Od Maksa c.d Clary

Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
- Jace znalazł sobie ochronę. -uśmiechnąłem się.
- Na to wygląda. - odwzajemniła gest.
Westchnąłem płytko i spojrzałem w niebo, przymykając oczy. [...] Siedzieliśmy tam kilkanaście minut, później odprowadziłem Clary do domu.
- To do jutra. - powiedziała, kiedy otworzyła drzwi.
- Mhm, do jutra. - uśmiechnąłem się lekko, złączając nasze usta w pocałunku.
***
Obudziłem się dość późno, dochodziła 10. Poszedłem w kierunku łazienki, wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się.
QN431-00X
Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi, była to Clary. Wpuściłem ją do środka.
- Zgadnij co... - uśmiechnęła się szeroko.
- No nie wiem co. - odparłem zamykając drzwi, odwróciłem się w jej stronę.
- Sebastian załatwił nam wejściówki na jego koncert w Paryżu. - widziałem iskierki ekscytacji w jej oczach.
- No nie wiem... - skrzywiłem się lekko. - Kiedy to?
- Za tydzień. - odpowiedziała, westchnąłem. Zrobiła krok w moją stronę i zarzuciła mi ręce na szyję. - No Maaaks, proszę. - zrobiła oczka szczeniaczka.
- Noooo... - westchnąłem. - Niech ci będzie. - objąłem ją w talii.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Mi na Tobie też. -zamknęłam oczy i przytuliłam się do niego- Martwiłam się o Ciebie, wpierw myślałam, że.. umrzesz. A później..
- Już jest w porządku. Jestem tu z Tobą i nie zamierzam Cię zostawiać.
Pocałował mnie w głowę.
***
Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Postanowiliśmy pójść z Jacem na spacer. Przy okazji zaszliśmy do domu Maksa i zabraliśmy jego psy. Veren, Haakon, Azazel i Aron od razu zaprzyjaźnili się z Jacem. Poszlismy do parku dla psów, a że była już późna pora, byliśmy tylko my. Puścilismy psy luzem i usiedliśmy na ławce.
Maks?

Od Nanami Do Hangagog'a

Wreszcie udało mi się dostać pracę w jednej z klinik weterynaryjnych. W moim kraju zarobienie na leczeniu zwierząt jest bardzo nieopłacalne. Przeprowadzka jak i praca były szansą na otworzenie nowego rozdziału. Musiałam znaleźć jakieś lokum dla moich trzech koni. Na szczęście stajnia była kilka kilometrów od mojego mieszkania. Dodatkowo zaoferowano mi tam dodtkową pracę jako weterynarz i instruktor więc miałam pełne ręce roboty.
Po kilku tygodniach zaklimatyzowałam się i przystosowałam do nowego miejsca jak i zaparacowanego trybu życia. Ale nie narzekałam praca ze zwierzętami to nie praca. Pewnego dnia do mojej kliniki przyszedł nietypowy pacjent. Do gabinetu wszedł cały wytatuowany chłopak z plastikowym pojemnikiem.
- Witam kogo my tu mamy ?
- Witam jestem Hangagog a to mój wąż niedawno zaczął zrzucać skórę która została mi na oczach
Wyjęłam węża i obejrzałam go wzięłam mały skalpel i po 10 minutach zdjęłam skórę z kego oczy aby wąż widział normalnie.
- Jest w dobrej kondycji  powiedziałam wkładającgo do pudełka
- Zajmuje się Pani tylko małymi zwierzętami?
- Nie mam kilka specjalizacji głównie jednak końmi
- Jest możliwość domowej wizyty ?
- Tak a o co chodzi ?
- Odrobaczenie i szczepienie
Napisałam na kartce numer telefonu i podałam mu
- Proszę dzwonić w godzinach 17-19
Facet wyszedł a ja zjełam sie resztą pacjętów.

(Hangagog)

Od Maksa c.d Clary

- No wiesz... dużo siedzib poszukuje teraz antyterrorystów. Na pewno coś znajdę. - wzruszyłem lekko ramionami.
- Mam nadzieję. - westchnęła cicho.
- Będę miał dużo, naprawdę bardzo dużo czasu aby szukać. - jęknąłem.
Nigdy nie lubiłem siedzieć w domu i nic nie robić, a teraz chyba jestem na to skazany. Nic zbyt aktywnego robić nie mogę, więc praca, siłownia etc odpada... nie wiem jak ja przetrwam ten czas.
- Jakoś to będzie. - stwierdziłem. - Jest tu twój brat? - spytałem.
- Nie, wrócił do siebie. - odparła.
Pokiwałem głową i zastanowiłem się chwilę, ponownie spojrzałem na dziewczynę.
- Nie chcę się z tobą kłócić... zależy mi na tobie. - oparłem swoje czoło o jej.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Przez chwilę stałam, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Maks, odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Położyłam dłonie na jego ramionach i stanęłam na palcach, aby go pocałować. Chłopak zsunął dłonie na moją talie i przyciągnął mnie do siebie. Nasz pocałunek stał się bardziej namiętny, a kiedy zabrakło nam tchu, odsunęliśmy się od siebie. Byliśmy w salonie.. nie pamiętałam jak tu dotarlismy.
- Nasza poprzednia rozmowa.. -zaczął- To wszystyko Matt wymyślił, wkręcił w to szefa. Przepraszam..
- Nie musisz. To nie Twoja wina. -położyłam dłoń na jego policzku.
- Oni mówili o Tobie.. -westchnął- przywaliłem Mattowi.
Zatkało mnie.
- Ale.. co teraz zrobisz? Matt to Twój partner, jak będziecie teraz razem pracować? A.. jak.. jak będzie wyglądała Twoja relacja z szefem..
- Odszedłem.. -powiedział nagle- Za kilka dni pojadę tam po swoje rzeczy. Nie będę stać bezczynnie, kiedy ktoś Ciebie obraża i wmawia Ci takie rzeczy.
Westchnęłam.
- To, gdzie teraz będziesz pracował?
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Gdy zamykałem oczy, widziałem Clary, Matta i tego faceta. W uszach brzmiały mi jej słowa "Kocham cię " żałowałem że w tamtej chwili nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. [...] Czas spędzony w szpitalu był okropny. Cały czas zastanawiałem się, dlaczego ani razu nie widziałem Clary. Dzisiaj wyszedłem z tego paskudnego miejsca. W domu wziąłem prysznic, naprawdę długi prysznic. Wysuszyłem włosy, które wcześniej umyłem, ułożyłem odpowiednio i ubrałem się. Dresy, bluza, buty.

Zbyt gwałtowne ruchy nadal sprawiały mi ból, jednak ignorowałem to. Wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i ruszyłem pod dom Clary, ta sprawa nie dawała mi spokoju, musiałem ją wyjaśnić.
Zapukałem do drzwi, nie czekałem długo.
- Maks... - powiedziała z ulgą, ale zaraz zmieniła ton. - Czego chcesz?
- Dowiedzieć się, o co ci chodzi. - odpowiedziałem. Spojrzała na mnie dając znak, że nie rozumie. - Mówiłaś że niby mnie kochasz, a ani razu nie widziałem cię w szpitalu. - dodałem.
- Bo nie chciałeś mnie widzieć. - teraz to ja nie zrozumiałem.
- Skąd ci to przyszło do głowy?
- Twój szef powiedział, że nie chcesz abym do ciebie przychodziła i dzwoniła, miałam zostawić cię w spokoju.
Przejechałem dłonią po czole, analizując wszystko.
- Nie wiem o co mu chodziło ale to nie prawda. - powiedziałem. Schowałem twarz w dłoniach i westchnąłem ciężko. Ała... - Niczego takiego nie chciałem. - powtórzyłem. - Słuchaj... - opuściłem dłonie wzdłuż ciała. - Bardzo się o ciebie martwiłem, tęskniłem za tobą... i nie wiem, czy powiedziałaś tamto pod wpływem emocji, czy rzeczywiście tak jest, ale wolałbym abyś widziała że... kocham cię. - wyznałem. - Dobra... tylko tyle chciałem powiedzieć. Cześć. - westchnąłem i ruszyłem w stronę wyjścia. Musiałem pojechać jeszcze do pracy, miałem teraz dość długi urlop aby wrócić do formy, a w biurze zostały ulubione zabawki psów, bez których będzie im ciężko przeżyć ten czas. Nim wszedłem do pomieszczenia, przysłuchałem się rozmowie szefa i Matta.
- Głupia ta Clary, założę się że jakbym jej powiedział że Maks ma żonę, dziecko to też by uwierzyła. - zaśmiał się.
- To był dobry pomysł, Maks nie będzie się narażać dla takiego czegoś.
Wszedłem do środka, od razu ucichli, zmrużyłem oczy.
- A więc tak. - skrzyżowałem ręce na piersi.
- Maks... to było dla twojego dobra, widziałeś że prawie przez nią zginąłeś. - zaczął od razu.
- Prosiłem cię o pomoc? Pozwól, że sam o siebie zadbam. - wziąłem zabawki i wpakowałem je do plecaka, bo było ich dość sporo.
- Maks, błagam cię. Warto dla takiej się tak poświęcać? Stać cię na o wiele lepszą. - nie wytrzymałem, wykorzystując to, że stoi za mną i niczego się nie spodziewa wstałem, odwróciłem się gwałtownie i dałem mu w nos.
- Spróbuj jeszcze raz ją obrazić, to na rozbitym nosie się nie skończy! - fuknąłem. - Odchodzę. - skierowałem te słowa do szefa. Wyciągnąłem z kieszeni odznakę i rzuciłem mu ją pod nogi. - Przyjdę za kilka dni po rzeczy. - dodałem wychodząc.
Oczywiście mężczyzna wybiegł za mną prosząc, abym tego nie robił. Nie odpowiadając mu wyszedłem na zewnątrz, wsiadłem do auta i wróciłem do domu Clary. Zapukałem dwa razy, kiedy otworzyła, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć ująłem jej twarz w dłonie i złączyłem nasze usta w pocałunku.

Clary? c:

