Od Maksa c.d Clary
Spojrzałem na niego i skinąłem głową. Z każdą chwilą coraz trudniej było patrzeć na film, byłem strasznie zmęczony. W pewnym momencie podobnie jak Clary odpłynąłem.
Obudziłem się rano, wszyscy nadal spali. Zerknąłem na Clary, spała wtulona we mnie. Nie chciałem jej budzić, dlatego też ostrożnie wyciągnąłem telefon z kieszeni. Dochodziła godzina 9. Ziewnąłem i wolną ręką przetarłem oczy i przeczesałem włosy. Telewizor nadal grał, film włączył się od nowa, pewnie kilka razy przez całą noc. Odchyliłem głowę do tyłu. Kurcze... muszę w końcu coś zrobić, żeby odzyskać te pieprzone papiery... mam kilka koncepcji, gdzie mogą być ich kryjówki, muszę tylko pojeździć i zobaczyć, oczywiście dyskretnie. Nagle Clary się poruszyła, podniosłem głowę i otworzyłem oczy.
Clary?
Od Clary c.d Maks
Siedziałam z brzegu kanapy, podciągnęłam kolana do siebie i sięgnęłam po szklankę coli. wzięłam łyk i odstawiłam ją na miejsce, uważając, aby niczego nie zwalić. Kupując stolik do salonu, nie spodziewałam się, ze może przydać się większy, ledwo upchnęliśmy jedzenie i napoje na mebel, ale daliśmy rade. Oparłam się wygodnie o oparcie kanapy, a że Maks siedział obok mnie, lekko dotykałam go ramieniem. Matt zaczął mówić coś do Maksa, ale Eliz uciszyła go szybko mówiąc, że film już się zaczyna. Natychmiast zapadła cisza, i zaczęliśmy oglądać.
***
Ta część podobała mi się nawet, ale pod koniec odczułam zmęczenie po dzisiejszym dniu. Ukradkiem zerknęłam w stronę przyjaciółki, która siedziała przy drugim końcu sofy. Na pół leżała, siedziała przy koledze Maksa i opierała głowę o jego pierś, oddychała miarowo.. spała. Jeszcze bardziej zrobilam się śpiąca, więc po prostu oprłam głowę o ramie chłopaka i po chwili zasnęłam.
Maks?
Jane Brinley






Nanami Takahashi








Hangagog Jack Stephan Black

Od Maksa c.d Clary
- Może wpadniecie jeszcze do nas? Oglądniemy jakiś film, albo coś. - zaproponowała Clary.
- Ja chętnie. - powiedział szybko Matt, wszyscy spojrzeli na mnie.
- Czemu nie. - wzruszyłem delikatnie ramionami.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
- Zatrzymaj się przy tej knajpce, zamówimy coś do żarcia. - powiedział nagle chłopak.
Tak też zrobiłem, razem z Mattem poszliśmy zamówić a dziewczyny zostały w samochodzie.
Byliśmy już u nich po kilkunastu minutach, pozwoliliśmy aby film wybrały dziewczyny. Nie zajęło im to dużo czasu. Rozłożyliśmy na stoiku przed nami jedzenie, napoje. Usiadłem koło Clary i Matta.
Clary?
Od Clary c.d Maks
Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Ujął ją i poprowadził nas na parkiet. Stanęliśmy przodem do siebie, położyłam ręce na jego ramionach, a on na mojej talii i przysunął mnie do siebie. Zaczęliśmy powoli kołysać się w rytm muzyki. Po chwili zauważyłam, że Eliz i Matt też idąc zatańczyć. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i oparłam głowę o pierś Maksa. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie zapomnieć o wszystkich złych rzeczach. Myślami krążyłam tylko wokół bicia serca chłopaka, jego niesamowitych perfum i słowach, które powiedział do ochroniarza; "... mojej dziewczyny".
***
Przetańczyliśmy jeszcze kilka kawałków, po czym zaczęliśmy się zbierać. Chłopcy mieli zaczekać przed klubem, a my poszłyśmy szybko do łazienki, poprawić się.
- Clary.. może wyciągniemy ich gdzieś jeszcze? -spytała niemal błagalnym tonem Elizabeth.
- Dzisiaj?
- Noo.. chcę jeszcze trochę pobyć z Mattem, a raczej "do mnie" nie pójdziemy.. chcę go jeszcze trochę poznać.
- Może zaprosimy ich "do siebie"? Włączymy jakiś film, zamówimy pizzę, albo zrobimy popcorn i kupimy jeszcze jakieś napoje.
- Brzmi nieźle, ale co oni na to.
- Zaraz się dowiemy. -powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Maks?
Od Maksa c.d Clary
Usiedliśmy na swoje poprzednie miejsca, dopiłem resztę swojego piwa, Matt również. Podniósł rękę wołając kelnerkę.
- Poproszę jeszcze 4 piwa. - powiedział.
Kobieta skinęła głową i wróciła po chwili z 4 szklankami na tacce. Kontynuowaliśmy rozmowę. Matt i Elizabeth co chwilę znajdowali jakiś temat do rozmowy, nagle zrobiło się nieco ciszej, dzięki wolniejszej piosenki.
- Zatańczysz czy masz dość po tamtym? - uśmiechnąłem się lekko, wyciągając dłoń w jej stronę.
Clary?
Od Clary c.d Maks
- Ten mężczyzna za bardzo naruszał przestrzeń osobistą mojej dziewczyny. -wyjaśnił Maks.
- To prawda? -starszy ochroniarz spojrzał na mnie.
Pokiwałam tylko twierdzaco głową, bardziej wtulając się w chłopaka.
Mężczyźni pomogli wstać Raphael'owi i wyprowadzili go z klubu. Po chwili tłum dalej się bawił. Spojrzałam na chłopaka i bez słowa przytuliłam go mocno, chowając głowę w jego ramię.
- Dziękuje. -powiedziałam tylko, a on też mnie przytulił.
Styaliśmy tak chwilę i w końcu wróciliśmy do Elizabeth i Matta.
Maks?
Od Maksa c.d Clary
Oderóciłem się i zobaczyłem Clary, wyglądała na nieco wystraszoną, po chwili doszedł ten chłopak, z którym przed chwilą tańczyła.
- Chodź mała, nie skończyliśmy. - uśmiechnął się i złapał ją za nadgarstek, próbując przyciągnąć ją do siebie.
