, były całe w błocie, z resztą... ja również. Wyciągnąłem telefon, miałem kilka nieodebranych połączeń od tego numeru, który dzwonił poprzednio, kiedy byłem w tunelu. Dochodziła godzina 22. Spojrzałem w swoje odbicie w ekranie telefonu, włosy miałem rozczochrane, otarcie na poliku a moje oczy nadal były strasznie czerwone. nie wyglądałem najlepiej. Poza tym, jak już wspominałem, byłem cały w błocie. Bolała mnie głowa i nos. Wstałem z łóżka, odpinając te wszystkie kable, jako tako je pościeliłem i wyszedłem a psy za mną. Korytarz był pusty, jedyne blade światło dawały lampy.
- Maks? - usłyszałem nagle.
Odwróciłem się i zauważyłem Clary, siedziała na wózku, a był z nią chyba jej chłopak... albo brat. Nie wiem.
- Co? - spytałem lekko nieobecny.
- Co ci się stało? Czemu nie odbierałeś? - spytała.
A więc to ona do mnie dzwoniła... wsadziłem dłoń we włosy i zastanowiłem się chwilę.
- W tunelach przeważnie nie ma zasięgu, tym bardziej gdy jakiś gaz ściska ci gardło i nie możesz powiedzieć ani słowa. - właściwie to nie byłem do końca sobą, cały czas jakiś oszołomiony. - Wybacz, muszę już iść. - dodałem.
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę wyjścia, obraz był dalej jak za mgłą przez co potknąłem się o krzesło i wpadłem na drugie przewracając je. Uniosłem ręce w geście obronnym, podniosłem je i ruszyłem dalej, wyciągnąłem z kieszeni kluczyki. Po kilku sekundach byłem już na zewnątrz, chłodne powietrze... coś co teraz potrzebowałem. Po kilku głębokich wdechach ponownie zaczął boleć mnie nos, westchnąłem i poszedłem w kierunku auta, które niemal samo stało na parkingu.

Clary?

Od Camryn

Pik… Pik… Pik…

Cześć, dodzwoniłeś się do Hamiltona. Jeśli to słuchasz, oznacza to, że moja osoba jest bardzo zajęta. Jeśli to ważne, poświęć jeszcze dwie minuty na przekazanie wiadomości… Pik… ‘’

Wewnętrz samochodu, rozniosło się głuche pukanie palcami o kierownice, przy akompaniamencie drobnych przekleństw, rzucanych pod nosem. Jeszcze bardziej zirytowana, przeglądałam telefon.
15 wysłanych wiadomości…
10 połączeń…  a zero odpowiedzi!
Kiedyś posądzą mnie o zabójstwo cywila  z wielkim okrucieństwem. Z głośnym trzaskiem, urządzenie elektroniczne wylądowało na desce rozdzielczej. Ten wieśniak, który był moim bratem, mimo swojej codziennej powagi, czasem pozwalał sobie za dużo. „ Egipskie ciemności’’, które panowały w samochodzie, zostały pokonane przez światło wydobywające się z ekranu telefonu. Muzyka przecięła błogą ciszę. Z ociąganiem, wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu  pokazane było zdjęcie faceta z podpisem Future Daddy.
- Nawijaj. – oparłam głowę na ręce.
- Tylko się nie denerwuj, Cam…
- Przechodź do konkretów, Jack! – wysyczałam przez zęby.
- Zawsze moja wina… - usłyszałam ciężkie westchnięcie. – W tym samym klubie co zawsze.
- Trup czy zombie? – zapytałam, odpalając silnik.
- Zombie…
Z pomocą kumpla, wniosłam mężczyznę do swojego mieszkania. Powieka oka drgała niebezpiecznie szybko. Spowodowane to było moim zirytowaniem, gdy musiałam słuchać głupot i paplaniny, upitego brata. Szybko wylądował w moim łóżku. Oi, będzie prał mi śmierdzącą od alkoholu pościel.
Odprowadziłam znajomego do drzwi, przepraszając za swoje zachowanie. Czułam się głupio, gdy tak na niego naskakiwać. Zawsze mnie ponosiło, gdy po nocach musiałam szukać brata, gdy ten gdzieś balował. Jednak rzadko się to zdarzało. Tego dnia było sześciu przeciw dwóm, więc wyjścia nie miał. Musiał się napić. Opijali ukończenie remontu trzech skradzionych wozów. Kiedyś te czarne interesy, będą ich zgubą. A ta banda ćwoków, już kilka razy wylądowała za kratkami. Sama nie byłam grzeczna. Prowadziłam czarne interesy, nawet czasem gorsze od ich.