Od Clary c.d Maks

Na policzkach poczułam łzy. Mocniej ścisnęłam dłoń Maksa.
- Maks.. -powiedziałam zapłakana- Nie umieraj.. nie możesz. Potrzebuje Cię. Ja.. kocham Cię Maks. -spojrzałam na niego.
Patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, ale chyba usłyszał co powiedziałam. Czekałam na odpowiedź,ale jej nie dostałam. Maks zamknął oczy i opadł nieprzytomny. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać, przytuliłam twarz do twarzy Maksa. Nagle poczułam czyjeś ręce na ramionach. Ktoś odsunął mnie od chłopaka.
- Clary, wstań. Utrudniasz pracę lekarzom. -to Matt, pomógł mi wstać i odsunął mnie, aby zrobić miejsce.
***
Jechałam z Mattem za karetką, którą wieźli Maksa. Na sercu ciążyły mi słowa, które powiedział lekarz, kiedy wynosili rannego z budynku "Nie jest dobrze, mam wątpliwości co do tego czy chłopak przeżyje". Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Chłopak poprosił, abym zaczekała przed drzwiami do korytarza gdzie zabrali Maksa. Było tam kilkunastu policjantów, posłuchałam chłopaka i zostałam. Czekałam niecierpliwie, aż w końcu ktoś wyszedł zza drzwi. Mężczyzna w mundurze rozejrzał się i patrząc w moją stronę podszedł do mnie. Miał ponurą minę, co chyba nie wróżyło nic dobrego. Wstałam.
- Clary? -pokiwałam głową- Alexander Wayland, jestem szefem Maksymiliana.
- Co z nim?
- Obudził się, ale nie jest w dobrym stanie.
- Mogę go..
- Nie. -przerwał mi- Maks prosił.. khem.. on nie chce Ciebie widzieć. Nie przychodź do niego. Nie dzwoń, odpuść sobie dziewczyno. Wydaje mi się, że podjął dobrą decyzje. -zmierzył mnie wzrokiem- Rzeczywiście, miał racje.. nie jesteś dla niego odpowiednia.
Prychnął i odszedł.
***
Wróciłam do domu Maksa, powiedziałam Sebastianowi, że możemy już sobie iść. Wzięłam swoje rzeczy i wróciłam do domu. Sebastian wydzwaniał do mnie, więc wyłączyłam telefon. Fakt, byłam zapłakana, kiedy weszłam do domu chłopaka, który pomagół mi.. Sebastianowi, ale nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Po prostu w jednej chwili zamknęłam się w sobie.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Kiedy się rozłączyła, od razu zawróciłem kierując się w stronę mieszkania jej brata. Na szczęście byliśmy "stosownie" ubrani, mieliśmy broń. Droga tam zajęła nam niemal kilkadziesiąt sekund, dzięki temu, że jechaliśmy na sygnale. Jednak trochę przed dojechaniem na miejsce je wyłączyliśmy, aby nie wzbudzać u tych facetów podejrzeń.
- Denerwujesz mnie... - stwierdził nagle.
- Dlaczego? - spytałem.
- Czemu jej pomagasz? I tak masz już kłopoty, po co ci kolejna mafia na głowie? - nie odpowiedziałem. Nie znałem odpowiedzi... pomagam jej bo... mnie o to poprosiła. - Powiem ci, zakochałeś się.
Rzuciłem mu jedynie szybkie spojrzenie. Właściwie to są dwie opcje. Pierwsza, jestem debilem, który nie potrafi jej odmówić, albo rzeczywiście się zakochałem. Albo jedno i drugie... Dojechaliśmy na miejsce, skierowaliśmy się na schody pożarowe, które prowadziły do tylnego wyjścia każdego z mieszkań. Nie byłoby zbyt bezpiecznie wejść głównym wejściem. Cicho weszliśmy do mieszkania, jednak oni okazali się sprytniejsi niż my i szybko skapnęli się, że tu jesteśmy. Najstarszy mężczyzna chwycił dziewczynę za ramię i przyłożył lufę do jej głowy.
- Puść ją! - warknąłem, cały czas w niego mierząc.
- Po co te nerwy? Można na spokojnie. - uśmiechnął się.
Słowo daję, ledwo powstrzymywałem się, aby nie sprzedać mu kilka kulek w ten jego pusty łeb. Chciał znów coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili drzwi zostały wyłamane a do środka wparowali inni antyterroryści, nim zdążyłem znów spojrzeć w stronę Clary, mężczyźni po bokach starszego zaczęli strzelać, dostałem kilka kulek w klatkę piersiową, nim opadłem na ziemię oddałem jeszcze strzał, prosto w środek głowy tego sukinsyna. Matt z Lucasem zakuli pozostałych dwóch, jak osunąłem się na ziemię. Podbiegła do mnie Clary i Matt, chłopak rozdarł część mojego munduru, w którym było kilka dziur od kuli.
- Kurwa. - mruknął pod nosem a mi coraz trudniej było złapać oddech.
Przymusiłem się, aby otworzyć szerzej oczy, ból paraliżował mnie całego, nie mogłem ruszyć nogą, ani nic.
- Ale... nie musicie się już o nich martwić. - wydukałem łapiąc Clary za rękę, oddając bardzo płytki oddech.
- N-nie tak wyobrażałem sobie swoją śmierć. - powiedziałem ledwo kruchym tonem. 
- Nie umrzesz! - powiedział podniesionym głosem chłopak. 
- Ch-choć dobrze, że nie umieram w jakiejś piwnicy sam ze szczurami. - dodałem choć pewnie ledwo mnie zrozumieli. 
Czułem, że zbliża się koniec... później będzie już tylko ciemność, ból zniknie ale nie będzie już nic.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Spakowałam kilka ubrań i niezbędnych rzeczy. Zadzwoniłam też do rodziców, poinformować ich, że Jace zostanie u nich dłużej, bo muszę pojechać na ważne szkolenie do innego miasta.
Po kilku minutach byłam pod domem Sebastiana, miałam zapasowe klucze, więc bez problemu mogłam wejść do środka.  Pokierowałam się do jego sypialni, gdy nagle wyszedł stamtąd wysoki mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.
- Szefie, mamy gościa. -powiedział chrapliwym tonem.
Z salonu wyszli kolejni dwaj mężczyźni.
- Witaj, Clarisso. -usłyszałam donośny głos za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam kolejnego człowieka, dużo starszego niż pozostali. Zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Powiedz nam, skarbie, gdzie się podziewa Twój brat.
Czyli to byli Ci goście z mafii. Westchnęłan cicho. Najważniejsze to zachować zimną krew, muszę zadzwonić do Maksa. Postanowiłam udawać, że nie widzę najmniejszego zagrożenia z ich strony. Niby obcy faceci, znający moją tożsamość, będący w domu mojego brata pod jego nieobecność, to codzienność.
- Zaraz do niego zadzwonię i spytam.
Powiedziałam i sięgnęłam do kieszeni po telefon. Mężczyzna, który wyszedł z sypialni odruchowo złapał za pistolet, przy pasie. Przełknęłam ślinę. Zimna krew, powtarzałam sobie.
- Jakiś problem? -spytałam i zmrużyłam oczy.
- Dla Ciebie, tak. Chyba, że się pospieszysz. -odpowiedział po czym wyjął pistolet i zaczął się nim bawić.
Spojrzałam na telefon. Odblokowalam go i pospiesznie wybrałam numer do Maksa. Oby odebrał.
- Clary? -usłyszałam zaniepokojony głos Maksa.
- Cześć braciszku. -powiedziałam siląc się na spokojny ton- No jestem u Ciebie w domu, są też jacyś mężczyźni, którzy chcą wiedzieć gdzie jesteś. Możesz mi powiedzieć, chętnie im przekażę.
Cisza..
- Tak, oczywiście. Powiedz, że zaraz się zjawię. -zrozumiał-ucieszyłam się w duchu- Clary.. w porządku? -spytał niepewnie.
- Tak. Dobra, to czekamy na Ciebie, zrobić Ci kawy, herbaty?
- Nie dzięki. Zaraz będę.
- Super, buziaki. -pożegnałam się i rozłączyłam.
Starszy mężczyzna, zapewne ich szef, patrzył na mnie podejrzanie. Czyżby, wiedział, że kłamię.
- Napijecie się czegoś? -odwróciłam się i poszłam do kuchni.
Oby uznali mnie za mało inteligentną.. Otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej 5 szklanek. Nagle usłyszałam za sobą kroki, odwróciłam się, ale nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ktoś przyłożył mi do ust mokrą szmatkę. Poczułam lekki ból głowy i osunęłam się na ziemię, nieprzytomna.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Jasne. - skinąłem głową. W tej samej chwili zadzwonił mój telefon. Potrzebowali mnie w pracy. - Muszę pojechać do pracy, podrzucę cię może? - zaproponowałem.
- Ok. - odparła.
- To pójdę się przebrać.
W sypialni założyłem swój mundur, wsiedliśmy z Clary do auta. Pierw odwiozłem ją do jej domu, tak jak mówiłem.
- Tylko... - powiedziałem nim wysiadła. - Uważaj i jakby coś, dzwoń od razu. - poprosiłem.
- Dobrze. - uniosła lekko lewy kącik ust.
Kiedy zniknęła za drzwiami, ruszyłem pod wskazany adres przez Matta. [...] Sytuacja była dość trudna, jednak udało nam się ocalić zakładnika, trzeba było jednak zabić terrorystę. Byłem już po tym wolny, wyciągnąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Clary, ostatnim razem nie odebrała i zacząłem się trochę martwić. Ponownie nie odebrała, zadzwoniłem więc do Sebastiana.
- Jest Clary w domu? - spytałem od razu.
- Nie ma jej odkąd wyszliście. - odparł.
Nic nie powiedziałem, tylko się rozłączyłem. Spojrzałem na samochód i zacząłem myśleć. A co, jeśli złapali ją ci z mafii?
- Matt. - zawołałem chłopaka, nim wsiadł do swojego samochodu. Podszedł do mnie. - Potrzebuję twojej pomocy. - westchnąłem.
- Ooo, coś nowego. - zaśmiał się pod nosem. - O co chodzi?
- Clary... musimy ją namierzyć, nie odbiera a... - westchnąłem. - Opowiem ci po drodze. - dodałem.
Wsiedliśmy do mojego auta i ruszyliśmy, po drodze opowiedziałem mu całą sytuację z Sebastianem i mafią.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Owszem, a Ty? -odkroiłam kawałek naleśnika i nakułm go na widelec.
- Równierz. -polał swoje naleśniki sosem i  zaczął jeść.
Poszłam w jego ślady, wzięłam kawałek, trzymany na widelcu i zjadłam. Było przepyszne.
- Kto Cię nauczył to robić? -spytałam i wskazałam brodą na naleśniki.
- Zawsze lubiłem bawić się z Em w kuchni, kiedy mamy nie było. Często ekseprymentowaliśmy i zazwyczaj nam nieźle wychodziło.
Maks zaczął opowiadać o swoich kuchennych przygodach w dzieciństwie, a ja słuchałam delektując się smakiem śniadania, które przygotował.
Po skończonym posiłku, pomogłam chłopakowi posprzątać.
- Skoro mamy zostać tu na dłuższy czas, mogłabym pójść do domu po swoje rzeczy, i do domu Sebastiana po jego ubrania itp. -spytałam, gdy siedzieliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy jakiś poranny program.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Jak długo mamy u ciebie zostać? - spytał Sebastian.
- Najlepiej do wyjaśnienia sprawy, ale nie mogę was trzymać na siłę. - odparłem. - Głodni? - spytałem.
- Już jadłem. - odparł i wrócił do pokoju, w którym spał. Przeniosłem wzrok na Clary.
- Jasne. - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem gest i udałem się do kuchni, podążyła za mną.
- Wolałabyś kanapki, jajecznicę... czy co? - spytałem zaglądając do lodówki.
- Zdam się na ciebie. - oparła się o blat kuchenny.
- Okej. - uśmiechnąłem się pod nosem.
Wyciągnąłem wszystkie potrzebne rzeczy, postanowiłem przygotować mini naleśniki. Nałożyłem kilka sobie i jej na talerz, po czym do szklanek nalałem soku pomarańczowego. Podałem dziewczynie talerz i usiadłem na przeciw niej przy wyspie.
- Wyspałaś się? - spytałem i wziąłem łyk soku.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Leżałam wtulona do chłopaka i przyglądałam się jego pracy. Po pewnym czasie nie zadawałam już sobie trudu z czytaniem tego co wyświetlało się na ekranie, tylko poddałam się zmęczeniu. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
***
Kiedy się obudziłam leżałam sama w łóżku Maksa. Usiadłam i rozciągnęłam ręce. Słyszałam z łazienki dźwięk puszczanej wody, zapewne któryś z chłopaków bierze kąpiel. Szybko wstałam i wyszłam z sypialni Maksa, kierując się w stronę przedpokoju. Na pewno wisiało tam lustro, a ja nie chciałam, żeby któryś z obecnych tu osobników płci przeciwnej widział mnie w takim stanie. Zaspaną, z roczochranymi włosami.. Nagle zza rogu wyszedł Sebastian. Podskoczyłam zaskoczona.
- No proszę, już się obudziła moja siostrzyczka. I jak tam? Przynajmniej dobry jest w łóżku, ten.. ten.
- O czym Ty mówisz? -spytałam, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- O Twoim chłopaku. Spaliście ze sobą.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
- Po pierwsze, on nie jest moim chłopakiem. Po drugie spaliśmy tylko razem w łóżku, a po trzecie,nawet jeżeli coś między nami by było, miałbyś z tym jakiś problem?
Brat spojrzał na mnie, był zły, ale nie rozumiałam w czym tkwi problem.
- Maks pomaga nam.. Tobie, siedzi po nocach, żeby znaleźć tych gości, wpuścił Cię do własnego mieszkania i pozwolił tu przenocować, a Ty.. jak się mu odwdzięczasz? Masz pretensje ze z nim spałam..
- Jesteś moja młodszą siostrą. To oczywiste, że się o Ciebie martwię..
- Ciesze się, że się o mnie troszczysz, ale nie jestem już małą dziewczynką. Daje sobie radę, a to z kim sypiam to wyłącznie moja sprawa. No i tego, z którym sypiam. No i..
- Dobrze -przerwał mi- rozumiem. Przepraszam, że się tak zachowałem.. ale ja też się denerwuję tą całą sytuacją. Staram się zachować zimną krew, ale mi nie wychodzi.. -przerwał, bo do pomieszczenia wszedł Maks.
Miał na sobie jedynie ciemne jeansy i białe skarpetki. A mi zaparło dech na widok jego nagiego, umięśnionego torsu.
Maks? ;3 xd

Od Maksa c.d Clary

Byłem w swojej sypialni, leżałem na łóżku a na komputerze, w systemie policyjnym próbowałem zebrać informacje na temat owej mafii. Miałem na sobie czarne dresy i t-shirt. Kiedy znalazłem coś ciekawego,  drukowałem. Znalazłem kilku członków, miałem gotowe już ich karty jednak to dopiero początek, kropla w morzu. Nagle ktoś zapukał do drzwi, psy leżące na łóżku cicho warknęły, jednak kiedy zobaczyły Clary przestały.
- Coś się stało? - spytałem.
W pokoju było zgaszone światło, paliła się jedynie niewielka lampka przy łóżku przez co słabo ją widziałem.
- Ja... - jęknęła cicho.
- Chodź tu. - poklepałem miejsce obok siebie.
Tak też zrobiła, usiadła obok mnie. Spojrzałem na nią.
- Nie mogę zasnąć. - wyznała w końcu.
- A co tam? Sebastian chrapie? - spytałem i uniosłem lekko lewy kącik ust, odwzajemniła gest.
- Nie... boje się trochę. - przyznała.
Ująłem lekko jej dłoń.
-Wszystko będzie dobrze. - stwierdziłem.
Kiedy spojrzała mi w oczy i pokiwała głową przuciągnąłem ją do siebie, przytuliła się do mnie, opierając głowę na moim torsie. Przytuliłem ją.
-Co robisz? - spytała.
- Szukam ludzi z tej mafii. Mam już kilku. - odparłem.
Zabrałem jedną dłoń i teraz tylko ją obejmowałem,  musiałem mieć jedną wolną aby móc pisać.