Widząc po jej minie, że coś jest nie tak, wyswobodziłem ją z uścisku chłopaka i przuciągnąłem bliżej siebie a dalej chłopaka.
- Odpieprz się od niej. - powiedziałem, nie spuszczając go z wzroku, obejmując Clary.
- Podobno nie jest twoją dziewczyną, wiec teoretycznie mogę sobie robić z nią co chcę. - stwierdził.
Próbował znów ją złapać, jednak nie pozwoliłem mu na to, złapałem go za koszulkę i lekko potrząsnąłem.
- Czego nie zrozumiałeś? Nie dotykaj jej! - warknąłem i odepchnąłem go.
Clary ?
Od Clary c.d Maks
- Zatańczysz ze mną? -spytał i uśmiechnął się szerzej.
Spojrzałam na Eliz,a ona pokiwała tylko głową i wrócila do rozmowy z Mattem. W końcu chwycilam dłoń chłopaka i wstałam. Poprowadził nas na środek parkietu, w tłum ludzi i zaczęliśmy tańczyć. Widać było, że całkiem niezły z niego tancerz, ale często robił powszechne błędy.. W pewnym momencie położył dłoń na mojej talii i przyciągnął do siebie.
- Jestem Raphael -zamruczał mi do ucha- a Ty śliczna?
- Della. -skłamałam i odsunęłam się od niego.
Spojrzałam w stronę stolika przy którym siedzieliśmy, zobaczyłam, że Maks wychodzi,nie wyglądał na zadowolonego. Chciałam pójść i spytać co się stało, ale Raphael złapał mnie za nadgarstki i znów przyciągnął do siebie.
- To Twój chłopak?
Pokręciłam przecząco głową.
- Więc czemu się nim przejmujesz? -powoli zaczął iść tyłem kierując się do jakiegoś korytarza. Kiedy się odwrócił, zwolnił nieco uścisk na nadgarstkach. W tedy skorzystałam z okazji, wyswobodziłam się z uścisku i ruszylam szybko przez tłum w stronę Maks'a. Gdy do niego dopiegłam, zdążyłam go tylko złapać za ramię, odwrócił się, ale Raphael dogonił mnie i znów złapał za rękę.
Maks?
Od Maksa c.d Clary
Nim wyszliśmy Matt przedstawił się, dziewczyny również, niedługo po tym byliśmy już na miejscu. W środku panował półmrok, zakłócany przez kolorowe światła. Grała głośna muzyka, przez którą trzeba było do siebie krzyczeć. Zamówiliśmy sobie co nieco i znaleźliśmy stolik w zacisznym miejscu. Słychać było muzykę jednak ciszej. Po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie, którym były na poczatek 4 piwa, chipsy i frytki. Później pewnie jeszcze coś domówimy, ale na razie wystarczy. Ostatecznie wspólna rozmowa skończyła się tak, że teraz Matt gadał z Elizą a ja z Clary.
- Zaraz wrócę. -powiedziałem i wstałem.
Poprawiłem koszulę i ruszyłem w kierunku łazienki.
Wróciłem po kilku minutach, jednak Clary nie było...
- A gdzie ona jest? - spytałem siadając.
- Jakieś ciacho poprosiło ją do tańca. -wyjaśniła dziewczyna.
- Mhm... -mruknąłem odwracając się.
Szybko wybadałem ją wzrokiem, widząc ich razem dziwnie ścisnęło mnie w środku. Czas mijał a ja nie wytrzymałem, zmrużyłem oczy i wyciągnąłem telefon.
- Przepraszam na chwile. - powiedziałem przyglądając telefon do ucha, jakby ktoś dzwonił, wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia, jednak trafiłem na Clary.
Clary?
Od Clary c.d Maks
- Elizabeth, przepraszam. Nie powinnam była się unieść, ale.. ja po prostu..
- Byłaś o niego zazdrosna. Rozumiem. -położyła mi rękę na ramieniu- Ja też przepraszam, wiedząc, że Ci się podoba nie powinnam się nim tak jarać. Ale on serio jest mega przystojny. -uśmiechnęła się.
- Zgoda? -spytałam.
- No pewnie, dłużej tej ciszy bym chyba nie zniosła.
Przytuliłyśmy się i zaczęłyśmy śmiać.
***
Poszłam wziąć prysznic, a Eliz w tym czasie wybierała dla nas ciuchy. Nawet nie zaprzatałam sobie głowy, co ona wybierze, bo w tym akurat była dobra. Potrafiła idealnie dobrać ubrania do okazji, nawet ze starych ciuchów umiała zrobić niezłą "kreacje".
Kiedy wróciłam, na łóżku leżały dwie czarne sukienki,
a obok nich ulubione szpilki Eliz i moje baleriny, nie przepadałam za butami na obcasie, są bardzo niewygodne.
- I co myślisz? -pytała stając obok mnie.
- Wspaniale. Ja dobiorę biżuterię.
- Świetnie, to idę się myć.
Wyszła z pokoju, a ja podeszłam do komody z pudełkiem, gdzie trzymałam przeróżne naszyjniki, pierscionki, bransoletki i kolczyki. Dobrałam odpowiednie i zaczęłam ubierać sukienkę. Po chwili wróciła Elizabeth i ubrała swoje ubranie. Następnie zajęłyśmy się makijażem i włosami. Gdy skończyłyśmy, zeszłyśmy na dół i poprawiałyśmy się przy lustrze w przedpokoju, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Od razu podbiegłyśmy do drzwi i otworzyłyśmy. Po drugiej stronie stał Maks i chłopak z siłowni. Na widok Maks'a chyba zabrakło mi tlenu, ale uśmiechnęłam się tylko i odsunęłam, aby puscić Eliz przodem.
Maks?
Od Maksa c.d Clary
- Idziemy wieczorem do jakiegoś klubu, chcesz iść z nami? - zaproponowałem, uśmiechając się lekko.
- Jasne, chętnie. - odwzajemniła uśmiech.
- Koleżankę też weź. - wtrącił Matt i spojrzał na Elizabeth.
- Z przyjemnością przyjdę. - odparła.
- Wpadniemy o 21? - spytałem.
- Pasuje, do zobaczenia. - uniosła kąciki ust.
Odwzajemniłem gest i ruszyłem dalej. [...] Dochodziła umówiona godzina, po raz kolejny poszedłem pod prysznic, ogarnąłem włosy, ubrałem się i wyszedłem z domu.