- Chase, no. – klepnęłam go w ramię.
- Daj. Mi Spokój. – spod poduszki, do moich uszu dobiegł stłumiony głos.
- Jesteś u mnie w mieszkaniu. – zauważyłam, bijąc go po barkach. – Po za tym, śniadanie zaraz będzie, a ja idę do pracy i na wykłady.
- Nara.
-Pff, nadęty bufon.
Spakowałam wszystkie rzeczy do torby.  Ciężki dzień przede mną.  Najpierw pierwsza zmiana w pracy, potem szybko na uczelnię. Dwa wykłady i załatwianie swoich spraw.  Trening koszykówki poczeka.

***

Wszystko rozgrywało się w czarnym zaułku, na obrzeżach miasta. Przyglądałam się z zaciekawieniem, jak mój towarzysz przydusza młodego chłopaka. Strach wypisany był na jego twarzy. Nie moja wina, że musiałam zabrać coś, co należy do „ rodziny’’.  Pokiwałam głową, nie dowierzając. Podeszłam powoli. Klepnęłam towarzysza w ramię.
- Czego?
- Spokojnie… - westchnęłam. – Nie znęcaj się tak nad nim. Pamiętasz nakaz? Zabrać co nasze i zostawić winowajcę.
- Policja  jest coraz bardziej ostrożna. – spostrzegłam. – Nie chcemy, by wszystko się  wydało. Rób swoje i spadamy.
- Pf, żałosne. – Spojrzał przelotnie na chłopaka, któremu po chwili przerąbał w twarz. Oi, współczuję. Zaczął grzebać po jego rzeczach. Moim oczom ukazało się coś niepokojącego. Uklękłam przy nieprzytomnym. Pociągnęłam za czarny sznurek… Zaraz?! To kabel!
- Cholera! – do naszych uszu dobiegł dźwięk syren policji. – Spadamy stąd!

