- Jace znalazł sobie ochronę. -uśmiechnąłem się.
- Na to wygląda. - odwzajemniła gest.
Westchnąłem płytko i spojrzałem w niebo, przymykając oczy. [...] Siedzieliśmy tam kilkanaście minut, później odprowadziłem Clary do domu.



Byłem w swojej sypialni, leżałem na łóżku a na komputerze, w systemie policyjnym próbowałem zebrać informacje na temat owej mafii. Miałem na sobie czarne dresy i t-shirt. Kiedy znalazłem coś ciekawego, drukowałem. Znalazłem kilku członków, miałem gotowe już ich karty jednak to dopiero początek, kropla w morzu. Nagle ktoś zapukał do drzwi, psy leżące na łóżku cicho warknęły, jednak kiedy zobaczyły Clary przestały.
- Coś się stało? - spytałem.
W pokoju było zgaszone światło, paliła się jedynie niewielka lampka przy łóżku przez co słabo ją widziałem.
- Ja... - jęknęła cicho.
- Chodź tu. - poklepałem miejsce obok siebie.
Tak też zrobiła, usiadła obok mnie. Spojrzałem na nią.
- Nie mogę zasnąć. - wyznała w końcu.
- A co tam? Sebastian chrapie? - spytałem i uniosłem lekko lewy kącik ust, odwzajemniła gest.
- Nie... boje się trochę. - przyznała.
Ująłem lekko jej dłoń.
-Wszystko będzie dobrze. - stwierdziłem.
Kiedy spojrzała mi w oczy i pokiwała głową przuciągnąłem ją do siebie, przytuliła się do mnie, opierając głowę na moim torsie. Przytuliłem ją.
-Co robisz? - spytała.
- Szukam ludzi z tej mafii. Mam już kilku. - odparłem.
Zabrałem jedną dłoń i teraz tylko ją obejmowałem, musiałem mieć jedną wolną aby móc pisać.
Clary?

Zjechałem na dół windą, wyszedłem na Zewnątrz udając się na parking, na którym stał mój samochód. Pojechałem do domu, musiałem zabrać psy na spacer. Poszliśmy do parku, po około godzinie wróciliśmy do domu. Poszedłem pod prysznic, wyszczotkowałem zęby, ubrałem się i ogarnąłem fryzurę. Zaburczało mi w brzuchu, udałem się więc do kuchni aby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie byłbym sobą, gdybym pierw nie nakarmił psów. Wyciągnąłem z szafki ich ulubioną mokrą karmę o smaku królika z żurawiną. Każdy dostał po jednej 400 gramowej puszcze - jak codziennie. Postawiłem miski na płytkach, zaczęły jeść. Ok, teraz czas na mnie. Przygotowałem sobie kanapkę z sałatą, ogórkiem i kawałkami kurczaka. Zjadłem ze smakiem, popiłem to sokiem pomarańczowym. Miałem jeszcze trochę czasu, tak więc postanowiłem trochę posprzątać. Odkurzyłem, wytarłem kurze itp. Kiedy skończyłem, dochodziła godzina 12, na 12:30 miałem być w pracy. Schowałam telefon do kieszeni, z uwagi na nieco słabą baterię, bo tylko 51%, zabrałem ładowarkę i wyszedłem z domu. Windą Zjechałem na parking podziemny, gdzie znajdował się mój samochod.
Zaparkowałem przed naszą siedzibą, w środku było już dość dużo ludzi, poszedłem prosto do swojego biura. [...] Dochodził juz wieczór, wypelniałem raport z ostatniego wyjazdu. Nagle usłyszałem czyjś głos.
- Maks? - podniosłem głowę, w progu zobaczyłem Aleca. - Masz gościa. - dodał i zniknął a zamiast niego pojawiła się Clary.
Lekko zdziwiony wstałem i podszedłem do niej.
-Co tu robisz? -spytałem. - Co się stało? - widziałem, że jest jakaś przestraszona.