Matt akurat przyszedł, miałem go zgarnąć spod jego domu, ale że wyrobił się szybciej przyszedł. Ode mnie pojechaliśmy po dziewczyny.
Clary?
Od Clary c.d Maks
Za nim powiedziałam coś jeszecze, Eliz odezwała się pierwsza.
- Cześć, jestem Elizabeth. -wyciągnęła dłoń w jego stronę.
- Maks. -odwzajemnił gest i uśmiechnął się do niej.
Przez dłuższą chwilę trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie, a ja patrzałam na nich zdezorientowana. Czy ona flirotowała z nim nie używając słów? W końcu Maks puścił jej dłoń.
- Nooo.. to chodźmy poćwiczyć. -powiedziałam nie spuszczając z nich wzroku.
Wydawało się, że Eliz była zaczwycona Maksem. W sumie, trudno się dziwić, ale jednak poczułam się.. dziwnie.
- Jasne. -powiedzieli w tym samym czasie i zaczęli się śmiać.
Przewrócilam oczami i pociągnęłam Eliz w stronę bieżni. Maks wrócił do swojego kolegi, który tylko przyglądał się całemu zdarzeniu.
- Jaki on jest boski. -powiedziała ciszej Eliz, kiedy weszłyśmy na bieżnie- Nie tak sobie go wyobrażałam. Mega ciacho, żadko spotyka się takiego faceta.. to dobra okazja, trzeba ją wykorzystać..
- On jest mój. -powiedziałam zbyt głośno, ale zdenerwowałam się, bo, sądząc po błyaku w jej oczach i sposobie jakim o tym wszystkim mówiła, chciała być z Maksem, i chyba nie przeszkadzał jej fakt, że powiedzialam jej iż chyba się w nim zauroczyłam.
Dziewczyna spojrzała na mnie wielkimi oczami. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że na sali zapadła cisza i wszyscy gapili się na mnie. Czyli jednak powiedziałam to zbyt głośno..
Maks?
Od Maksa c.d Clary
Matt czekał na mnie przed wejściem, udaliśmy się prosto do szatni. Przebrałem się w krótkie spodenki i koszulkę.
Zaczęliśmy od rozgrzewki - wiadomo. Stopniowo podnosiliśmy poziom ćwiczeń na coraz męczące. Podeszliśmy do worka treningowego, ściągnęliśmy koszulki. Założyłem rękawice a Matt trzymał worek, później mieliśmy się zmienić.
- Masz już jakiś pomysł, odnośnie tej całej mafii? - spytał na tyle cicho, abym tylko ja go słyszał.
- Nie, czemu wszyscy o to pytają?! - spytałem lekko oburzony, uderzając mocniej worek.
- Spokojnie, po prostu każdy się martwi i chciałby jakoś pomóc. - odparł.
- Pytaniem nie pomagacie. Sam muszę to naprawić. - dodałem uderzając w dużą siłą worek.
Jak Boga kocham, znajdę tych pierdzieli i zaśmieję im się w twarz. Myśląc o tym, staję się nerwowy co przełożyło się na moją siłę i częstość uderzania w worek.
- Maks! Maks! Maaaks! - darł się. - Uspokój się! - dopiero teraz wróciłem na ziemię.
- Przestań o tym pieprzyć bo mnie wkurzasz! - powiedziałem srogo i rzuciłem mu rękawice.
- Odpocznijmy. - wywrócił oczami.
Chwyciłem swoją koszulkę, usiadłem pod ścianą, odłożyłem ją na bok i wziąłem łyka wody, kiedy oparłem głowę o ścianę zauważyłem Clary. Wyglądało na to że cały czas nam się przyglądała a teraz razem z jakąś swoją koleżanką zmierzała w naszym kierunku. Kiedy była wystarczająco blisko wstałem i zrobiłem parę kroków w jej stronę.
- Hej, jak tam? - spytałem uśmiechając się lekko.
Clary?
Od Clary c.d Maks
Od Maksa c.d Clary
Od Moniki do Maksa
(Maks?)
Od Clary c.d Maks
- Kino. Ostatnio widziałam zwiastun komedii. Ciekawie się zapowiadało. Dziś seans jest jeszcze o 20:45
- Super, przyjadę po Ciebie o 20:30.
- Okay,do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Rozłączył się.
- To Maks? -spytała Viki z błyskiem w oczach.
- Tak.
- Idziecie do kina, na randke.
- To nie randka. Po prostu.. wychodzimy razem wieczorem, spotkanie znajomych.
- Mhmm.. wmawiaj sobie. -wstała z ziemi i otrzrpała spodnie- dobra, chodź musisz się przygotować.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do domu, wołając Jace'a.
***
Siedziałam na łóżku, a siostra wyżócała z szafy moje rzeczy, komentując każdy ciuch..
- Co to jest? Nie masz, jakichś sukienek, miniówek.
- Viki, idziemy do kina.. w ogóle, czego ty szuksz. Idę w rurkach i koszuli. Koniec, ale dzięki za pomoc. -pocałowałam ją w czoło i wzięłam ubrania.
Akurat kiedy zakładałam trampki, na podjazd wjechał Maks.
Maks?
Od Maksa c.d Clary
Szef był zły, że od razu i nie przywiozłem, tez byłem z tego powodu na siebie zły. Teraz za zadanie mam odzyskać dokumenty albo zdemaskować całą mafie inaczej nie będzie za dobrze. Kiedy wróciłem do domu, zadzwoniłem do Clary.
- Jestem juz w domu. - powiedziałem.
- To dobrze, złapałeś go? - spytała.
- Nie, to nie takie proste. Trochę mi to na pewno zajmie. - westchnąłem.
- Nie miałeś problemów u szefa?
-Trochę... ale mniejsza o to. Dalej chcesz gdzieś wyjść wieczorem? - spytałem.
-Jasne, gdzie proponujesz?
- Sam nie wiem, kino, basen, łyżwy, ścianka, park trampolin czy może jakaś knajpka? - dałem jej kilka propozycji.
Clary?
Od Clary c.d Maks
- Nie przepraszaj, lepiej łap tego człowieka. -uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił- Uważaj na siebie, i koniecznie zadzwoń, jak tylko będziesz mógł.
- Dobrze. -wsiadł do auta razem z psem i odjechali.