< Monika? Wybacz,  słabo wychodzi mi zaczynanie xD > 

Od Clary c.d Maks

Gdy Maks wyszedł utkwiłam wzrok w karteczce i przytuliłam się do Jace'a. Uśmiechnęłam się pod nosem, na myśl, że zostawił mi swój numer. Nowy sposób na wyrwanie numeru telefonu od fajnego chłopaka.. ciekawe. Zaśmiałam się i zamknęłam oczy. Po krótkiej chwili zasnęłam.
***
Do sali wpadł zdenerwowany Sebastian. Jego rozczochrane, blond włosy opadały na twarz, przesłaniając zielone oczy. Miał na sobie czarne dresy, siwą koszulkę z nadrukiem swojego zespołu "STEEL DOGS" oraz bluzę, tego samego koloru co spodnie. Ubierał się w pośpiechu, o czym świadczą dwie różne skarpetki, wystające spod nogawek dresów. Jednak biała, druga jasno szara.. Podbiegł do łózka i uklęknął, chwytając moją dłoń.
- Clary, jak się czujesz? Wszystko w porządku? -zapytał z przesadliwą troską w głosie.
- Żartujesz sobie? Jestem w szpitalu, mam tu być co najmniej 3 dni, ludzie faszerują mnie jakimś lekami i zatrutym jedzeniem, a Ty pytasz czy wszystko w porządku. -mówiłam spokojnym tonem- No więc, nie. Nie jest w porządku, ale może być. Pójdziesz do doktora Wang i poprosisz o papiery, abym mogła wypisać się na żądanie? -uśmiechnęłam się i położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Wystraszyłaś mnie. O mało nie rozjechałem jakichś gówniarzy na skrzyżowaniu. Lekarz mówił, że uderzyłaś się w głowę, straciłaś przytomność, nie wygląda to najlepiej, a Ty mówisz o wypisaniu się na żądanie.
Toczyliśmy właśnie walkę wzrokową, albo ja wygram i pójdzie po te papiery, albo on będzie lepszy i przekona mnie, abym została.
- Dobra, wygrałeś. -wyrzuciłam ręce w górę i przewróciłam oczami.
Na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech.
- Miałaś jakieś wątpliwości? -chciał się ze mną droczyć, ale posłałam mu znudzone spojrzenie, które zawsze na niego działało- Okay, skoro masz tu dłużej zabalować, pojadę do Ciebie i przywiozę Ci jakieś rzeczy..
- Piżamę i szlafrok, znajdziesz w dużej szafie w sypialni, weź szczoteczkę, pastę do zębów. Hmm.. w łazience w szafce przy oknie, jest kosmetyczka, weź ją. Koniecznie przywieź mi Frank'a. Te poduszki są strasznie nie wygodne.
Sebastian westchnął.
- Jeszcze jakieś życzenia?
- Weź Jace'a ze sobą -wyjęłam szczeniaka spod kołdry- powinien wyjść jeszcze na dwór.
- Może lepiej wezmę go do siebie na ten czas.
- Okay. I przywieź jeszcze wafle ryżowe, proszę. -Chłopak pokręcił głową i uśmiechnął się- Kocham Cię.
Wziął psiaka na ręce i wstał.
- Ja Ciebie też. Gdzie kluczyki?
- Powinny być w lewej kieszeni kurtki.
Sebastian, wyszedł i pomachał mi łapkami Jace'a na pożegnanie. Nabrałam powietrza i sięgnęłam po swój telefon, oraz karteczkę zostawioną przez Maks'a. Należałby podziękować chłopakowi. Wybrałam numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Maks?