- Mój brat... on... pożyczył od jakiejś mafii pieniądze... dzisiaj przyszedł do mnie na kolację. No i przyszedł ten facet, od którego wziął te pieniądze. Chciał, żeby mu je oddał, ale on nie ma. Zaczął grozić mi, jemu i całej naszej rodzinie. Miał broń... - wydukała. - Proszę, pomóż mi... nam. -spojrzała mi głęboko w oczy.
Tak bardzo w tej chwili chciałem odmówić, ale nie zrobiłem tego.
- Dobrze, spokojnie. - położyłem dłonie na jej ramionach. - Spróbuję pomóc. - przerwał mi głos z krótkofalówki.
- Potrzebne wsparcie na brookstreet 7. Prawdopodobnie 2 zakładników, facet grozi że wysadzi cały budynek. - powiedział operator.
- Będziemy za 10 minut. - odparłem. - Teraz, wróć do domu. Ale... - westchnąłem. Oderóciłem się w stronę psów. Zawałem Verena, kucnąłem przy nim.
- Słuchaj przyjacielu. - pogłaskałem go. - Pójdziesz teraz z Clary. - wskazałem na dziewczynę. - Musisz jej pilnować, chronić i słuchać się jej. Okej? - szczeknął w odpowiedzi. - Przyjdę po ciebie później. - dodałem a on polizał mnie po twarzy. Wstałem. - Niech twój brat zniszczy kartę w telefonie i go wyłączy. No i na razie idźcie do mnie. - podniosłem z biurka kluczyki i podałem je jej. No tak... przecież ona u mnie nie była jeszcze. - Dzielnica I mieszkanie 12. Za godzinę, dwie będę. -dodałem.
Clary?















Usiedliśmy na swoje poprzednie miejsca, dopiłem resztę swojego piwa, Matt również. Podniósł rękę wołając kelnerkę.
- Poproszę jeszcze 4 piwa. - powiedział.
Kobieta skinęła głową i wróciła po chwili z 4 szklankami na tacce. Kontynuowaliśmy rozmowę. Matt i Elizabeth co chwilę znajdowali jakiś temat do rozmowy, nagle zrobiło się nieco ciszej, dzięki wolniejszej piosenki.
- Zatańczysz czy masz dość po tamtym? - uśmiechnąłem się lekko, wyciągając dłoń w jej stronę.
Clary?
Oderóciłem się i zobaczyłem Clary, wyglądała na nieco wystraszoną, po chwili doszedł ten chłopak, z którym przed chwilą tańczyła.
- Chodź mała, nie skończyliśmy. - uśmiechnął się i złapał ją za nadgarstek, próbując przyciągnąć ją do siebie.
Widząc po jej minie, że coś jest nie tak, wyswobodziłem ją z uścisku chłopaka i przuciągnąłem bliżej siebie a dalej chłopaka.
- Odpieprz się od niej. - powiedziałem, nie spuszczając go z wzroku, obejmując Clary.
- Podobno nie jest twoją dziewczyną, wiec teoretycznie mogę sobie robić z nią co chcę. - stwierdził.
Próbował znów ją złapać, jednak nie pozwoliłem mu na to, złapałem go za koszulkę i lekko potrząsnąłem.
- Czego nie zrozumiałeś? Nie dotykaj jej! - warknąłem i odepchnąłem go.
Clary ?
Nim wyszliśmy Matt przedstawił się, dziewczyny również, niedługo po tym byliśmy już na miejscu. W środku panował półmrok, zakłócany przez kolorowe światła. Grała głośna muzyka, przez którą trzeba było do siebie krzyczeć. Zamówiliśmy sobie co nieco i znaleźliśmy stolik w zacisznym miejscu. Słychać było muzykę jednak ciszej. Po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie, którym były na poczatek 4 piwa, chipsy i frytki. Później pewnie jeszcze coś domówimy, ale na razie wystarczy. Ostatecznie wspólna rozmowa skończyła się tak, że teraz Matt gadał z Elizą a ja z Clary.