***
- Mamo, ile razy mam powtarzać, przepraszam. Ale to wy zaczęliście z tym ślubem..
- Najlepiej zrzucić winę na nas.
- Zrzucić winę.. o co w ogóle ta dyskusja? -wyrzuciłam ręce w górę.
Chciałam powiedzieć, że w sumie to mogą sobie iść, ale wtedy z mojego telefonu zaczęła lecieć piosenka.. (GOT7 - NeverEver) miałam ją ustawioną jako dzwonek, kiedy dzwonił Sebastian. Podbiegłam do szafki i odebrałam.
- Hej, rodzice już wrócili?
- Niestety. -powiedziałam zdenerwowana.
- Hmm.. coś się stało?
- Owszem.
- Za 10 minut jestem. Spróbuj się uspokoić.
- Jestem spokojna. -powiedziałam i rozłaczyłam się.
Rodzice patrzyli na mnie wyczekujaco.
- Sebastian zaraz będzie. -na twarzy matki pojawił się nieoczekiwany zachwyt.. jedyny syn zawsze sprawiał jej radość, była z niego dumna, trudno się dziwić, odnosił same sukcesy.. no ie licząc kilku jego minusów, o których tylko ja wiedziałam i kilku członków Steel Dogs.
***
Sebastian, jak zwykle, przyjechał punktualnie. Przywitał się z rodzicami i zaczął z nimi rozmawiać, o nowej płycie swojego zespołu, trasie koncertowej.. uspokoił ich też w sprawie Maksa. Powiedział, że to przez pogodę, każdy ma jakieś humory. Uwierzyli. Matka nawet potwierdziła, że od rana jakoś dziwnie się czuła..
Ja wolałam posiedzieć z Viki i Jacem w ogródku. Siostra opowiadała mi jak zmieniło się w domu dziadków, że hyung Jinyoung oświadczył się swojej dziewczynie, a ona poznała nowego chłopaka na zajęciach z unnie i bardzo go polubiła.. gdy o nim mówiła, była szczęśliwa. W swoich historiach, z ostatniego miesiąca, zawsze on się pojawiał.
- Zakochałaś się. -stwierdziłam.
- Chyba tak. -potwierdziła bez namysłu- Dziwne, nigdy wcześniej nie lubiłam, aż tak żadnego chłopaka.
- To Twoje pierwsze zauroczenie? -zdziwiłam się.
- Tak. A Ty, kiedy pierwszy raz się zauroczyłaś?
- W przedszkolu.
- Serio? -teraz ona była zdziwiona.
- No tak, był taki jeden.. Nikodem.
Zaczęłam jej opowiadać, jak czesał mi warkoczyki, spał ze mną na leżaku, czytał mi książki. Później mówiłam jej o swoich następnych miłościach szkolnych, a ona słuchała zafascynowana.
- A Maks? -spytała nagle.
- Co Maks?
- Lubisz go?
- Tak.
- Ale, tak jak lubiłaś Matthew'a lub Daniela?
- Eeem..
Z mojego telefonu znów zaczęła grać piosenka (GOT7 - Prove It). Dzwonił Maks.
- Halo?
Maks?
Od Maksa c.d. Clary
Spojrzałem na odchodzącą dziewczynę, robiąc duże oczy.
- Noo więc, gdzie planujecie je urządzić? - spytał mężczyzna.
- A noc poślubna? - dodała kobieta.
Schowałam twarz w dłonie i westchnąłem ciężko.
- Przepraszam, trochę sobie z państwa zazartowaliśmy, nie bierzemy ślubu, nawet nie jesteśmy razem... -wyznałem.
Nie chciałem w to dalej brnąć, wiedziałem, że będzie z tego niezły kwas, musiałem to przerwać.
- Jak się naprawdę pobierzecie, uważajcie że wam od razu uwierzymy. - powiedziała kobieta, kiedy Clary wróciła.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Musiałem im powiedzieć. - wyjaśniłem. Chwilę później zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Maks, kurwa... gdzie jesteś?! - spytał zdenerwowany.
- A co się stało? -spytałem wymijająco.
- Masz w samochodzie akta kosy?
- Mam... za godzinę jakaś przywiozę je do biura.
- Nie, nie rozumiesz... on uciekł, szuka tych papierów i prawdopodobnie wie gdzie są.
Przejechałem dłonią po twarzy, wtem usłyszeliśmy dźwięk alarmu samochodu. Wybiegłem z mieszkania, zbiegłem po schodach w niemożliwym tępie, mężczyzna właśnie uciekał, rozbił szybę w moim aucie skąd włączył się alarm. Mężczyzna ubrany na czarno zaczął uciekać, w dłoni miał teczkę. Przeklnąłem pod nosem.
- Bierz go! - powiedziałem do Arona i rzuciliśmy się za nim w pogoń.
Niestety, wsiadł ma jakiś motor i odjechał. Zdenerwowany wróciłem do samochodu, przed którym stała Clary.
- Maks co się stało? - spytała przenosząc wzrok na robitą szybę.
- Jeden z członów mafii, którą próbujemy wytropić od roku, ukradł mi dokumenty z wszystkimi dowodami itp. Miałem je zawieźć dzisiaj do biura...
- I co teraz?
- Nie wiem, muszę go znaleźć... - mruknąłem. - Przepraszam, ale muszę jechać. Wybacz że zepsułem ci spotkanie z rodzicami... - lekko się skrzywiłem, kładąc dłonie na jej ramionach.
Clary?
Od Clary c.d Maks
- Taaak. -powiedziałam niepewnie, kiwając głową.
- Świetnie, załatwialiście już miejsce wesela? Dekoracje..
- Jedzenie. -przerwał ojciec.
- Tak. -mama przewróciła oczami- Iii.. suknia. Masz już coś na oku?
Wzięłam wdech, w co ja się pakuję..
- Nie, na to chyba jeszcze za..
- Fatalnie -Maryse wyrzuciła ręce w górę- suknia jest najważniejsza.
- Według mnie wpierw powinni załatwić sprawy wesela, obiad w najlepszej restauracji. -ojciec jak zawsze myśli tylko o wyśmienitym jedzeniu- Już to sobie wyobrażam, owoce morza, pieczona gęś..
- Nie. -przerwałam mu oburzona- Na moim weselu nie będzie martwych zwierząt.
- Naszym, skarbie. -udzielił się Maks, który od początku tematu siedział na oparciu kanapy i przyglądał się nam z lekkim rozbawieniem.