Clary?

Od Clary c.d Maks

A więc to był jego siostrzeniec.. odetchnęłam. Nagle podeszła do mnie siostra Maksa.
- Cześć jestem Emily, a Ty to..
- Clary. A to Sebastian, mój brat. -obie spojrzałyśmy na chłopaka, a ten uśmiechał się promiennie do dziewczyny, jakby wcale właśnie nie ukrywał się przed mafią.
Emily odezajemniła gest i znów spojrzała na mnie.
- Jesteś nową dziewczyną Maksa?
Spojrzałam na nią w osłupieniu.
- Och, na prawdę zazdroszczę Ci takiego chłopaka. Maks jest wspaniały, kochany, troskliwy i chce wszystkim pomagać, nie to co mój mąż.. czemu ja z nim w ogóle jestem. -zaśmiała się.
- Nie może być, aż tak źle skoro za niego wyszłaś. Każdy ma minusy, ale nawet u najgorszych ludzi doszukamy się plusów. -wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się.
- Lubie Cię.. No dobra chłopcy, Olivier idziemy.
Chłopiec pożegnał się z Maksem i pobiegł do Emily.
- Zadzwonie później, pa.
- Cześć. -chłopak pomachał siostrzeńcowi i zamknął drzwi za nimi.
***
Sebastian już dawno zasnął, a ja wciąż nie mogłam. Wymknęłam się z pokoju gościnnego i poszłam pod pokój Maksa. Zpukałam.
Maks?

Od Clary c.d Maks

Matt zaprosił Elizabeth na spacer, więc siedziałam w domu sama z Jacem, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam z psiakiem na rękach i otworzyłam.
- Hej, sis. -do środka wszedł Sebastian.
Położył dłoń na moje włosy i poczochrał je.
- Witaj, najukochańszy bracie. -powiedziałam i zacisnęłam wargi w cienką kreskę- Co Cię do mnie sprowadza? -spytałam i usiadłam na kanapę, odstawiając Jace'a na dywan.
- Sprowadza? To już nie można tak po prostu młodszej siostry odwiedzić? -powiedział i zaczął się śmiać.. nerwowo.
- Można, ale Ty zazwyczaj przychodzisz w jakiejś sprawie.. potrzebie.
- Nie, skąd. -zaczął zaprzecać, ale posłałam mu znudzone spojrzenie- Dobra. Masz racje. -westchnął głęboko i oparł się o oparcie krzesła, na które wcześniej usiadł.
- Nooo, to o co chodzi?
- Jestem winien koledze pieniądze..
- Jeny, mów normalnie. Ile potrzebujesz?
- 80 tysięcy.
- Ile?! -spytałam zdumiona.
- 80 000.
- Sebastian, skąd Ty.. na co Ci było tyle pieniędzy?
- Nie ważne. -schował twarz w dłonie.
Westchnęłam.
- Okay, nie ważne.. a ten kolega, nie może trochę poczekać?
- Problem w tym, że.. to szef jakiegoś gangu mafijnego.
- Co?! -złapałam się za głowę i aż wstałam z siedzenia.
W tym momencie ktoś znów zapukał do drzwi. Wróciłam do przedpokoju i otworzyłam drzwi.
***
Wzięłam kluczyki od Maksa i pokiwałam głową. Chłopak podał mi adres swojego mieszkania. Spojrzałam na niego, podeszłam bliżej i przytuliłam go, powstrzymując łzy, które od jakiegoś czasu zbierały mi się w oczach.
- Nie wiem, jak Ci się odwdzięczyć.. dziękuję.
Schowałam twarz w jego ramię, ale on nie odwzajemnił gestu, tylko westchnął głęboko i powiedział:
- Na prawdę muszę już iść. Jedźcie prosto do mojego mieszkania. -odsunął się ode mnie.
Zrobiło mi się głupio, przetarłam oczy.
- Powodzenia.  -powiedziałam tylko i wyszłam szybko z pomieszczenia.
Po chwili obok mnie zjawił się Veren.
***
Siedzieliśmy z Sebastianem w salonie Maksa już od godziny. Brat był o dziwo nadzwyczaj spokojny, za to ja nie mogłam wytrzymać na miejscu. wstałam w końcu i poszłam przejść się po mieszkaniu. Na ścianach mieszkania wisiało wiele zdjęć. Maks na motorze, trzyma spory puchar, z kolegami i nad morzem z parą starszych ludzi, na boisku do piłki nożnej z drużyną. Idąc dalej do sypialni, wisiały zdjęcia szczeniaków, zapewne jego psy. Próbowałam rozpoznać Verena, ale nie bardzo mi to szło. Zobaczyłam też zdjęcia małego Maksa z mamą, z ojcem i chłopcem nieco niższym od niego (zapewne jego bratem). Ostatnim zdjęciem jakie widziałam, stało na biurku. Przedstawiało Maksa z chłopczykiem na ramionach. Oboje śmiali się z czegoś. Chłopiec miał taki sam uśmiech jak Maks i jego nos. Jednak chłopiec miał trochę jaśniejsze włosy. czyżby to był jego.. syn.
Maks? kkk

Od Maksa c.d Clary

Pobiegłem się przebrać, tak jak inni z oddziału.
Podobny obraz
Tak jak powiedziałem, w 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Negocjator był już na miejscu, rozmawiał z terrorystą. Podszedłem do niego, wyciszył go na chwile.
- Jeden? - spytałem.
- Tak, 6 piętro. Grozi że ją zabije i wysadzi cały hotel, w środku nadal są ludzie, nadal ich ewakuujemy.
- Okej, czego chce?
- Tego jeszcze nie wiem. - odparł.
Pokiwałem głową i poklepałem go po ramieniu, spojrzałem na ekran, na którym było widać cały pokój w którym się znajdował. Kobieta siedziała na łóżku, ten trzymał przy jej głowie pistolet, a w drugiej ręce miał bombę. Przejechałem dłońmi po twarzy, w tym samym momencie rozległ się dźwięk rozbijanego szkła, a kilka sekund po tym na masce policyjnego auta znalazła się sprzątaczka.
- Kurwa... - mruknąłem pod nosem.
- O co chodzi? - spytał zdumiony.
- Nie wiem. - westchnąłem. - Osłaniajcie mnie. - powiedziałem do chłopaków, skierowali bronie w stronę okna, z którego wyleciała kobieta.
Ostrożnie podszedłem do niej, na początku sprawdziłem puls, nie żyła. Co się dziwić... spadła z 6 piętra... wokół pasa miała przewiązany telefon taśmą, który właśnie  w tej chwili zaczął dzwonić. Odkleiłem go i odebrałem.
- Macie 10 minut, inaczej rozwalę jej łeb. - powiedział.
- Mm, jak miło. Czemu na ten dzwonisz?
- Wszystkie inne są na podsłuchu.
- Czego chcesz?
- 10 minut, rozumiesz, dupku? - po tych słowach, rozłączył się.
Przeklnąłem pod nosem i wróciłem do reszty.
- Czego chce? - spytali.
- Chuj wie, powiedział że mamy tylko 10 minut, inaczej rozwali jej łeb. - skrzyżowałem ręce na piersi i zastanowiłem się chwilę. - Dobra, nie ma co zwlekać, nie podał żądań... trzymamy się jak najdalej od wszelkich wind, dzielimy się na dwie grupy. Jedna idzie od wschodniej części budynku, druga od zachodniej, spotykamy się w tym samym miejscu. Badamy sytuację na monitorze, Lucas, zagaduj go ale nie tak, żeby było podejrzanie. Dwaj snajperzy do budynków na przeciwko. Później zobaczymy. - wyjaśniłem.
Założyłem kask, chwyciłem i przeładowałem broń, weszliśmy do budynku, który był już pusty i tak jak mówiłem, rozdzieliliśmy się. Droga na 6 piętro, zajęła nam z dwie minuty, dotarliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Wyciągnąłem monitor, wyglądało na to, że facet nic nie podejrzewał. Stał z nią przy oknie.
- Wchodzimy, tylko po cichu. - szepnąłem, wszyscy skinęli głowami.
Chwyciłem klamkę, powoli, bardzo powoli otworzyłem drzwi i po kolei weszliśmy do środka, gwałtownie się odwrócił celując bronią w nas, później ponownie przyłożył spust do głowy dziewczyny.
- Opuśćcie broń albo ją rozwalę! - groził.
- To ja odebrałem telefon. - powiedziałem.
- Idźcie stąd, to sprawa oczywista! Ale już! - patrzał raz na mnie, raz na chłopaków.
- Zastrzelcie go... - powiedziała łamiącym się głosem kobieta.
- Zamknij się! - wydarł się na nią, zakrywając jej usta dłonią. - Uspokój się. - dodał. - Przestraszyliście ją. - ponownie spojrzał na nas. - Wszystko jest pod kontrolą, nie pogarszajcie sytuacji.
- Już jest gorsza. - odparłem cały czas w niego celując. - Wyglądasz na rozsądnego faceta. - stwierdziłem.
- Bo nim jestem! - odparł. - Nic jej nie grozi, odejdźcie bo będzie źle. Rozumiecie?! - krzyknął.
- Nie możemy odejść. - odparłem spokojnie, a spokój, w takich sytuacjach był najważniejszy. Trzeba było zachować zimną krew.
- Liczę do trzech! - zarządził. - Raz... - zaczął odliczać.
- Skarbie nie ruszaj się. - powiedziałem do dziewczyny.
Zmrużyłem delikatnie oczy, pociągnąłem za spust i trafiłem mu idealnie w ramię, w jednej chwili powaliliśmy go na ziemię, zakuwając w kajdanki.
- Zajmij się nią. - powiedziałem do Eliota.
Zabraliśmy faceta na dół, wsadziliśmy w samochód i właściwie byliśmy już wolni. Dochodziła 16, więc pracę już skończyłem. Zamiast jechać pierw do siedziby przebrać się, pojechałem do domu. Tam też mogłem to zrobić, a wolałem być już tam. Pożegnałem się z wszystkimi, wsiadłem w samochód i pojechałem pod mieszkanie. Wszedłem do środka, obaj siedzieli przy stole, rozmawiali. Clary słysząc otwieranie się drzwi od razu wstała i podeszła do mnie.
- Krew... - spojrzała mi na dłonie.
- Nie moja. - mruknąłem. - Usiądź. - poprosiłem.
Usiadłem kolo nich, westchnąłem pod nosem. Nawet się jeszcze nie przebrałem, ściągnąłem Tylko kask i kominiarkę.
- No więc tak... ile tej kasy? -spojrzałem na brata dziewczyny, bo to jego głównie dotuczyło. 
- No... 80 tysięcy. - położył dłoń na karku.
Oparłem głowę o rękę i zacząłem się zastanawiać.
- Zrobiłeś porządek z telefonem?
-Tak. - odparł. 
- Zrobimy tak... zostaniecie tu na noc, około północy pojedziemy w miejsce, gdzie się z nim pierwszy raz widziałeś, spróbujemy chociaż ich namierzyć. Później zobaczymy...
- Zobaczymy? Tutaj trzeba działać! - podniósł lekko głos. 
-Wierz mi, Wiem jak działa mafia. Pośpiech w takich sytuacjach nie powinien mieć miejsca. -odpowiedziałem bez żadnych emocji.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Westchnąłem i podszedłem do nich. Zobaczyłem w nich siostrę i Oliwiera.
- To żeś sobie porę wybrała... - mruknąłem. 
Wpuściłem ich do środka. Oli od razu pobiegł do psów, które jak zwykle niezwykle ucieszyły się jego wizytą.
- Zaopiekujesz się nim? - spytała. - Oo, masz gości. - minęła mnie i weszła głębiej do salonu. - Cześć. - uśmiechnęła się do nich. 
- Cześć. -odparł chłopak z uśmiechem. 
- To jak, może zostać? - znów spojrzała na mnie.
- Wiesz, że zawsze chętnie ale Nie dzisiaj. Nie mogę...
- Zmajstrowałeś to teraz się opiekuj. - powiedział rozbawiony Sebastian. - Czemu się rozstaliście? A może nie byliście w ogóle razem? Ooo a może nadal jesteście? 
Emily zaśmiała się i pokręciła głową. 
- Wierz mi, zawsze chciałam żeby był moim mężem. Ale to mój młodszy braciszek, prawda braciszku? - poklepała mnie po policzku.
- Przestań.- westchnąlem i chwyciłem ją lekko za nadgarstek. - Dzisiaj nie mogę, przywieź go kiedy indziej.
- Dobra... przełożę spotkanie na inny termin. Coś się stało? - spytała. 
- Nic Em. 
Podszedłem do Oliwiera. 
-Siema młody. - uśmiechnąłem się, kucając przy nim. 
- cześć. - odwzajemnił gest. 
Zaczęliśmy chwile rozmawiać. 