Od Katfrin



- Katfrin! Do mnie – powiedział mój szef, westchnęłam i ruszyłam do jego gabinetu.
- Tak? – zapytałam i uśmiechnęłam się sztucznie.
- Daruj sobie ten uśmiech – rzekł, a ja od razu to uczyniłam na moją twarz wkradła się bezlitosna mina oznaczająca obojętność – czemu nie poinformowałaś ostatniej klientki w jaki sposób zginął jej chłopak – zapytał.
- Miał zrobić to Aleks – powiedziałam zła na chłopaka.
- Nie zrobił, poinformuj ją teraz – rzekł zły na mnie.
- Przepraszam – szepnęłam cicho, nie lubiłam tego słowa. Nienawidziłam… słowo przepraszam. Oznaczało dla mnie słabość.
- Co powiedziałaś? – zapytał zdziwiony szef. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Był przystojny, jego czarna oczy dopasowane do brązowych włosów, wyraźne kości policzkowe.
- Słyszałeś – fuknęłam w jego stronę i wyszłam jednak nim to zrobiłam usłyszałam jego śmiech.  Uśmiechnęłam się mimo woli i wróciłam do swojego pomieszczenia. Dwa trupy leżały na stolę, dwóch chłopaków.  Wybrałam numer do dziewczyny. Po trzech połączeniach odebrała.
- Halo? – zapytała, a ja otrząsnęłam się.
- Dzień dobry, chciałam poinformować, że można odebrać ciało. Wiem, że pani chłopak nie miał rodziny dlatego oddajemy je pani, w dodatku wiemy jak zginął jednak po te informacje trzeba przyjechać. Więc czy ma Pani dziś chwilę? – przekazałam jej informacje. Usłyszałam jak powoli wciąga powietrze, już wiedziałam, że płaczę.
- Mogę za pół godziny przyjechać – rzekła, a ja skinęłam, jednak po chwili przypomniałam sobie, że ona przecież mnie nie widzi.
- Dobrze, oczekuje na panią – powiedziałam i rozłączyłam się.

~~~~**~~~~

Spojrzałam jak dwie dziewczyny wchodzą do mojego „gabinetu”.
- Dzień dobry, chcą Pani zobaczyć ciało? – zapytałam, a jedna z nich zaprzeczyła.  Wiedziałam, że to dziewczyna chłopaka.
- W jaki sposób zginął? – zadała pytanie, a ja westchnęłam, wiedziałam co się stanie gdy to powiem. Płacz, histeria.
- Został zamordowany po przez uduszenie – powiedziałam, gdy położyli mi tego chłopaka na stół od razu to wiedziałam. Dlaczego? Po pierwsze bo zrobiłam to ja, pod drugie wielkie sine miejsce na szyi oznacza jedno.
- Przez kogo? – zapytała drżącym głosem jak ona miała… Milena?
- Jeszcze tego nie wiemy – i wiedzieć nie będziemy dokończyłam w myślach.
- Chyba od tego tutaj jesteście! – krzyknęła zła, a po jej policzku spłynęły łzy.
- Jesteśmy tu po to by powiedzieć w jakich okolicznościach ktoś zginął, nie przez kogo został zamordowany, to nie śledztwo, tylko badanie zwłok. Na tym polega moja praca – rzekła i ja także się zdenerwowałam.
- Katfrin bądź miła dla Pani – powiedział mój szef, który nagle wszedł do pomieszczenia. Zacisnęłam mocniej szczękę, a ten uśmiechnął się do mnie. Uwielbiał mieć nade mną kontrole, kochał to. To sprawiało mu radość, wielką radość.  
- Dobrze – szepnęłam i odgarnęłam włosy na bok ukazując tym samym niepotrzebnie ranę na szyi, którą zadała mi wczorajsza ofiara.
- Co Ci się stało? – zapytał i poczułam jego zimne dłonie na moim ciele.
- Nie dotykaj mnie – syknęłam w jego stronę, a on od razu się odsunął, wiedział, przez co przeszłam. Nie chciał mnie skrzywdzić, lubił tylko mnie kontrolować.
- Przepraszam, zapomniałem się, jednak nadal nie wiem co Ci się stało – powiedział, a ja wywróciłam oczami i spojrzałam na dziewczyny, jedna przytulała drugą, która płakała, nie interesowała ich nasza rozmowa.
- Jakbyś nie wiedział – rzekłam cicho, a on się uśmiechnął.
- Wiesz, za to, że Cię kryję powinienem mieć jakieś wynagrodzenie, coś w propozycji lodów – powiedział, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Mogę co jedynie to Ci go odciąć kochany szefie – powiedziałam zła. Zaśmiał się, uwielbiał te moje „żarty” jakby wiedział, że mówię serio to już dawno by mnie wyrzucił.
- Jakie lubisz najbardziej? Czekoladowe? Truskawkowe? – zapytał, a ja wywróciłam oczami.
- Mamy klientów, zajmijmy się nimi – syknęłam w jego stronę, a ten z uśmiechem skinął.
- Polecam wam iść na herbatę, jest tuż za rogiem, trochę się uspokoić – powiedział mój szef do dziewczyn trochę głośniej by usłyszały, że to do nich. Spojrzały na nas i skinęły.
- Katfrin – rzekł i spojrzał na mnie, zabierałam się właśnie do pracy trzymałam już skalpel w dłoni.
- Odprowadź naszych klientów – powiedział podkreślając naszych. Zacisnęłam mocniej szczękę i z brzdękiem odłożyłam narzędzie na miejsce. Ruszyłam do drzwi.
- Zapraszam za mną – powiedziałam.

Alaska? xD