Spojrzałam na niego i posłałam mu nieszczery uśmiech.
- Naszym. Może Ty podzielisz się z rodzicami tym co już ustaliliśmy, a ja zrobię coś do picia i przyniosę ciastka.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni, zostawiając Maks'a z rodzicami i Viki, która wyglądała na zaskoczoną, informacją o "naszym" ślubie.. cóż nie tylko ona.
Maks?
Od Maksa c.d. Clary
-Moi rodzice zaraz powinni mnie odwiedzić, byli w Azji... są spostrzegawczy, jak zobaczą że nie wszystko jest na swoim miejscu, stwierdzą że jest coś nie tak, wolałabym im nie mówić co się stało. - wyjaśniła, poszła po zmiotkę i szufelkę.
- Daj, posprzątam. - wziąłem ją od niej i kucnąłem przy rozbitym talerzu.
Nie zajęło mi to długo, wrzuciłem kawałki talerza do śmietnika i odłożyłem zmiotkę na miejsce.
- Dzięki... - westchnęła układając umyte przed chwilą naczynia.
- Ja... może już pójdę. - stwierdziłem wychodząc z kuchni.
Dosłownie wepchnięto mnie do środka, Clary spojrzała na mnie przepraszająco, uśmiechnąłem się lekko dając znać, że nic się nie stało.
- A więc gdzie pracujesz? - spytał ojciec dziewczyny.
- W jednostkach SWAT, poza tym projektuję loga dla firm na zlecenie. - powiedziałem.
- Ooo, nie wiedziałam że Clary kręcą mundurowi. - kobieta uśmiechnęła się. - Zaręczyliście się już? - spytała.
- Mam nadzieję, że zaprosicie nas na ślub. - dodał zaraz jej ojciec.
Zadławiłem się sokiem, kaszlnąłem i spojrzałem na dziewczynę, to dziwne ale ta sytuacja mnie bawiła.
Clary?
Od Clary c.d Maks
- Wieczór.. z Tobą?
Maks odwzajemnił moje spojrzenie.
- Coś w tym złego? -spytał, a kącik jego ust delikatnie powędrował do góry.
- Nie, okay. -wyrzuciłam ręce do góry- zrobię herbatę.
Nie czekając na odpowiedź chłopaka, wstałam i poszłam szybko do kuchni. Maks nie mógł zobaczyć, że zarumieniłam się.. przypominając sobie jego głos, uśmiech.. przeszły mnie ciarki. Stanęłam przy blacie kuchennym i wyjrzałam przez okno. Powoli słońce zbliżało się ku zachodowi. Niebo z każdą chwilą nabierało kolorów. Od błękitu, przez fiolet, róż, pomarańcz, aż do żarzącej się czerwieni. Przypomniałam sobie widok z domku letniskowego nad morzem, do którego przyjeżdżaliśmy co roku z rodziną. Było tak wspaniale.. ale od dwóch lat tam nie byliśmy. Rodzice rzadko mają wolny czas. Teraz wyjechali z Viki do Azji, odwiedzić dziadków.. właśnie. Przecież dziś mieli wrócić i odwiedzić mnie. Spojrzałam na zegarek, dochodziła szósta. rozejrzałam się po kuchni, zawsze panował w moim mieszkaniu porządek, ale odkąd wróciłam ze szpitala, byłam bardzo roztargniona. Teraz dopiero zauważyłam, że wszystko jest nie na miejscu. Rodzice są spostrzegawczy i na pewno zauważą, że coś jest nie tak. Szybko zaczęłam przekładać wszystkie przedmioty.
- I jak herbata? -do kuchni wszedł Maks.
Odwróciłam się gwałtownie z talerzem w rękach i wpadłam na chłopaka. Stał bliżej niż się spodziewałam. Talerz wypadł mi z rąk i rozbił się na podłodze.
Przeklnęłam pod nosem. Maks jest u mnie w domu.. zaraz zjawią się rodzice. Ciekawe jak zareagują, na to, że jestem z jakimś mega przystojnym chłopakiem, na którego widok, przechodzą mnie ciarki, albo brakuje tlenu.
Maks?
Od Maksa c.d Clary
- Chyba zdecydował za mnie... - uniosłem lewy kącik ust i przekroczyłem próg domu. Dziewczyna zamknęła za mną drzwi.
- Chcesz coś do picia? - spytała.
- Nie, nie trzeba. - odpowiedziałem.
Przykucnęła przy Aronie i zaczęła miziać go pod brodą, pies z przyjemnością poddał się pieszczocie, po chwili przybiegł pies dziewczyny i zaczął wesoło biegać między nogami Ara, ten chciał się z nim pobawić jednak był dużo większy od niego i pewnie nie wiedział, jak się za to zabrać, żeby nie zrobic mu krzywdy. Clary dała znak, abym poszedł za nią. Weszliśmy do salonu, usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok siebie, usiadłem więc.
- Jak się czujesz? - spytałem.
- Jest lepiej, ale utknęłam na tydzień w domu. - westchnęła ciężko. - Koszmar, ledwo wytrzymuję. - uśmiechnęła się lekko, odwzajemniłem gest.
- Skoro utknęłaś.... nie możesz wychodzić, na pewno nie możesz nigdzie wyjść wieczorem ze mną... - stwierdziłem lekko się z nią drażniąc i opierając o oparcie kanapy.
Clary?
Od Clary c.d Maks
***
Po trzech dniach w koncu moglam wrócić do domu, ale miałam zwolnienie lekarskie i teraz musiałam siedzieć przez dwa rygodnie w domu. Bylam tym tak zirytowana.. przepadnie mi konkórs taneczny moich uczennic z przedszkola, kilka godzin treningów.. Skandal.
Leżałam na kanapie i czytałam książkę, gdzy nagle ktoś zapukał do drzwi. Zapewne Sebastian poraz kolejny przyjechał sprawdzić jak się czuję. Wstałam i ruszyłam na przedpokój. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Maks'a oraz jednaego z jego psów.
***
Stałam chwile zdezorientowana. Dosłownie zabrakło mi słów.
- Myślałam, że żałujesz.. że mi pomogłeś. -odezwałam się w końcu.
Maks spojrzał na mnie ze zdziweniem.
- Nie, nie żałowałem tego. W tedy, byliśmy na akcji.. czułem się jakbym był naćpany. Przepraszam.