- Zaraz wrócę. -powiedziałem i wstałem.
Poprawiłem koszulę i ruszyłem w kierunku łazienki.
Wróciłem po kilku minutach, jednak Clary nie było...
- A gdzie ona jest? - spytałem siadając.
- Jakieś ciacho poprosiło ją do tańca. -wyjaśniła dziewczyna.
- Mhm... -mruknąłem odwracając się.
Szybko wybadałem ją wzrokiem, widząc ich razem dziwnie ścisnęło mnie w środku. Czas mijał a ja nie wytrzymałem, zmrużyłem oczy i wyciągnąłem telefon.
- Przepraszam na chwile. - powiedziałem przyglądając telefon do ucha, jakby ktoś dzwonił, wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia, jednak trafiłem na Clary.
Clary?
Szef był zły, że od razu i nie przywiozłem, tez byłem z tego powodu na siebie zły. Teraz za zadanie mam odzyskać dokumenty albo zdemaskować całą mafie inaczej nie będzie za dobrze. Kiedy wróciłem do domu, zadzwoniłem do Clary.
- Jestem juz w domu. - powiedziałem.
- To dobrze, złapałeś go? - spytała.
- Nie, to nie takie proste. Trochę mi to na pewno zajmie. - westchnąłem.
- Nie miałeś problemów u szefa?
-Trochę... ale mniejsza o to. Dalej chcesz gdzieś wyjść wieczorem? - spytałem.
-Jasne, gdzie proponujesz?
- Sam nie wiem, kino, basen, łyżwy, ścianka, park trampolin czy może jakaś knajpka? - dałem jej kilka propozycji.
Clary?
Spojrzałem na odchodzącą dziewczynę, robiąc duże oczy.
- Noo więc, gdzie planujecie je urządzić? - spytał mężczyzna.
- A noc poślubna? - dodała kobieta.
Schowałam twarz w dłonie i westchnąłem ciężko.
- Przepraszam, trochę sobie z państwa zazartowaliśmy, nie bierzemy ślubu, nawet nie jesteśmy razem... -wyznałem.
Nie chciałem w to dalej brnąć, wiedziałem, że będzie z tego niezły kwas, musiałem to przerwać.
- Jak się naprawdę pobierzecie, uważajcie że wam od razu uwierzymy. - powiedziała kobieta, kiedy Clary wróciła.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Musiałem im powiedzieć. - wyjaśniłem. Chwilę później zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Maks, kurwa... gdzie jesteś?! - spytał zdenerwowany.
- A co się stało? -spytałem wymijająco.
- Masz w samochodzie akta kosy?
- Mam... za godzinę jakaś przywiozę je do biura.
- Nie, nie rozumiesz... on uciekł, szuka tych papierów i prawdopodobnie wie gdzie są.
Przejechałem dłonią po twarzy, wtem usłyszeliśmy dźwięk alarmu samochodu. Wybiegłem z mieszkania, zbiegłem po schodach w niemożliwym tępie, mężczyzna właśnie uciekał, rozbił szybę w moim aucie skąd włączył się alarm. Mężczyzna ubrany na czarno zaczął uciekać, w dłoni miał teczkę. Przeklnąłem pod nosem.
- Bierz go! - powiedziałem do Arona i rzuciliśmy się za nim w pogoń.
Niestety, wsiadł ma jakiś motor i odjechał. Zdenerwowany wróciłem do samochodu, przed którym stała Clary.
- Maks co się stało? - spytała przenosząc wzrok na robitą szybę.
- Jeden z członów mafii, którą próbujemy wytropić od roku, ukradł mi dokumenty z wszystkimi dowodami itp. Miałem je zawieźć dzisiaj do biura...
- I co teraz?
- Nie wiem, muszę go znaleźć... - mruknąłem. - Przepraszam, ale muszę jechać. Wybacz że zepsułem ci spotkanie z rodzicami... - lekko się skrzywiłem, kładąc dłonie na jej ramionach.
Clary?