Clary? 

Od Moniki do Hangagog'a

Powoli przekręciłam klucz w zamku, wchodząc do swojego mieszkania. U samego progu przywitał mnie Diego, wesoło merdając ogonem. Podrapałam zwierzaka za uchem, po czym powiesiłam kurtkę na wieszaku, a pistolet, wraz z odznaką położyłam na blacie komody. Przeszłam do kuchni, gdzie przygotowałam jedzenie dla psa, a sama wyciągnęłam z lodówki gotowe kanapki, które przyrządziłam dzisiejszego poranka. Po skończonym posiłku poszłam zapakować do torby sportowy strój i wszystko to, co może mi być potrzebne. Miałam już wychodzić z domu, kiedy otrzymałam wiadomość; Dzisiejsze walki odwołane, za to masz załatwiony trening w jednym z lepszych klubów bokserskich. Adres zaraz ci prześlę. Wzruszyłam tylko ramionami i udałam się pod wskazane miejsce. (...) Rakish, gdyż tak nazywa się mój szef - zawsze dba o kondycję i sprawność swoich zawodników, rzecz jasna, tych najlepszych. Bo jaki sens pchać pieniądze, w coś, co nie ma przyszłości? W coś, co już na samym początku jest spisane na straty. To jest zasada eliminacji, tu mają rację bytu tylko ci wytrwali i silni, niczym stal. Kiedy weszłam do budynku, rozejrzałam się uważnie naokoło. Byłam tu pierwszy raz. W recepcji podałam swoje imię i nazwisko. O dziwo - okazało się, że miałam wykupiony karnet na całkiem długi okres czasu. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Równie dobrze szkolę się, kiedy muszę walczyć z lepiej doświadczonymi od siebie. Wtedy stawka jest o wiele większa, więc nie mogę sobie pozwolić na najdrobniejszy, choćby błąd. A te treningi? No cóż, może coś dadzą, a może nie. Po rozgrzewce i zapoznaniu się z zadami, jakie tu panują przydzielili mi zawodnika. A był nim wysoki mężczyzna, niemalże cały pokryty różnorakimi tatuażami. Zmierzyłam go wzrokiem, oceniając jego możliwości, a także słabe strony...

(Hangagog?)

Od Maksa c.d Clary

Zjechałem na dół windą, wyszedłem na Zewnątrz udając się na parking, na którym stał mój samochód. Pojechałem do domu, musiałem zabrać psy na spacer. Poszliśmy do parku, po około godzinie wróciliśmy do domu. Poszedłem pod prysznic, wyszczotkowałem zęby, ubrałem się i ogarnąłem fryzurę. Zaburczało mi w brzuchu, udałem się więc do kuchni aby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie byłbym sobą,  gdybym pierw nie nakarmił psów. Wyciągnąłem z szafki ich ulubioną mokrą karmę o smaku królika z żurawiną. Każdy dostał po jednej 400 gramowej puszcze - jak codziennie. Postawiłem miski na płytkach, zaczęły jeść. Ok, teraz czas na mnie. Przygotowałem sobie kanapkę z sałatą, ogórkiem i kawałkami kurczaka. Zjadłem ze smakiem, popiłem to sokiem pomarańczowym. Miałem jeszcze trochę czasu, tak więc postanowiłem trochę posprzątać. Odkurzyłem, wytarłem kurze itp. Kiedy skończyłem, dochodziła godzina 12, na 12:30 miałem być w pracy. Schowałam telefon do kieszeni, z uwagi na nieco słabą baterię, bo tylko 51%, zabrałem ładowarkę i wyszedłem z domu. Windą Zjechałem na parking podziemny, gdzie znajdował się mój samochod.
Zaparkowałem przed naszą siedzibą, w środku było już dość dużo ludzi, poszedłem prosto do swojego biura. [...] Dochodził juz wieczór, wypelniałem raport z ostatniego wyjazdu. Nagle usłyszałem czyjś głos.
- Maks? - podniosłem głowę, w progu zobaczyłem Aleca. - Masz gościa. - dodał i zniknął a zamiast niego pojawiła się Clary.
Lekko zdziwiony wstałem i podszedłem do niej.
-Co tu robisz? -spytałem. - Co się stało? - widziałem, że jest jakaś przestraszona.
- Mój brat... on... pożyczył od jakiejś mafii pieniądze... dzisiaj przyszedł do mnie na kolację. No i przyszedł ten facet, od którego wziął te pieniądze. Chciał, żeby mu je oddał, ale on nie ma. Zaczął grozić mi, jemu i całej naszej rodzinie. Miał broń... - wydukała. - Proszę, pomóż mi... nam. -spojrzała mi głęboko w oczy.
Tak bardzo w tej chwili chciałem odmówić, ale nie zrobiłem tego.
- Dobrze, spokojnie. - położyłem dłonie na jej ramionach. - Spróbuję pomóc. - przerwał mi głos z krótkofalówki.
- Potrzebne wsparcie na brookstreet 7. Prawdopodobnie 2 zakładników, facet grozi że wysadzi cały budynek. - powiedział operator.
- Będziemy za 10 minut. - odparłem. - Teraz, wróć do domu. Ale... - westchnąłem. Oderóciłem się w stronę psów. Zawałem Verena, kucnąłem przy nim.
- Słuchaj przyjacielu. - pogłaskałem go. - Pójdziesz teraz z Clary. - wskazałem na dziewczynę. - Musisz jej pilnować, chronić i słuchać się jej. Okej? - szczeknął w odpowiedzi. - Przyjdę po ciebie później. - dodałem a on polizał mnie po twarzy. Wstałem. - Niech twój brat zniszczy kartę w telefonie i go wyłączy. No i na razie idźcie do mnie. - podniosłem z biurka kluczyki i podałem je jej. No tak... przecież ona u mnie nie była jeszcze. - Dzielnica I mieszkanie 12. Za godzinę, dwie będę. -dodałem.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Obudziłam się, przetarłam oczy i uświdomiłam sobie, że spałam przytulona do Maks'a. Od razu odsunęłam się od niego, usiadłam i spojrzałam na chłopaka. Patrzał na mnie.. byłam ciekawa od jak dawna.
- Przepraszam, jaa..
- Nie szkodzi. -zapewnił chłopak i uśmiechnął się.
Westchnęłam i przeczesałam włosy. Eliz i Matt wciąż spali.
- Zrobię śniadanie. -powiedziałam i zaczęłam zbierać ze stolika puste szklanki oraz pudełka po jedzeniu. Wszystko co uniosłam za pierwszym razem, zaniosłam do kuchni. Naczynia włożyłam do zmywarki, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Maks też przyszedł do kuchni. Oparł się o blat i spojrzał na mnie.
- Dzięki za wczorajszy wieczór.. i bardzo mi miło, że nas zaprosiłaś, ale ja muszę już się zbierać.. praca czeka.
- Dobrze. -westchnęłam cicho- Ja też dziękuję. -uśmiechnęłam się, ale nie odwzajemnił gestu, tylko ruszył na przedpokój.
Spojrzałam na kanapę, na której spali Elizabeth i Matthew.
- Bierzesz go ze sobą? -kiwnęłam głową w stronę Matta.
Maks również na nich spojrzał, i uśmiechnął się smutno.
- Nie, tą sprawą sam muszę się zająć.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- To do zobaczenia.
- Cześć. -odpowiedział tylko i wyszedł.
Zamknęłam drzwi. Wróciłam do salonu posprzątać resztę ze stołu. Po czym zabrałam się za przygotowanie posiłku.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Zaraz się skończy i się zbieramy, nie? - szepnął nagle Matt.
Spojrzałem na niego i skinąłem głową. Z każdą chwilą coraz trudniej było patrzeć na film, byłem strasznie zmęczony. W pewnym momencie podobnie jak Clary odpłynąłem.
Obudziłem się rano, wszyscy nadal spali. Zerknąłem na Clary, spała wtulona we mnie. Nie chciałem jej budzić, dlatego też ostrożnie wyciągnąłem telefon z kieszeni. Dochodziła godzina 9. Ziewnąłem i wolną ręką przetarłem oczy i przeczesałem włosy. Telewizor nadal grał, film włączył się od nowa, pewnie kilka razy przez całą noc. Odchyliłem głowę do tyłu. Kurcze... muszę w końcu coś zrobić, żeby odzyskać te pieprzone papiery... mam kilka koncepcji, gdzie mogą być ich kryjówki, muszę tylko pojeździć i zobaczyć, oczywiście dyskretnie. Nagle Clary się poruszyła, podniosłem głowę i otworzyłem oczy.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Wybrałyśmy film Szybcy i wściekli 6, nie jest to jeden z moich ulubionych filmów, ale razem z Eliz, postanowiłyśmy nie zanudzać chłopaków romantycznymi komediami..
Siedziałam z brzegu kanapy, podciągnęłam kolana do siebie i sięgnęłam po szklankę coli. wzięłam łyk i odstawiłam ją na miejsce, uważając, aby niczego nie zwalić. Kupując stolik do salonu, nie spodziewałam się, ze może przydać się większy, ledwo upchnęliśmy jedzenie i napoje na mebel, ale daliśmy rade. Oparłam się wygodnie o oparcie kanapy, a że Maks siedział obok mnie, lekko dotykałam go ramieniem. Matt zaczął mówić coś do Maksa, ale Eliz uciszyła go szybko mówiąc, że film już się zaczyna. Natychmiast zapadła cisza, i zaczęliśmy oglądać.
***
Ta część podobała mi się nawet, ale pod koniec odczułam zmęczenie po dzisiejszym dniu. Ukradkiem zerknęłam w stronę przyjaciółki, która siedziała przy drugim końcu sofy. Na pół leżała, siedziała przy koledze Maksa i opierała głowę o jego pierś, oddychała miarowo.. spała. Jeszcze bardziej zrobilam się śpiąca, więc po prostu oprłam głowę o ramie chłopaka i po chwili zasnęłam.
Maks?