Westchnęłam.
- Dobrze, to ja nie powinnam wszystkiego od razu brać do siebie. -odsunęłam się na bok- wejdziecie?
Maks?
Od Maksa c.d Clary
- Popieprzyło cię?! - warknąłem wstając, podpierając się o drzwi auta.
- Mnie? Chyba ciebie! Jak się do niej odnosisz?! - spytał popychając mnie.
Psy od razu wyskoczyły z auta zaczęły na niego warczeć i chłapać zębami, uspokoiłem je gestem dłoni.
- Wracaj lepiej do swojej dziewczyny, albo nie skończy to się dla ciebie dobrze. - również go popchnąłem, jednak mocniej.
- To moja siostra świrze. - popukał się w głowę.
- Yhym. - wywróciłem oczami. - Słuchaj, nie wpieprzam się w wasz związek, odpierdol się ode mnie. - popchnąłem go jeszcze raz, gdyż podszedł bliżej.
Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem przed siebie. [...] Minęły już trzy dni, byłem lekko zażenowany całą tą sytuacją i nie chciałem się do niej odzywać. A to wszystko przez ten głupi tunel i ten dym z prochów... grrr. Po długim, naprawdę długim namyśle postanowiłem wziąć się w garść. O ile się nie mylę, wypisali ją już ze szpitala, przysiadłem przy komputerze i już po kilku minutach, znałem jej dokładny adres i inne dane. Zabrałem bluzę z krzesła i wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i wjeżdżając do sklepu po drodze pojechałem do niej.
Doczłapałem się pod drzwi jej mieszkania, był ze mną tylko Aron, który niósł kwiaty. Westchnąłem po czym zapukałem, nie musiałem długo czekać, aż w drzwiach stanęła Clary. Kiedy mnie zobaczyła, jej mina była... dziwna. Na pewno się nie cieszyła.
- Przepraszam... - westchnąłem. Zasłoniłem twarz misiem. - To co powiedziałem nie miało zabrzmieć wrednie, nie miałem nic złego na myśli. Nie byłem... sobą. Wybacz. - powiedziałem zmieniając lekko głos.

Clary?
Od Clary c.d Maks
I odszedł. A w moich oczach pojawiły się łzy, czyli jednak.. żałuje.
- Clary, kto to był? -spytał Sebastian,ale nie odpowiedziałam, pozwoliłam łzom płynąć po policzkach. -Clary.. czemu płaczesz? To przez niego? -spytał.
Nim odpowiedziałam rzucił się biegiem za Maks'em.
Maks?
Od Moniki C.D Camryn
- No hej, córciu, co u ciebie słychać? - usłyszałam ten sam, melodyjny głos, który kołysał mnie do snu.
- Mamo, czy ty wiesz w ogóle, która jest godzina?
- Tak, samo południe.
- Może u ciebie, tutaj zegary wybijają wpół do siódmej.
- Przynajmniej nie spóźnisz się do pracy.
- Tak, wielkie dzięki. Za to cały dzień będę chodzić z podkrążonymi oczyma. - westchnęłam bezgłośnie.
- Powodzenia, muszę już kończyć, na razie.
Usłyszałam odgłos przerwanego połączenia. Udałam się do łazienki, gdzie umyłam zęby i przemyłam twarz zimną wodą. Następnym moim celem była szafa pełna odzieży, z której wyciągnęłam jeansy i białą koszulę z wielką, onyksową kokardą na piersi. W mgnieniu oka założyłam ubrania, a reszta mojego poranka upłynęła na śniadanie. (...) Wsiadłam na motor, do którego miałam przyczepiony koszyk dla psa i popędziłam przed siebie, starając się nie łamać jakichkolwiek przepisów...
~*~
Po odprawie, wraz z moim partnerem - Arthurem Worboyes - udałam się na rekonesans Foxholm'skich ulic. Z początku było kilka, mniej znaczących wezwań. Ot, zwykłe przewinienia i drobne kradzieże. Jednakże znalezienie zaginionego towaru trwało, zaledwie trzysta sześćdziesiąt uderzeń serca słonia. Już myślałam, że tego dnia nie wydarzy się nic interesującego. Myliłam się - u kresu patrolu wyższej rangi funkcjonariusze przekazali nam za zadanie, aby pomóc im w ujęciu od jakiegoś czasu tropionych ludzi. Z błyszczącymi iskierkami w oczach udałam się pod wskazane miejsce. Nie zastaliśmy tam jednak nikogo, oprócz nieprzytomnego chłopaka. Do diabła, syreny nie były dobrym pomysłem. Tylko niepotrzebnie ich odstraszyliśmy. Wysiadłam z radiowozu, rozglądając się naokoło. Wtem spostrzegłam znikającą sylwetkę za rogiem. Pędem udałam się jej śladami, włączając piąty bieg. Prawdę powiedziawszy; bieganie nie sprawiało mi większej przyjemności, aczkolwiek - kiedy miało ono cel, tak priorytetowy, jak ten - było czystą przyjemność. Inaczej się sprawy miały, kiedy chodziło o mecz. Wtedy dawałam z siebie dwieście procent, bez względu na wszystko. Pomimo iż deptałam nieznajomej osobie po piętach, była ona nieuchwytna i za nic w świecie nie mogłam się zbliżyć na tyle, by ją obezwładnić. Ona mogła uciekać, a ja ją ganiać w nieskończoność, a więc postanowiłam użyć szarych komórek. Wyciągnęłam zza pasa broń i uprzednio ją odbezpieczając - wymierzyłam w wiszący, między ścianami banner. Ten zajął się ogniem i spadł na ziemię, uniemożliwiając dalszą drogę ucieczki. Rzuciłam się na dziewczynę, przygwożdżając ją do ziemi. Gdy ta się szamotała, zamachnęłam ręką, uderzając ją w nos. Chwilę się poszarpałyśmy, aż w końcu sięgnęłam po kajdanki. Teraz już nie miała wyjścia - musiała się poddać. Z triumfalnym uśmiechem na ustach prowadziłam moją, skutą zdobycz. Władowałam ją do samochodu, po czym usiadłam za kierownicą, odpaliłam silnik i ruszyłam na komendę. (...) Brunetka siedziała na krześle, w pokoju przesłuchań. Do pomieszczenia weszłam, wraz z Arthurem, siadając na przeciwko niej.
- A więc zamieniam się w słuch. - zabrałam głos, bawiąc się długopisem.
