Od Maksa c.d Clary

Kiedy się rozłączyła, od razu zawróciłem kierując się w stronę mieszkania jej brata. Na szczęście byliśmy "stosownie" ubrani, mieliśmy broń. Droga tam zajęła nam niemal kilkadziesiąt sekund, dzięki temu, że jechaliśmy na sygnale. Jednak trochę przed dojechaniem na miejsce je wyłączyliśmy, aby nie wzbudzać u tych facetów podejrzeń.
- Denerwujesz mnie... - stwierdził nagle.
- Dlaczego? - spytałem.
- Czemu jej pomagasz? I tak masz już kłopoty, po co ci kolejna mafia na głowie? - nie odpowiedziałem. Nie znałem odpowiedzi... pomagam jej bo... mnie o to poprosiła. - Powiem ci, zakochałeś się.
Rzuciłem mu jedynie szybkie spojrzenie. Właściwie to są dwie opcje. Pierwsza, jestem debilem, który nie potrafi jej odmówić, albo rzeczywiście się zakochałem. Albo jedno i drugie... Dojechaliśmy na miejsce, skierowaliśmy się na schody pożarowe, które prowadziły do tylnego wyjścia każdego z mieszkań. Nie byłoby zbyt bezpiecznie wejść głównym wejściem. Cicho weszliśmy do mieszkania, jednak oni okazali się sprytniejsi niż my i szybko skapnęli się, że tu jesteśmy. Najstarszy mężczyzna chwycił dziewczynę za ramię i przyłożył lufę do jej głowy.
- Puść ją! - warknąłem, cały czas w niego mierząc.
- Po co te nerwy? Można na spokojnie. - uśmiechnął się.
Słowo daję, ledwo powstrzymywałem się, aby nie sprzedać mu kilka kulek w ten jego pusty łeb. Chciał znów coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili drzwi zostały wyłamane a do środka wparowali inni antyterroryści, nim zdążyłem znów spojrzeć w stronę Clary, mężczyźni po bokach starszego zaczęli strzelać, dostałem kilka kulek w klatkę piersiową, nim opadłem na ziemię oddałem jeszcze strzał, prosto w środek głowy tego sukinsyna. Matt z Lucasem zakuli pozostałych dwóch, jak osunąłem się na ziemię. Podbiegła do mnie Clary i Matt, chłopak rozdarł część mojego munduru, w którym było kilka dziur od kuli.
- Kurwa. - mruknął pod nosem a mi coraz trudniej było złapać oddech.
Przymusiłem się, aby otworzyć szerzej oczy, ból paraliżował mnie całego, nie mogłem ruszyć nogą, ani nic.
- Ale... nie musicie się już o nich martwić. - wydukałem łapiąc Clary za rękę, oddając bardzo płytki oddech.
- N-nie tak wyobrażałem sobie swoją śmierć. - powiedziałem ledwo kruchym tonem. 
- Nie umrzesz! - powiedział podniesionym głosem chłopak. 
- Ch-choć dobrze, że nie umieram w jakiejś piwnicy sam ze szczurami. - dodałem choć pewnie ledwo mnie zrozumieli. 
Czułem, że zbliża się koniec... później będzie już tylko ciemność, ból zniknie ale nie będzie już nic.

Clary?