Od Maksa c.d. Clary

Spojrzałem na odchodzącą dziewczynę, robiąc duże oczy.
- Noo więc, gdzie planujecie je urządzić? - spytał mężczyzna.
- A noc poślubna? - dodała kobieta.
Schowałam twarz w dłonie i westchnąłem ciężko.
- Przepraszam, trochę sobie z państwa zazartowaliśmy, nie bierzemy ślubu, nawet nie jesteśmy razem... -wyznałem.
Nie chciałem w to dalej brnąć, wiedziałem, że będzie z tego niezły kwas, musiałem to przerwać.
- Jak się naprawdę pobierzecie, uważajcie że wam od razu uwierzymy. - powiedziała kobieta, kiedy Clary wróciła.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Musiałem im powiedzieć. - wyjaśniłem. Chwilę później zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Maks, kurwa... gdzie jesteś?! - spytał zdenerwowany.
- A co się stało? -spytałem wymijająco.
- Masz w samochodzie akta kosy?
- Mam... za godzinę jakaś przywiozę je do biura.
- Nie, nie rozumiesz... on uciekł, szuka tych papierów i prawdopodobnie wie gdzie są.
Przejechałem dłonią po twarzy, wtem usłyszeliśmy dźwięk alarmu samochodu. Wybiegłem z mieszkania, zbiegłem po schodach w niemożliwym tępie, mężczyzna właśnie uciekał,  rozbił szybę w moim aucie skąd włączył się alarm. Mężczyzna ubrany na czarno zaczął uciekać, w dłoni miał teczkę. Przeklnąłem pod nosem.
- Bierz go! - powiedziałem do Arona i rzuciliśmy się za nim w pogoń.
Niestety, wsiadł ma jakiś motor i odjechał. Zdenerwowany wróciłem do samochodu, przed którym stała Clary.
- Maks co się stało? - spytała przenosząc wzrok na robitą szybę.
- Jeden z członów mafii, którą próbujemy wytropić od roku, ukradł mi dokumenty z wszystkimi dowodami itp. Miałem je zawieźć dzisiaj do biura...
- I co teraz?
- Nie wiem, muszę go znaleźć... - mruknąłem. - Przepraszam, ale muszę jechać. Wybacz że zepsułem ci spotkanie z rodzicami... - lekko się skrzywiłem, kładąc dłonie na jej ramionach.

Clary?