(Camryn?)
Od Maksa c.d Clary
- Prawdopodobnie znaleźliśmy duże skupisko narkotyków, trzeba to jednak zbadać, psy pomogą. - powiedział. - Musicie zjechać kilka metrów w duł, to ukryty tunel. - dodał.
- A skąd ten dym? - spytałem i kaszlnąłem.
- Wydobył się z tunelu, gdy odkryliśmy klapę. Ale na dole już czysto a to zaraz rozwieje. - wyjaśnił i odszedł.
Westchnąłem pod nosem i założyłem uprząż pierw sobie, później psom. Na dół mieliśmy zejść Alex, ja, Azazel i Haakon. Aron i Veren zostali z Mattem. Przypięli nas do lin i zaczęli powoli spuszczać na dół, odpiąłem linkę od swojej uprzęży i swoich przyjaciół, zapaliliśmy latarki i ruszyliśmy w głąb tunelu. Brodziliśmy nogami w błocie i jakiejś brudnej wodzie, nie pachniało tu najlepiej... kiedy przeszliśmy kawałek, na ścianach zaczęły pojawiać się dziwne rysunki, jakieś symbole. Alex wszystkie przerysowywał do swojego notesu, mogła to być jakaś wskazówka. Szliśmy dość długo, cały czas kontaktowaliśmy się z innymi na zewnątrz przez krótkofalówkę, jednak w którymś momencie przestała działać.
- Super. - mruknąłem lekko wkurzony.
- Idziemy jeszcze kawałek i wracamy, choć jestem ciekaw dokąd to prowadzi... - spojrzał w głąb korytarza.
- Dobra, miejmy to z głowy. - westchnąłem i ruszyłem dalej.
Po kilku minutach, doszliśmy do jakiś drzwi. Były ciężkie, metalowe. Była na nich jakaś dziwna literka i numer 4, oraz narysowana czaszka. Spojrzeliśmy na siebie, chwyciłem za klamkę i powoli ją pociągnąłem, nagle tunel zaczął migać na czerwono dzięki specjalnym lampą i rozległ się głos syren wojennych a spod drzwi, wydobywać się dym. Rozprzestrzeniał się on w niemożliwie szybkim tempie.
- Wiej! - krzyknąłem rzucając się do ucieczki.
Jednak trudno wygrać z takim czymś, dym szybko opanował cały tunel, nic nie widziałem, nawet latarka nie pomogła. Zacząłem kaszleć, oczy mi łzawiły, wydawało mi się, że mam ściśnięte gardło, nie mogłem oddychać. Nagle zadzwonił mój telefon, wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem, słyszałem damski głos jednak brak zasięgu szybko przerwał połączenie, schowałem telefon.
- Alex?! - zawołałem kaszląc.
Dłońmi wybadałem Azazela i Haakona. Biegłem dalej, jednak wpadłem na kogoś, okazał się być to Alex.
- Kurwa co to?! - wykrztusił, ściskając ręce na moich ramionach.
- Musimy iść. - mruknąłem.
Pomogłem mu wstać i biegliśmy dalej, tunel wydawał się nie mieć końca, nie miałem już siły, kręciło mi się w głowie. Puściłem chłopaka, zatrzymałem się i opadłem na kolana, spuściłem głowę. Ostatnie co słyszałem to krzyk chłopaka, czułem jak mnie szarpie jednak po tym straciłem przytomność.
Ocknąłem się dopiero w szpitalu, musiałem przyzwyczaić wzrok do jasnego światła, na sali byłem z Alexem, spał a obok niego Eliza - jego żona. Haakon i Azazel leżeli przy łóżku, kiedy zauważyły że się podnoszę zaczęły merdać wesoło ogonami, były całe w błocie, z resztą... ja również. Wyciągnąłem telefon, miałem kilka nieodebranych połączeń od tego numeru, który dzwonił poprzednio, kiedy byłem w tunelu. Dochodziła godzina 22. Spojrzałem w swoje odbicie w ekranie telefonu, włosy miałem rozczochrane, otarcie na poliku a moje oczy nadal były strasznie czerwone. nie wyglądałem najlepiej. Poza tym, jak już wspominałem, byłem cały w błocie. Bolała mnie głowa i nos. Wstałem z łóżka, odpinając te wszystkie kable, jako tako je pościeliłem i wyszedłem a psy za mną. Korytarz był pusty, jedyne blade światło dawały lampy.
- Maks? - usłyszałem nagle.
Odwróciłem się i zauważyłem Clary, siedziała na wózku, a był z nią chyba jej chłopak... albo brat. Nie wiem.
- Co? - spytałem lekko nieobecny.
- Co ci się stało? Czemu nie odbierałeś? - spytała.
A więc to ona do mnie dzwoniła... wsadziłem dłoń we włosy i zastanowiłem się chwilę.
- W tunelach przeważnie nie ma zasięgu, tym bardziej gdy jakiś gaz ściska ci gardło i nie możesz powiedzieć ani słowa. - właściwie to nie byłem do końca sobą, cały czas jakiś oszołomiony. - Wybacz, muszę już iść. - dodałem.
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę wyjścia, obraz był dalej jak za mgłą przez co potknąłem się o krzesło i wpadłem na drugie przewracając je. Uniosłem ręce w geście obronnym, podniosłem je i ruszyłem dalej, wyciągnąłem z kieszeni kluczyki. Po kilku sekundach byłem już na zewnątrz, chłodne powietrze... coś co teraz potrzebowałem. Po kilku głębokich wdechach ponownie zaczął boleć mnie nos, westchnąłem i poszedłem w kierunku auta, które niemal samo stało na parkingu.
Clary?
Od Camryn
„ Cześć, dodzwoniłeś się do Hamiltona. Jeśli to słuchasz, oznacza to, że moja osoba jest bardzo zajęta. Jeśli to ważne, poświęć jeszcze dwie minuty na przekazanie wiadomości… Pik… ‘’
Wewnętrz samochodu, rozniosło się głuche pukanie palcami o kierownice, przy akompaniamencie drobnych przekleństw, rzucanych pod nosem. Jeszcze bardziej zirytowana, przeglądałam telefon.
15 wysłanych wiadomości…
10 połączeń… a zero odpowiedzi!