Jane Brinley

Godność: Jane Brinley, jej przyjaciele mówią na nią mała lub misia
Wiek: 20 lat
Zawód: Zależy co się nawinie, czasem pomaga swojej przyjaciółce w salonie tatuaży, czasem u kolegi jako mechanik, gra na pianinie przed publicznością lub pracuję jako fotografka, nie ogranicza się do jednego zawodu.
Płeć: Kobieta
Orientacja: Hetero
Pochodzenie: Stany Zjednoczone, Nowy Jork
Mieszkanie: Dzielnica 1, mieszkanie nr 9
Głos: Honey
Motto: ,,Życie jest zbyt krótkie aby pić niedobrą herbatę, czytać złe książki i marnować czas na ludzi, dla których gów*no znaczymy"
Aparycja: Jane jest niezwykle niską i szczupłą dziewczyną, przez co ma niedowagę. Nie jest żadną anorektyczką, a wręcz przeciwnie, je więcej niż te spasione loszki. Mimo to jest dość zgrabną dziewczyną, a jej kształty ciała idealnie pasują do reszty postury, do której zaliczają się szczupłe nogi oraz ręce. Pierwsze co rzuca się w oczy to jej nietypowy kolor włosów. Od góry jest to bardzo jasny miętowy, który zbliżając się do końcówek jest coraz ciemniejszy, za to same końcówki są czarne. Ma parę blizn na lewym nadgarstku, bowiem kiedyś się cięła, za to na prawym znajduję się tatuaż. Jest to jeden z dwóch, bowiem posiada jeszcze trzy małe ptaki na karku. Ubiera się dość... nietypowo. Lubi za duże niezapinane swetry i bluzy oraz koszulki, często zasłaniające spodenki, które często nosi. Super stary, air maxy oraz trampki na koturnie to jej ulubione buty. Nie można zapomnieć jeszcze o bomberce i skórzanej kurtce, które są jej faworytkami.
Charakter: Cieszy się życiem i nie myśli o tym co będzie. Kocha adrenalinę, a gdy się nudzi zaczyna marudzić tak, że każdy ma jej dość. Wierzy w prawdziwą miłość, chodź sama jej nie poszukuje, już dość się nacierpiała. Nie zmienia zdania, nawet jeśli wie, że przegra. Nie poddaje się bez walki. Nie działa pochopnie, zawsze ma opracowany plan, który do tej pory nigdy jej nie zawiódł. Nie uważa się za lepszą od innych, a takich osób nienawidzi. Jest dość zapominalska, ale dzięki "przypominaczom" jeszcze nie zgubiła swojej głowy. Zazwyczaj jest obojętna i dość "chamska". Nie dopuszcza nikogo do siebie i bardzo trudno zdobyć jej zaufanie, jednak stara się być "dość miła". To emocjonalna osóbka. Często płacze, ze szczęścia, złości czy smutku i chodź nie robi tego publicznie tak właśnie jest. Odznacza się również inteligencją i sprytem, do tego potrafi dobrze wykorzystać te cechy.
Partner: Może kiedyś...
Rodzina: Nie chce znać
Pojazd: BMW
Zainteresowania: Jane uwielbia fotografię, robi zdjęcia ludziom, zwierzętom, krajobrazom czy nawet jedzeniu. We wszystkim widzi model, który wystarczy tylko nakierować. Jest to jej pasja, zresztą tak jak pisarstwo. Wiersze, opowiadania czy nawet piosenki. Kocha pisać, pracuję nad swoją własną książką, jednak nikt o tym nie wie. Póki nie skończy nie chce tego nikomu pokazywać. Co do piosenek... napisała już nie jedną oraz ma nagrane ich wykonanie, tylko, że jak w przypadku książki jak na razie nikomu nawet nic o tym nie wspomniała. Ma niezwykły głos, jednak boi się, że nie jest wystarczający. Nie zna swoich możliwości, a są one niezwykłe. Oprócz tego uwielbia tańczyć, jeździć na rolkach jak i tańczyć na rolkach. Sama stworzyła parę układów, które prawdopodobnie i tak nikomu nie pokażę. Uwielbia szkicować oraz grać w piłkę nożną. Od młodych lat chodziła na treningi i jest dość dobra, jednak od jakiegoś czasu w ogóle się tym nie zajmuje i wyszła z wprawy. Ostatnim takim większym jej zainteresowaniem jest jazda konna, ma dwa własne konie i lubi oddać się tej przyjemności.
Inne: ---
Kontakt: nati10139
Zwierzę: Lessie
Beethoven(Betowen)
Mentos

Choops(Czops)
Heja i Hass
Maxiu
Daemon(Dajmon)
Rika
Kasztanka
Layla(Lajla)

Nanami Takahashi

Godność: Nanami Takahashi
Wiek: 19 lat
Zawód: Weterynarz i Behawiorysta zwierząt
Płeć: Kobieta
Orientacja: Hetero
Pochodzenie: Japonia,Kioto
Mieszkanie: Dzielnica I numer mieszkania 3
Głos: Stereopony
Motto: Jeśli coś wydaje się głupie, ale działa to znaczy, że nie jest głupie
Aparycja: Nanami to niezbyt wysoka dziewczyna ma 167cm wzrostu.Nie powinna was interesować jej waga. Można powiedzieć,ze bliżej jej do niedowagi niż otyłości. Uprawia ona dożo sportu więc sylwetkę ma wysportowaną. Jej twarz ma delikatne rysy,oczy są duże i brązowe. Czarne długie proste włosy często spinane w jakiś ozdobny koczek lub po prostu rozpuszczone w totalnym nieładzie. Nanami zazwyczaj wydaje się być pogodną osobą stara się jak najwięcej uśmiechać.
Charakter: Nanami wydaje się być bezbronną miła i sympatyczną osobą. I w sumie jest w tym sporo prawdy,poza jedną Nana nie jest bezbronna. Zawsze musiała radzić sobie w życiu, jest zaradna i bardzo żywiołowa. Pomimo,że trenuje sztuki walki i czasem można byłoby pomyśleć,ze to typowa chłopczyca ma w sobie wdzięk i kobiecą delikatność. Można spostrzec,że ma w sobie nieco tajemniczości,gdyż więcej czasu spędza ze zwierzętami niż z ludzi i wyraźnie woli bardziej ich towarzystwo. Nie lubi być w centrum zainteresowania jest cicha i małomówna. Nigdy nie przejdzie obok cierpiącej istoty nie ważne czy to człowiek czy zwierzę. Emanuje od niej wręcz dobroć i szczera chęć niesienia pomocy. Nana wszystko robi bezinteresownie z ogromną dokładnością. Jest ambitna i sumienna. Ma ona ogromne serce i najchętniej ocaliłaby cały świat. Jest lojalna przyjaciółką. To,ze jest skryta nie oznacza,ze brak jej pewności siebie,zna ona swoje możliwości i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać ani się wykorzystywać. Ta dobra dziewczyna nie raz potrafi zaskoczyć. 
Partner: Nanami jest silną i niezależną kobietą,jednak powoli przerasta ją to co przynosi los. Samotnymi wieczorami wolałaby czasem poczuć bliskość jakiegoś mężczyzny i mieć w kimś wsparcie.
Rodzina: Nanami bardzo kochała swoich rodziców jednak gdy ojciec zmarł jej mama niedługo po tym popełniła samobójstwo. Dziewczynka w wieku 8 lat trafiła do sierocińca. Nie chce wracać do przeszłości i nie wspomina o zmarłych rodzicach.
Zainteresowania: Jazda konna,sztuki walki,muzyka, gra na gitarze elektrycznej i akustycznej oraz basie i pianinie jak i fortepianie. Siłownia i bieganie.
Inne: Nanami nie ma problemów raczej z nałogami. Wszystko z umiarem czasem zapali czasem się napije kiedy jest okazja. Dużo czasu poświęca swoim podopiecznym. Nanami pomimo tego,ze nie wygląda na taką osobę cierpi na depresje. To nie znaczy,ze jest przybita bo uśmiecha się cały czas prawie. Miewa chwilę słabości kilka razy chciała skończyć z życiem.
Kontakt: Syßir
Zwierzę: Hiroki
Mei
Bailey
Kazuo
Akina
Manabu
Taichi

Hangagog Jack Stephan Black

Stephen James GIF - Find & Share on GIPHY
Godność: Hangagog Jack Stephan Black 
Wiek: 26 lat 
Zawód: Bokser, tatuator 
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualny 
Pochodzenie: Wenecja, Włochy 
Mieszkanie: Dzielnica I mieszkanie 8
Głos: Kaen
Motto: Pojawiają się gołębie. A ty przecież polujesz na orły! 
Aparycja: Na co pierwsze zwracamy uwagę? Oczywiście, że tatuaże, Han jest niby pokryty wręcz wszędzie. Nie tylko przód co widać na zdjęciu jednak plecy chłopaka są tak samo pomalowane jak i klatka piersiowa oraz brzuch. Jego nogi także pokrywają tatuaże, jednak ich tak często nie odkrywa, nie mówiąc nic o dłoniach, które także są pokryte malowidłami. Hangagog sam stworzył wszystkie tatuaże i nosi je dumnie. Jego niebieskie jak niebo oczy współgrają z pełnymi ustami Jack’a . Ma on średniej długości brązowe włosy. Ma także kolczyk w lewej dziurce u nosa oraz dwa małe kuleczki także w lewym uchu. Chłopak często nosi na sobie naszyjniki zrobione z kamieni szlachetnych. Stephan rzadko nosi krótkie spodenki, chyba, że na treningi. Mierzy on 192 cm.
Charakter: Hangagogo. Jak by tu go określić jednym zdaniem…hmmm. To ciężkie pytanie jednak odpowiem na nie: Zimny i obojętny chamski dupek jakiego świat nie widział. Osz kur.wa… jak ja to pięknie skomentowałam. Ale cóż opiszmy go bardziej szczegółowo, przecież po jedynym zdaniu tak jak i po jednym spotkaniu nie można oceniacz danej osoby. O właśnie, Han nie ocenia po opinii innych ma ją w dupie jeśli dotyczy ona innych tak jak i jego. Przecież to tylko opinia zajebistych lub wkurwiających ludni. Nie należy się przejmować. Zresztą powiedzmy sobie szczerze Han rzadko czym się przejmuje. Interesuje go tylko zdanie matki, ojciec także go nie interesuje, to jego dawny świat, pierdolony alkoholik bojący swoje dzieci nie zasługuje na żadne miejsce w żadnym sercu, a w szczególności w czarnym twardym sercu Hangagoga.
Jack to uparty jak osioł człowiek, mimo iż nie ma racji i będzie o tym wiedział dalej będzie trwał w swoim. Nie będzie go interesowało to iż kogoś rani. Uparty to wręcz mało powiedziane. Hangagog idzie po trupach zresztą samo jego imię pochodzi od Boga Wisielców, czyżby to było jakieś przeznaczenie? Może. Jednak Han nie wierzy w przesądy, obyczaje i przeznaczenie. Jesteśmy kowalem własnego życia. Jeśli mu więc coś nie wychodzi jest bardzo zły na samego siebie. Czuje się wtedy okropnie i chodzi bardzo zły.
Hangagog jest bardzo agresywny, a w szczególności w trakcie sek.su. Nie przytula po nim chyba, że kocha tą osobę, nie zostaje na noc, chyba, że kocha. Ale teraz zastanówmy się czy on jest zdolny do miłości? No właśnie. Też tak myślę. Więc ani nie przytula ani nie zostaje. A jeśli już zostanie… to oznacza, że jest za bardzo leniwy by iść do pokoju i tam się wyspać lub wziąć samotnie prysznic. No ale wróćmy do jego agresji. Chłopak kiedyś trzymał wszystko w sobie, złość, szczęście, miłość, nienawiść i inne złe jak i dobre emocje. Pewnego dnia po prostu nie wytrzymał, wybuchł i od tego dnia stał się agresywny. Bierze co chce, kiedy chce i kogo chce. Nie obchodzi go zdanie innych. Jednak na początku znajomości woli poznać osobę by zobaczyć czy ta osoba jest godna tego by on – Hangagog Black mógł przebywać w jego obecności. No cóż jego duże ego nie pozwala mu na to.
Hangagog odzywa się bardzo często, a jego ton głosu często wyraża sarkazm, zresztą on sam żyje sarkazmem. Nadużywa go, wiele przeklina i sra wyżej niż dupę ma. Ale cóż on sam zdaje sobie z tego sprawę. Uwielbia to uczucie gdy ktoś podchodzi do niego z typowym zamiarem zgaszenia go, a ten jednym słowem niszczy jego plany.
Stephan jest zboczonym chłopcem. Owszem. Jest. Jednak nie na każdym kroku wymachuje swoim chuje.m krzycząc: „Która chce się na niego nadziać! Która się piepr.zy?! Chodźcie dziwki… do mnie!” To raczej nie ten typ, woli być chodź przez chwilę zainteresowany dziewczyną, którą chce przelecieć. Lubi mieć z płcią przeciwna temat do rozmowy, wie, że w seks.ie chodzi o to by jęczeć i krzyczeć swoje imiona, to jedyne słowa jakie są podczas kochania się jednak Han uwielbia rozmawiać przed stosunkiem. Taki już typ chłopaka. Nie zmienisz go.
Co do tego by zmieniać Hana… czy to możliwe? Otóż nie. Nie można go zmienić. Mężczyzna uważa ich powinno się być takim jakim się jest i jakim się lubi być. Dlatego nawet nie próbuj zmieniać, a co dopiero poskramiać tego o to chłopaka.
Otóż Hangagog co do swojej miłości zachowywał by się inaczej. Jego serce byłoby otwarte, łatwe do zranienia. No właśnie, łatwo byłoby go zranić. Dlatego chłopak boi się miłości i nie chce się zakochiwać dlatego często unika dłuższego kontaktu z dziewczynami.
Partner: Brak 
Rodzina: Iwona Black - matka 
Han Black - ojciec (nie żyje)
Niala Black - siostra (nie żyje)
Christian Salvadore - brat (cioteczny/kuzyn)
Katfrin Salvadore - siostra (cioteczna/kuzynka)
Pojazd: Honda, audi
Zainteresowania: Hangagog uwielbia zwierzęta, fotografie, śpiewanie, granie na pianinie oraz na gitarze, ćwiczenia, rysowanie oraz kocha robić tatuaże. Ale zacznijmy od początku. Zwierzęta. Sam Han posiada dwa konie rasy Shire, kochana parka oczekuje źrebięcia. Ten chłopak gdyby mógł zaadoptował by całe schronisko. Uwielbia chodzić do zoo gdzie może powiedzieć Ci wszystko o danym zwierzęciu. Kocha wprost gady, oraz konie.
Fotografia, Jack uwielbia robić zdjęcia dzikim stworzeniom jak i swoim koniom. Może godzinami chodzić po lesie i szukać wolnych ptaków wijących sobie gniazda czy czekający na dobry moment by zapolować. Wręcz kocha oczekiwać na wspaniałe zdjęcie. Jego pokój po kilku dniach będzie wypełniony wieloma fotografiami jak i rysunkami.
Śpiewa, chłopak najczęściej nuci tekst piosenek. Najczęściej śpiewa sam w pokoju siedząc na łóżku oparty o ścianę na gitarze powoli układając słowa własnej piosenki. Tak Stephan często piszę swoje własne piosenki i jest z nich bardzo dumny mimo to nie wie czy byłby w stanie zaśpiewać którąś na oczach większej widowni niż jego dwa konie i matka.
Gra na instrumentach, od dziecka matka uczyła go gry na pianinie, siostra (która zginęła w wypadku samolotowym) uczyła go grać na gitarze. Odkąd więc zaczął chodzić miał styczność z tymi dwoma instrumentami, nuty dla chłopaka to jednak wielka poezja, uwielbia je tak samo jak same granie.
Ćwiczenia… Jack dużo ćwiczy co widać po jego mięśniach. Jednak co takiego ćwiczy? Otóż dorabia nie tylko jako tatuator ale też jako bokser. Hangagog nie tylko się boksuje, ale także gra w kosza oraz w ręczna, chłopaka często można spotkać na basenie oraz w parku gdy biega.
Rysowanie, to jedno z tajemnic Hangagoga, rysuje często nagich mężczyzn lub kobiety, oczywiście także zwierzęta… ale częściej szkicuje płeć przeciwną nago. Tylko rysunki zwierząt i krajobrazów można znaleźć przyklejone do jego ścian pokoju jednak te nagie rysunki są schowane bardzo głęboko.
Tatuaże. Jedno z jego najlepszych hobby, chłopak od kilku już lat jest znany w tej dziedzinie. Jako pierwszy tatuaż zrobił sobie małe literki na palcach. Wyszły jak na pierwszy raz bardzo dobrze, wręcz idealnie, a od tamtego czas u Hangagog wprost kocha robić tatuaże, każdą wolną chwilę spędza w studiu swojego wuja i tam razem dziargają innych.
Inne: Uwielbia robić tatuaże (dorabia jako tatuator w wolnej chwili)
Jest także mniej znanym bokserem jednak ma mało przegranych walk
Uwielbia jeździć konno, posiada nawet dwa konie w pobliskiej stadninie
Kocha zwierzęta, kiedyś posiadał ich wiele, teraz ograniczył się do koni i do jednego węża, którego ukrywa w akademii.
Uwielbia czytać wieczorami, przez co często ma czarne doły pod oczami
Uwielbia serial Grę o Tron, Salem, Lucifer, Supernatural oraz American Horrr Story
Nie przytulał się od dziesięciu lat, nie pamięta jak to się robi, jednak wiele razy całował i kochał się. Jak to możliwe? Mówimy tutaj dalej o bezuczuciowym Hangagogu?
Inne: 1, 2, 3
Kontakt: Katfrin. 
Zwierzę: Gilla
Morten
Vijo