Kiedyś posądzą mnie o zabójstwo cywila z wielkim okrucieństwem. Z głośnym trzaskiem, urządzenie elektroniczne wylądowało na desce rozdzielczej. Ten wieśniak, który był moim bratem, mimo swojej codziennej powagi, czasem pozwalał sobie za dużo. „ Egipskie ciemności’’, które panowały w samochodzie, zostały pokonane przez światło wydobywające się z ekranu telefonu. Muzyka przecięła błogą ciszę. Z ociąganiem, wzięłam telefon do ręki. Na wyświetlaczu pokazane było zdjęcie faceta z podpisem Future Daddy.
- Nawijaj. – oparłam głowę na ręce.
- Tylko się nie denerwuj, Cam…
- Przechodź do konkretów, Jack! – wysyczałam przez zęby.
- Zawsze moja wina… - usłyszałam ciężkie westchnięcie. – W tym samym klubie co zawsze.
- Trup czy zombie? – zapytałam, odpalając silnik.
- Zombie…
Z pomocą kumpla, wniosłam mężczyznę do swojego mieszkania. Powieka oka drgała niebezpiecznie szybko. Spowodowane to było moim zirytowaniem, gdy musiałam słuchać głupot i paplaniny, upitego brata. Szybko wylądował w moim łóżku. Oi, będzie prał mi śmierdzącą od alkoholu pościel.
Odprowadziłam znajomego do drzwi, przepraszając za swoje zachowanie. Czułam się głupio, gdy tak na niego naskakiwać. Zawsze mnie ponosiło, gdy po nocach musiałam szukać brata, gdy ten gdzieś balował. Jednak rzadko się to zdarzało. Tego dnia było sześciu przeciw dwóm, więc wyjścia nie miał. Musiał się napić. Opijali ukończenie remontu trzech skradzionych wozów. Kiedyś te czarne interesy, będą ich zgubą. A ta banda ćwoków, już kilka razy wylądowała za kratkami. Sama nie byłam grzeczna. Prowadziłam czarne interesy, nawet czasem gorsze od ich.
- Daj. Mi Spokój. – spod poduszki, do moich uszu dobiegł stłumiony głos.
- Jesteś u mnie w mieszkaniu. – zauważyłam, bijąc go po barkach. – Po za tym, śniadanie zaraz będzie, a ja idę do pracy i na wykłady.
- Nara.
-Pff, nadęty bufon.
Spakowałam wszystkie rzeczy do torby. Ciężki dzień przede mną. Najpierw pierwsza zmiana w pracy, potem szybko na uczelnię. Dwa wykłady i załatwianie swoich spraw. Trening koszykówki poczeka.
- Czego?
- Spokojnie… - westchnęłam. – Nie znęcaj się tak nad nim. Pamiętasz nakaz? Zabrać co nasze i zostawić winowajcę.
- Policja jest coraz bardziej ostrożna. – spostrzegłam. – Nie chcemy, by wszystko się wydało. Rób swoje i spadamy.
- Pf, żałosne. – Spojrzał przelotnie na chłopaka, któremu po chwili przerąbał w twarz. Oi, współczuję. Zaczął grzebać po jego rzeczach. Moim oczom ukazało się coś niepokojącego. Uklękłam przy nieprzytomnym. Pociągnęłam za czarny sznurek… Zaraz?! To kabel!
- Cholera! – do naszych uszu dobiegł dźwięk syren policji. – Spadamy stąd!
Od Clary c.d Maks
***
Do sali wpadł zdenerwowany Sebastian. Jego rozczochrane, blond włosy opadały na twarz, przesłaniając zielone oczy. Miał na sobie czarne dresy, siwą koszulkę z nadrukiem swojego zespołu "STEEL DOGS" oraz bluzę, tego samego koloru co spodnie. Ubierał się w pośpiechu, o czym świadczą dwie różne skarpetki, wystające spod nogawek dresów. Jednak biała, druga jasno szara.. Podbiegł do łózka i uklęknął, chwytając moją dłoń.
- Clary, jak się czujesz? Wszystko w porządku? -zapytał z przesadliwą troską w głosie.
- Żartujesz sobie? Jestem w szpitalu, mam tu być co najmniej 3 dni, ludzie faszerują mnie jakimś lekami i zatrutym jedzeniem, a Ty pytasz czy wszystko w porządku. -mówiłam spokojnym tonem- No więc, nie. Nie jest w porządku, ale może być. Pójdziesz do doktora Wang i poprosisz o papiery, abym mogła wypisać się na żądanie? -uśmiechnęłam się i położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Wystraszyłaś mnie. O mało nie rozjechałem jakichś gówniarzy na skrzyżowaniu. Lekarz mówił, że uderzyłaś się w głowę, straciłaś przytomność, nie wygląda to najlepiej, a Ty mówisz o wypisaniu się na żądanie.
Toczyliśmy właśnie walkę wzrokową, albo ja wygram i pójdzie po te papiery, albo on będzie lepszy i przekona mnie, abym została.
- Dobra, wygrałeś. -wyrzuciłam ręce w górę i przewróciłam oczami.
Na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech.
- Miałaś jakieś wątpliwości? -chciał się ze mną droczyć, ale posłałam mu znudzone spojrzenie, które zawsze na niego działało- Okay, skoro masz tu dłużej zabalować, pojadę do Ciebie i przywiozę Ci jakieś rzeczy..
- Piżamę i szlafrok, znajdziesz w dużej szafie w sypialni, weź szczoteczkę, pastę do zębów. Hmm.. w łazience w szafce przy oknie, jest kosmetyczka, weź ją. Koniecznie przywieź mi Frank'a. Te poduszki są strasznie nie wygodne.
Sebastian westchnął.
- Jeszcze jakieś życzenia?
- Weź Jace'a ze sobą -wyjęłam szczeniaka spod kołdry- powinien wyjść jeszcze na dwór.
- Może lepiej wezmę go do siebie na ten czas.
- Okay. I przywieź jeszcze wafle ryżowe, proszę. -Chłopak pokręcił głową i uśmiechnął się- Kocham Cię.
Wziął psiaka na ręce i wstał.
- Ja Ciebie też. Gdzie kluczyki?
- Powinny być w lewej kieszeni kurtki.
Sebastian, wyszedł i pomachał mi łapkami Jace'a na pożegnanie. Nabrałam powietrza i sięgnęłam po swój telefon, oraz karteczkę zostawioną przez Maks'a. Należałby podziękować chłopakowi. Wybrałam numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Maks?