Od Maksa c.d Clary

Czekaliśmy przed wejściem, było już dość późno a więc na ulicy był mały ruch. Po kilku minutach wyszły z środka. Wyciągnąłem z kieszeni kluczyki, kliknąłem przycisk dzięki któremu, auto się otworzyło.
- Może wpadniecie jeszcze do nas? Oglądniemy jakiś film, albo coś. - zaproponowała Clary.
- Ja chętnie. - powiedział szybko Matt, wszyscy spojrzeli na mnie.
- Czemu nie. - wzruszyłem delikatnie ramionami.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
- Zatrzymaj się przy tej knajpce, zamówimy coś do żarcia. - powiedział nagle chłopak.
Tak też zrobiłem, razem z Mattem poszliśmy zamówić a dziewczyny zostały w samochodzie.
Byliśmy już u nich po kilkunastu minutach, pozwoliliśmy aby film wybrały dziewczyny. Nie zajęło im to dużo czasu. Rozłożyliśmy na stoiku przed nami jedzenie, napoje. Usiadłem koło Clary i Matta.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Raczej nie masz zamiaru, zachować się jak tamten chłopak. Więc tak, zatańczę z Tobą.
Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Ujął ją i poprowadził nas na parkiet. Stanęliśmy przodem do siebie, położyłam ręce na jego ramionach, a on na mojej talii i przysunął mnie do siebie. Zaczęliśmy powoli kołysać się w rytm muzyki. Po chwili zauważyłam, że Eliz i Matt też idąc zatańczyć. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i oparłam głowę o pierś Maksa. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie zapomnieć o wszystkich złych rzeczach. Myślami krążyłam tylko wokół bicia serca chłopaka, jego niesamowitych perfum i słowach, które powiedział do ochroniarza; "... mojej dziewczyny".
***
Przetańczyliśmy jeszcze kilka kawałków, po czym zaczęliśmy się zbierać. Chłopcy mieli zaczekać przed klubem, a my poszłyśmy szybko do łazienki, poprawić się.
- Clary.. może wyciągniemy ich gdzieś jeszcze? -spytała niemal błagalnym tonem Elizabeth.
- Dzisiaj?
- Noo.. chcę jeszcze trochę pobyć z Mattem, a raczej "do mnie" nie pójdziemy.. chcę go jeszcze trochę poznać.
- Może zaprosimy ich "do siebie"? Włączymy jakiś film, zamówimy pizzę, albo zrobimy popcorn i kupimy jeszcze jakieś napoje.
- Brzmi nieźle, ale co oni na to.
- Zaraz się dowiemy. -powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Usiedliśmy na swoje poprzednie miejsca, dopiłem resztę swojego piwa,  Matt również. Podniósł rękę wołając kelnerkę.
- Poproszę jeszcze 4 piwa. - powiedział.
Kobieta skinęła głową i wróciła po chwili z 4 szklankami na tacce. Kontynuowaliśmy rozmowę. Matt i Elizabeth co chwilę znajdowali jakiś temat do rozmowy, nagle zrobiło się nieco ciszej, dzięki wolniejszej piosenki.
- Zatańczysz czy masz dość po tamtym? - uśmiechnąłem się lekko, wyciągając dłoń w jej stronę.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Położyłam ręke na plecach Maks'a. Poczułam, jak jego serce gwałtownie zaczyna bić szybciej. Raphael, znów ruszył w moja stronę, ale wtedy Maks jednym uderzeniem powalił go na ziemię. Ludzie zaczęli się nam przyglądać, przybiegli też dwaj ochroniarze. Spojrzeli na chłopaka leżącego na ziemi, a po chwili przenieśli wzrok na mnie i Maks'a.
- Ten mężczyzna za bardzo naruszał przestrzeń osobistą mojej dziewczyny. -wyjaśnił Maks.
- To prawda? -starszy ochroniarz spojrzał na mnie.
Pokiwałam tylko twierdzaco głową, bardziej wtulając się w chłopaka.
Mężczyźni pomogli wstać Raphael'owi i wyprowadzili go z klubu. Po chwili tłum dalej się bawił. Spojrzałam na chłopaka i bez słowa przytuliłam go mocno, chowając głowę w jego ramię.
- Dziękuje. -powiedziałam tylko, a on też mnie przytulił.
Styaliśmy tak chwilę i w końcu wróciliśmy do Elizabeth i Matta.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Oderóciłem się i zobaczyłem Clary, wyglądała na nieco wystraszoną, po chwili doszedł ten chłopak, z którym przed chwilą tańczyła.
- Chodź mała, nie skończyliśmy. - uśmiechnął się i złapał ją za nadgarstek, próbując przyciągnąć ją do siebie.
Widząc po jej minie, że coś jest nie tak, wyswobodziłem ją z uścisku chłopaka i przuciągnąłem bliżej siebie a dalej chłopaka.
- Odpieprz się od niej. - powiedziałem, nie spuszczając go z wzroku, obejmując Clary.
- Podobno nie jest twoją dziewczyną, wiec teoretycznie mogę sobie robić z nią co chcę. - stwierdził.
Próbował znów ją złapać, jednak nie pozwoliłem mu na to, złapałem go za koszulkę i lekko potrząsnąłem.
- Czego nie zrozumiałeś? Nie dotykaj jej! - warknąłem i odepchnąłem go.

Clary ?

Od Clary c.d Maks

Kiedy Maks odszedł siedziałam chwilę sama i przyglądałam się ludziom na parkiecie. Nagle, przedemną znalazł się jakiś chłopak, nieco starszy ode mnie. Spojrzałam na niego, uśmiechał się do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Zatańczysz ze mną? -spytał i uśmiechnął się szerzej.
Spojrzałam na Eliz,a ona pokiwała tylko głową i wrócila do rozmowy z Mattem. W końcu chwycilam dłoń chłopaka i wstałam. Poprowadził nas na środek parkietu, w tłum ludzi i zaczęliśmy tańczyć. Widać było, że całkiem niezły z niego tancerz, ale często robił powszechne błędy.. W pewnym momencie położył dłoń na mojej talii i przyciągnął do siebie.
- Jestem Raphael -zamruczał mi do ucha- a Ty śliczna?
- Della. -skłamałam i odsunęłam się od niego.
Spojrzałam w stronę stolika przy którym siedzieliśmy, zobaczyłam, że Maks wychodzi,nie wyglądał na zadowolonego. Chciałam pójść i spytać co się stało, ale Raphael złapał mnie za nadgarstki i znów przyciągnął do siebie.
- To Twój chłopak?
Pokręciłam przecząco głową.
- Więc czemu się nim przejmujesz? -powoli zaczął iść tyłem kierując się do jakiegoś korytarza. Kiedy się odwrócił, zwolnił nieco uścisk na nadgarstkach. W tedy skorzystałam z okazji, wyswobodziłam się z uścisku i ruszylam szybko przez tłum w stronę Maks'a. Gdy do niego dopiegłam, zdążyłam go tylko złapać za ramię, odwrócił się, ale Raphael dogonił mnie i znów złapał za rękę.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Nim wyszliśmy Matt przedstawił się, dziewczyny również, niedługo po tym byliśmy już na miejscu. W środku panował półmrok, zakłócany przez kolorowe światła. Grała głośna muzyka, przez którą trzeba było do siebie krzyczeć. Zamówiliśmy sobie co nieco i znaleźliśmy stolik w zacisznym miejscu. Słychać było muzykę jednak ciszej. Po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie, którym były na poczatek 4 piwa, chipsy i frytki. Później pewnie jeszcze coś domówimy, ale na razie wystarczy. Ostatecznie wspólna rozmowa skończyła się tak, że teraz Matt gadał z Elizą a ja z Clary.
- Zaraz wrócę. -powiedziałem i wstałem.
Poprawiłem koszulę i ruszyłem w kierunku łazienki.
Wróciłem po kilku minutach, jednak Clary nie było...
- A gdzie ona jest? - spytałem siadając.
- Jakieś ciacho poprosiło ją do tańca.  -wyjaśniła dziewczyna.
- Mhm... -mruknąłem odwracając się.
Szybko wybadałem ją wzrokiem, widząc ich razem dziwnie ścisnęło mnie w środku. Czas mijał a ja nie wytrzymałem, zmrużyłem oczy i wyciągnąłem telefon.
- Przepraszam na chwile. - powiedziałem przyglądając telefon do ucha, jakby ktoś dzwonił, wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia, jednak trafiłem na Clary.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Wracając z siłowni, ani ja, ani Eliz się nie odezwałyśmy. Kiedy dotarłyśmy do domu, od razu wzięłam Jace'a na spacer, a kiedy wróciłam nie wytrzymałam już.
- Elizabeth, przepraszam. Nie powinnam była się unieść, ale.. ja po prostu..
- Byłaś o niego zazdrosna. Rozumiem. -położyła mi rękę na ramieniu- Ja też przepraszam, wiedząc, że Ci się podoba nie powinnam się nim tak jarać. Ale on serio jest mega przystojny. -uśmiechnęła się.
- Zgoda? -spytałam.
- No pewnie, dłużej tej ciszy bym chyba nie zniosła.
Przytuliłyśmy się i zaczęłyśmy śmiać.
***
Poszłam wziąć prysznic, a Eliz w tym czasie wybierała dla nas ciuchy. Nawet nie zaprzatałam sobie głowy, co ona wybierze, bo w tym akurat była dobra. Potrafiła idealnie dobrać ubrania do okazji, nawet ze starych ciuchów umiała zrobić niezłą "kreacje".
Kiedy wróciłam, na łóżku leżały dwie czarne sukienki,

 a obok nich ulubione szpilki Eliz i moje baleriny, nie przepadałam za butami na obcasie, są bardzo niewygodne.
- I co myślisz? -pytała stając obok mnie.
- Wspaniale. Ja dobiorę biżuterię.
- Świetnie, to idę się myć.
Wyszła z pokoju, a ja podeszłam do komody z pudełkiem, gdzie trzymałam przeróżne naszyjniki, pierscionki, bransoletki i kolczyki. Dobrałam odpowiednie i zaczęłam ubierać sukienkę. Po chwili wróciła Elizabeth i ubrała swoje ubranie. Następnie zajęłyśmy się makijażem i włosami. Gdy skończyłyśmy, zeszłyśmy na dół i poprawiałyśmy się przy lustrze w przedpokoju, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Od razu podbiegłyśmy do drzwi i otworzyłyśmy. Po drugiej stronie stał Maks i chłopak z siłowni. Na widok Maks'a chyba zabrakło mi tlenu, ale uśmiechnęłam się tylko i odsunęłam, aby puscić Eliz przodem.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Nagle na sali zapanowała cisza, zupełnie nie wiedziałem o co chodzi przez to, że zagadałem się z Mattem. W ułamku sekundy zapomnieli o wszystkim i wrócili do poprzednich zadań. Spojrzałem na zegarek, powoli dochodziła 15. Postanowiliśmy się już zbierać, głównie przez to że przed chwilę umówiliśmy się, że idziemy wieczorem do jakiegoś klubu, a muszę zrobić kilka rzeczy w domu i wyjść z psami na dłuugi spacer. Ruszyliśmy w kierunku szatni, po drodze zatrzymałem się koło Clary.
- Idziemy wieczorem do jakiegoś klubu, chcesz iść z nami? - zaproponowałem, uśmiechając się lekko.
- Jasne, chętnie. - odwzajemniła uśmiech.
- Koleżankę też weź. - wtrącił Matt i spojrzał na Elizabeth.
- Z przyjemnością przyjdę. - odparła.
- Wpadniemy o 21? - spytałem.
- Pasuje, do zobaczenia. - uniosła kąciki ust.
Odwzajemniłem gest i ruszyłem dalej. [...] Dochodziła umówiona godzina, po raz kolejny poszedłem pod prysznic, ogarnąłem włosy, ubrałem się i wyszedłem z domu.
PF637-99XQH037-99J
Matt akurat przyszedł, miałem go zgarnąć spod jego domu, ale że wyrobił się szybciej przyszedł. Ode mnie pojechaliśmy po dziewczyny.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Hej. -powiedziałam, nieco rozkojarzona widokiem jego umięśnionego ciała.
Za nim powiedziałam coś jeszecze, Eliz odezwała się pierwsza.
- Cześć, jestem Elizabeth. -wyciągnęła dłoń w jego stronę.
- Maks. -odwzajemnił gest i uśmiechnął się do niej.
Przez dłuższą chwilę trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie, a ja patrzałam na nich zdezorientowana. Czy ona flirotowała z nim nie używając słów? W końcu Maks puścił jej dłoń.
- Nooo.. to chodźmy poćwiczyć. -powiedziałam nie spuszczając z nich wzroku.
Wydawało się, że Eliz była zaczwycona Maksem. W sumie, trudno się dziwić, ale jednak poczułam się.. dziwnie.
- Jasne. -powiedzieli w tym samym czasie i zaczęli się śmiać.
Przewrócilam oczami i pociągnęłam Eliz w stronę bieżni. Maks wrócił do swojego kolegi, który tylko przyglądał się całemu zdarzeniu.
- Jaki on jest boski. -powiedziała ciszej Eliz, kiedy weszłyśmy na bieżnie- Nie tak sobie go wyobrażałam. Mega ciacho, żadko spotyka się takiego faceta.. to dobra okazja, trzeba ją wykorzystać..
- On jest mój. -powiedziałam zbyt głośno, ale zdenerwowałam się, bo, sądząc po błyaku w jej oczach i sposobie jakim o tym wszystkim mówiła, chciała być z Maksem, i chyba nie przeszkadzał jej fakt, że powiedzialam jej iż chyba się w nim zauroczyłam.
Dziewczyna spojrzała na mnie wielkimi oczami. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że na sali zapadła cisza i wszyscy gapili się na mnie. Czyli jednak powiedziałam to zbyt głośno..
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Nie mogłem przestać myśleć o tym, co się stało. To była moja wina i ja muszę to naprawić. Rano pojechałem do swojego mechanika, aby wymienił rozbitą szybę. Zajęło mu to półtorej godziny, później byłem już wolny. Wróciłem do domu aby coś zjeść, za 2 godziny miałem być na siłowni, umówiłem się z Mattem. Zrobiłem makaron z sosem, zjadłem dość szybko i nakarmiłem psy. Poszedłem wziąć prysznic, spakowałem w torbę wszystkie potrzebne rzeczy, wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i pojechałem w stronę siłowni.
Matt czekał na mnie przed wejściem, udaliśmy się prosto do szatni. Przebrałem się w krótkie spodenki i koszulkę.
Podobny obrazQT059-01X
Zaczęliśmy od rozgrzewki - wiadomo. Stopniowo podnosiliśmy poziom ćwiczeń na coraz męczące. Podeszliśmy do worka treningowego, ściągnęliśmy koszulki. Założyłem rękawice a Matt trzymał worek, później mieliśmy się zmienić.
- Masz już jakiś pomysł, odnośnie tej całej mafii? - spytał na tyle cicho, abym tylko ja go słyszał.
- Nie, czemu wszyscy o to pytają?! - spytałem lekko oburzony, uderzając mocniej worek.
- Spokojnie, po prostu każdy się martwi i chciałby jakoś pomóc. - odparł.
- Pytaniem nie pomagacie. Sam muszę  to naprawić. - dodałem uderzając w dużą siłą worek.
Jak Boga kocham, znajdę tych pierdzieli i zaśmieję im się w twarz. Myśląc o tym, staję się nerwowy co przełożyło się na moją siłę i częstość uderzania w worek.
- Maks! Maks! Maaaks! - darł się. - Uspokój się! - dopiero teraz wróciłem na ziemię.
- Przestań o tym pieprzyć bo mnie wkurzasz! - powiedziałem srogo i rzuciłem mu rękawice.
- Odpocznijmy. - wywrócił oczami.
Chwyciłem swoją koszulkę, usiadłem pod ścianą, odłożyłem ją na bok i wziąłem łyka wody, kiedy oparłem głowę o ścianę zauważyłem Clary. Wyglądało na to że cały czas nam się przyglądała a teraz razem z jakąś swoją koleżanką zmierzała w naszym kierunku. Kiedy była wystarczająco blisko wstałem i zrobiłem parę kroków w jej stronę.
- Hej, jak tam? - spytałem uśmiechając się lekko.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Spojrzałam jeszcze raz na nasze dłonie. Poczułam jak na moich policzkach pojawiają się rumieńce.
-Jasne, chodźmy. -uśmiechnęłam się lekko zmieszana.
Maks puścił, moją lewą dłoń i trzymając wciąż prawą, ruszył przed siebie.
***
Zamówiliśmy makaron z sosem pieczarkowo-brokułowym. Oraz lody.
Jedzenie było niesamowite. A tak dobrych lodów, nie jadłam jeszcze nigdy.
Po skończonym posiłku, siedzieliśmy i wymienialiśmy się swoimi refleksjami na temat filmu. Co chwile, śmialiśmy się przypominając sobie niektóre momenty.
Kiedy zauważyliśmy, że zrobiło się trochę późno, zaczęliśmy się zbierać. Maks odwiózł mnie do domu.
***
Tydzień później przyleciała moja przyjaciółka. Elizabeth, na stałe wróciła z Francji. Bardzo się ucieszyłam na tę wiadomość i pojechałam po nią na lotnisko. Dziewczyna miała na jakiś czas zatrzymać się u mnie, ponieważ, dosłownie uciekła tu z rodzinnego miasta, zanim matka zesfatała ją z jakimś   bogatym, starym facetem.. oj długa historia.
***
Oczywiście pierwszej nocy nie przespałyśmy. Elizabeth opowiadała mi o Paryżu, o swoim byłym chłopaku, o matce, która doprowadzała ją do szału, i o wielu innych sprawach. Później przyszła moja kolej.. i wyszło na to, że przez większość opowiadania, mówiłam o Maksie..
***
Miałyśmy iść z Eliz na trening sztuk walki, ale niestety, trener zachorował. Postanowiłyśmy jednak nie zmarnować tego dnia, i poszłyśmy na siłownie.
Kilka minut później byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy do szatni, przebrałysmy się i wyszłyśmy na salę. Było tam kilku chłopaków.. jednego od razu poznałam. I pożałowałm, że nie ubrałam czegoś innego niż koszulkę,odsłaniającą brzuch i krótkie czadne spodenki. Eliz była ubrana podobnie.. Wzrok wszysykich powędrował ku nam.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Niedługo przed umówionym czasem, zacząłem się szykować. Wziąłem prysznic, ogarnąłem włosy i ubrałem w czarne jeansy oraz bluzę.
QH033-99J
Wymieniłem wodę psom, nasypałem karmy i wszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem pod dom Clary. Akurat kiedy podjeżdżałem, wychodziła z domu. Wsiadłem i otworzyłem jej drzwi.
Droga do kina nie zajęła nam długo, jednak to dobrze bo ledwo udało nam się kupić popcorn i colę, nim zaczął się film. A wszystko przez długą kolejkę do kasy. Clary chciała za siebie zapłacić, jednak oczywiście jej na to nie pozwoliłem i ja zapłaciłem za nas obu. Ku mojemu zdziwieniu na sali było niewiele osób, zajęliśmy swoje miejsce i akurat zaczął się film. [...] No cóż, muszę przyznać że był świetny. Naprawdę dużo razy się śmialiśmy, niektórzy podłapali teksty i kiedy wychodziliśmy powtarzali je i śmiali. Na zewnątrz było już ciemnawo, Clary chciała iść w stronę samochodu, jednak zatrzymałem ją łapiąc ją za obie dłonie.
- Co robisz? - spytała lekko zdziwiona.
- Pójdziemy coś zjeść, znam fajną knajpkę. - zaproponowałem.

Clary?

Od Moniki do Maksa

W pomieszczeniu panował półmrok, a jedynym źródłem światła była niewielkich rozmiarów lampka, którą zabrałam z domu. Co prawda nie powodziło mi się najgorzej, ale wiadomo - wydatki związane z przeprowadzką do nowego miejsca są spore, a kiedy ów miejscem jest duża metropolia - wydatki te podwajają się dwukrotnie. Przeciągnęłam się leniwie, przewracając kolejną kartkę aktówki. Ostatnimi czasy nasza komenda wpadła na trop seryjnego mordercy. Sprawę miały przejąć ważniejsze odziały, jednakże okazała się ona być dla nich zbyt błahą. Jasne, nie napracować się za bardzo i zrzucić robotę na kogoś innego - to ich przewodnie hasło. Spójrzmy prawdzie w oczy: informacji była znikoma ilość, a sam gościu nieuchwytny i nader ostrożny. Próbowałam znaleźć jakiś punkt zaczepienia, cokolwiek. Wtedy, jakbym doznała olśnienia, w materiale dowodowym był skrawek ubrania mężczyzny. Żadnych śladów, DNA nie zabezpieczono, ale odpowiednio wyszkolony pies mógłby go wytropić. W mgnieniu oka wykręciłam numer do komendanta. Nic z tego, nie odbierał. Cóż, może Diego uda się znaleźć kryjówkę przestępcy. Nawet mało rozumujący człowiek uznałby ten pomysł za absurdalny. Jak sama, jedna dziewczyna przeciwko zaprawionemu w boju, nie mającemu żadnych skrupułów, wyrafinowanemu zabójcy. Było jakieś dziesięć procent, że uda ma się go wziąć z zaskoczenia. Dobre i tyle. Zresztą, nawet jeśli udałoby mi się go zlokalizować, wezwałabym wsparcie. Przypięłam zwierzę do smyczy, po czym udałam się na komendę. Nie miałam problemu z uzyskaniem materiału. Tak się składa, że moje stosunki z technikiem układają się naprawdę dobrze. Wydałam psu odpowiednią komendę, a ten, z nosem przy ziemi, ruszył przed siebie. (...) Kilka, dobrych godzin poszukiwań nie poszło na marne - Diego zaprowadził mnie, wprost na zarośniętą działkę, na której roiło się od ostrzeżeń, typu: Wróć, skąd przyszedłeś. Lepiej opuść to miejsce, jeśli nie chcesz przypłacić życiem. I inne tego typu pierdoły, które nie wywarły na mnie najmniejszego wrażenia. Na środku stał niewielki dom, właściwie ceglany garaż. Był on pozbawiony jakichkolwiek okien, a z wewnątrz dochodziły niepokojące hałasy. Zadzwoniłam na policję i przedstawiłam dyżurnemu całą sytuację. Nakazał, abym poczekała na odpowiednie służby i zabronił samowolnych, brawurowych akcji. Westchnęłam zrezygnowana, chowając się w krzakach. Kiedy jednak usłyszałam wystrzał broni palnej, postanowiłam wkroczyć do akcji. Odpięłam smycz, na wszelki wypadek, gdyby sprawy przybrały zupełnie innego obrotu. Diego musi mieć możliwość ucieczki, jeśli dla mnie będzie już za późno. Wyciągnęłam pistolet, odbezpieczyłam i podkradłam się pod budynek. Wkroczenie przez główne drzwi byłoby nierozważne, ale inne wejście nie istniało. Najciszej, jak tylko mogłam - przekroczyłam próg. Teraz, to już nie ma odwrotu. Zeszłam po stromych schodach do piwnicy. A tam - panowały dosłownie egipskie ciemności. Nie było można nawet dostrzec palca u własnej ręki. Usłyszałam szmer z lewej strony, więc instynktownie wymierzyłam lufą w tamtym kierunku. Cholera, jakim cudem on się dowiedział, że przebywam na jego posesji. Miał jakieś ukryte kamery, czy co do diabła? Usłyszałam warkot i głośny, piskliwy krzyk, który mógłby obudził nawet zmarłego. To Diego przejął sprawy, w swoje szczęki. Wtem, coś rzuciło się na mnie, z przeciwnej strony, przygwożdżając mnie do ziemi. A więc było ich dwóch. Z całej siły uderzyłam go głową w nos. Kiedy uścisk się poluzował - pociągnęłam za spust. Ciało upadło bezwładnie na mnie, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Padł kolejny strzał. Moje serce zabiło szybciej, a na myśl przyszła mi wizja martwego Diego. Wtedy kolejny mężczyzna odrzucił trupa ze mnie i chwycił mnie za gardło, unosząc w powietrze. Poruszał się idealnie w mroku, znał każdy zakamarek tego miejsca, to był jego żywioł. Drugą ręką oplótł moje kostki i rzucił mną o ścianę. Z łoskotem uderzyłam o cegłę, zsuwając się po chropowatej powierzchni. Po odgłosach wywnioskowałam, że przygotowuje on zasadzkę. Musiał zobaczyć, jak wyciągam telefon... Gdzieś w oddali mignął odblaskowy napis SWAT. Ni stąd, ni zowąd posadzka tuż przy moich stopach rozstąpiła się. W duchu podziękowałam Bogu, że pozostałam przy tej ścianie. Padł kolejny wystrzał, a piwnicę przez chwilę wypełniła jasność. Tuż przy samym wejściu była wielka dziura, a wewnątrz niej kolce, na których zwisały ciała agentów. W kącie szamotało się dwóch mężczyzn, w tym jeden odziany w kamizelkę kuloodporną i charakterystyczny strój. Jakim cudem on uniknął przepaści? Albo był wspaniale wyszkolony, albo miał farta. Chwiejnym krokiem wstałam na nogi, po omacku badając teren. Gdzieś tu musiał być włącznik światła, a ja za wszelką cenę postanowiłam go znaleźć.

(Maks?)

Od Clary c.d Maks

Spojrzałam na Viki i pomyślałam chwilę.
- Kino. Ostatnio widziałam zwiastun komedii. Ciekawie się zapowiadało. Dziś seans jest jeszcze o 20:45
- Super, przyjadę po Ciebie o 20:30.
- Okay,do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Rozłączył się.
- To Maks? -spytała Viki z błyskiem w oczach.
- Tak.
- Idziecie do kina, na randke.
- To nie randka. Po prostu.. wychodzimy razem wieczorem, spotkanie znajomych.
- Mhmm.. wmawiaj sobie. -wstała z ziemi i otrzrpała spodnie- dobra, chodź musisz się przygotować.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do domu, wołając Jace'a.
***
Siedziałam na łóżku, a siostra wyżócała z szafy moje rzeczy, komentując każdy ciuch..
- Co to jest? Nie masz, jakichś sukienek, miniówek.
- Viki, idziemy do kina.. w ogóle, czego ty szuksz. Idę w rurkach i koszuli. Koniec, ale dzięki za pomoc. -pocałowałam ją w czoło i wzięłam ubrania.
Akurat kiedy zakładałam trampki, na podjazd wjechał Maks.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Szef był zły, że od razu i nie przywiozłem, tez byłem z tego powodu na siebie zły. Teraz za zadanie mam odzyskać dokumenty albo zdemaskować całą mafie inaczej nie będzie za dobrze. Kiedy wróciłem do domu, zadzwoniłem do Clary.
- Jestem juz w domu. - powiedziałem.
- To dobrze, złapałeś go? - spytała.
- Nie, to nie takie proste. Trochę mi to na pewno zajmie. - westchnąłem.
- Nie miałeś problemów u szefa?
-Trochę... ale mniejsza o to. Dalej chcesz gdzieś wyjść wieczorem? - spytałem.
-Jasne, gdzie proponujesz?
- Sam nie wiem, kino, basen, łyżwy, ścianka, park trampolin czy może jakaś knajpka? - dałem jej kilka propozycji.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Zatopiłam się w jego spojrzeniu, podobał mi się sposób w jaki trzymał mnie za ramiona. Lekko, ale pewnie.
- Nie przepraszaj, lepiej łap tego człowieka. -uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił- Uważaj na siebie, i koniecznie zadzwoń, jak tylko będziesz mógł.
- Dobrze. -wsiadł do auta razem z psem i odjechali.
***
- Mamo, ile razy mam powtarzać, przepraszam. Ale to wy zaczęliście z tym ślubem..
- Najlepiej zrzucić winę na nas.
- Zrzucić winę.. o co w ogóle ta dyskusja? -wyrzuciłam ręce w górę.
Chciałam powiedzieć, że w sumie to mogą sobie iść, ale wtedy z mojego telefonu zaczęła lecieć piosenka.. (GOT7 - NeverEver) miałam ją ustawioną jako dzwonek, kiedy dzwonił Sebastian. Podbiegłam do szafki i odebrałam.
- Hej, rodzice już wrócili?
- Niestety. -powiedziałam zdenerwowana.
- Hmm.. coś się stało?
- Owszem.
- Za 10 minut jestem. Spróbuj się uspokoić.
- Jestem spokojna. -powiedziałam i rozłaczyłam się.
Rodzice patrzyli na mnie wyczekujaco.
- Sebastian zaraz będzie. -na twarzy matki pojawił się nieoczekiwany zachwyt.. jedyny syn zawsze sprawiał jej radość, była z niego dumna, trudno się dziwić, odnosił same sukcesy.. no  ie licząc kilku jego minusów, o których tylko ja wiedziałam i kilku członków Steel Dogs.
***
Sebastian, jak zwykle, przyjechał punktualnie. Przywitał się z rodzicami i zaczął z nimi rozmawiać, o nowej płycie swojego zespołu, trasie koncertowej.. uspokoił ich też w sprawie Maksa. Powiedział, że to przez pogodę, każdy ma jakieś humory. Uwierzyli. Matka nawet potwierdziła, że od rana jakoś dziwnie się czuła..
Ja wolałam posiedzieć z Viki i Jacem w ogródku. Siostra opowiadała mi jak zmieniło się w domu dziadków, że hyung Jinyoung oświadczył się swojej dziewczynie, a ona poznała nowego chłopaka na zajęciach z unnie i bardzo go polubiła.. gdy o nim mówiła, była szczęśliwa. W swoich historiach, z ostatniego miesiąca, zawsze on się pojawiał.
- Zakochałaś się. -stwierdziłam.
- Chyba tak. -potwierdziła bez namysłu- Dziwne, nigdy wcześniej nie lubiłam, aż tak żadnego chłopaka.
- To Twoje pierwsze zauroczenie? -zdziwiłam się.
- Tak. A Ty, kiedy pierwszy raz się zauroczyłaś?
- W przedszkolu.
- Serio? -teraz ona była zdziwiona.
- No tak, był taki jeden.. Nikodem.
Zaczęłam jej opowiadać, jak czesał mi warkoczyki, spał ze mną na leżaku, czytał mi książki. Później mówiłam jej o swoich następnych miłościach szkolnych, a ona słuchała zafascynowana.
- A Maks? -spytała nagle.
- Co Maks?
- Lubisz go?
- Tak.
- Ale, tak jak lubiłaś Matthew'a lub Daniela?
- Eeem..
Z mojego telefonu znów zaczęła grać piosenka (GOT7 - Prove It). Dzwonił Maks.
- Halo?
Maks?

Od Maksa c.d. Clary

Spojrzałem na odchodzącą dziewczynę, robiąc duże oczy.
- Noo więc, gdzie planujecie je urządzić? - spytał mężczyzna.
- A noc poślubna? - dodała kobieta.
Schowałam twarz w dłonie i westchnąłem ciężko.
- Przepraszam, trochę sobie z państwa zazartowaliśmy, nie bierzemy ślubu, nawet nie jesteśmy razem... -wyznałem.
Nie chciałem w to dalej brnąć, wiedziałem, że będzie z tego niezły kwas, musiałem to przerwać.
- Jak się naprawdę pobierzecie, uważajcie że wam od razu uwierzymy. - powiedziała kobieta, kiedy Clary wróciła.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Musiałem im powiedzieć. - wyjaśniłem. Chwilę później zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Maks, kurwa... gdzie jesteś?! - spytał zdenerwowany.
- A co się stało? -spytałem wymijająco.
- Masz w samochodzie akta kosy?
- Mam... za godzinę jakaś przywiozę je do biura.
- Nie, nie rozumiesz... on uciekł, szuka tych papierów i prawdopodobnie wie gdzie są.
Przejechałem dłonią po twarzy, wtem usłyszeliśmy dźwięk alarmu samochodu. Wybiegłem z mieszkania, zbiegłem po schodach w niemożliwym tępie, mężczyzna właśnie uciekał,  rozbił szybę w moim aucie skąd włączył się alarm. Mężczyzna ubrany na czarno zaczął uciekać, w dłoni miał teczkę. Przeklnąłem pod nosem.
- Bierz go! - powiedziałem do Arona i rzuciliśmy się za nim w pogoń.
Niestety, wsiadł ma jakiś motor i odjechał. Zdenerwowany wróciłem do samochodu, przed którym stała Clary.
- Maks co się stało? - spytała przenosząc wzrok na robitą szybę.
- Jeden z członów mafii, którą próbujemy wytropić od roku, ukradł mi dokumenty z wszystkimi dowodami itp. Miałem je zawieźć dzisiaj do biura...
- I co teraz?
- Nie wiem, muszę go znaleźć... - mruknąłem. - Przepraszam, ale muszę jechać. Wybacz że zepsułem ci spotkanie z rodzicami... - lekko się skrzywiłem, kładąc dłonie na jej ramionach.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Odwzajemniłam spojrzenie chłopaka. Porozumieliśmy się jakby telepatycznie.
- Taaak. -powiedziałam niepewnie, kiwając głową.
- Świetnie, załatwialiście już miejsce wesela? Dekoracje..
- Jedzenie. -przerwał ojciec.
- Tak. -mama przewróciła oczami- Iii.. suknia. Masz już coś na oku?
Wzięłam wdech, w co ja się pakuję..
- Nie, na to chyba jeszcze za..
- Fatalnie -Maryse wyrzuciła ręce w górę- suknia jest najważniejsza.
- Według mnie wpierw powinni załatwić sprawy wesela, obiad w najlepszej restauracji. -ojciec jak zawsze myśli tylko o wyśmienitym jedzeniu- Już to sobie wyobrażam, owoce morza, pieczona gęś..
- Nie. -przerwałam mu oburzona- Na moim weselu nie będzie martwych zwierząt.
- Naszym, skarbie. -udzielił się Maks, który od początku tematu siedział na oparciu kanapy i przyglądał się nam z lekkim rozbawieniem.
Spojrzałam na niego i posłałam mu nieszczery uśmiech.
- Naszym. Może Ty podzielisz się z rodzicami tym co już ustaliliśmy, a ja zrobię coś do picia i przyniosę ciastka.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni, zostawiając Maks'a z rodzicami i Viki, która wyglądała na zaskoczoną, informacją o "naszym" ślubie.. cóż nie tylko ona.
Maks?