- Denerwujesz mnie... - stwierdził nagle.
- Dlaczego? - spytałem.
- Czemu jej pomagasz? I tak masz już kłopoty, po co ci kolejna mafia na głowie? - nie odpowiedziałem. Nie znałem odpowiedzi... pomagam jej bo... mnie o to poprosiła. - Powiem ci, zakochałeś się.
Rzuciłem mu jedynie szybkie spojrzenie. Właściwie to są dwie opcje. Pierwsza, jestem debilem, który nie potrafi jej odmówić, albo rzeczywiście się zakochałem. Albo jedno i drugie... Dojechaliśmy na miejsce, skierowaliśmy się na schody pożarowe, które prowadziły do tylnego wyjścia każdego z mieszkań. Nie byłoby zbyt bezpiecznie wejść głównym wejściem. Cicho weszliśmy do mieszkania, jednak oni okazali się sprytniejsi niż my i szybko skapnęli się, że tu jesteśmy. Najstarszy mężczyzna chwycił dziewczynę za ramię i przyłożył lufę do jej głowy.
- Puść ją! - warknąłem, cały czas w niego mierząc.
- Po co te nerwy? Można na spokojnie. - uśmiechnął się.
Słowo daję, ledwo powstrzymywałem się, aby nie sprzedać mu kilka kulek w ten jego pusty łeb. Chciał znów coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili drzwi zostały wyłamane a do środka wparowali inni antyterroryści, nim zdążyłem znów spojrzeć w stronę Clary, mężczyźni po bokach starszego zaczęli strzelać, dostałem kilka kulek w klatkę piersiową, nim opadłem na ziemię oddałem jeszcze strzał, prosto w środek głowy tego sukinsyna. Matt z Lucasem zakuli pozostałych dwóch, jak osunąłem się na ziemię. Podbiegła do mnie Clary i Matt, chłopak rozdarł część mojego munduru, w którym było kilka dziur od kuli.
- Kurwa. - mruknął pod nosem a mi coraz trudniej było złapać oddech.

- Ale... nie musicie się już o nich martwić. - wydukałem łapiąc Clary za rękę, oddając bardzo płytki oddech.

- Nie umrzesz! - powiedział podniesionym głosem chłopak.
- Ch-choć dobrze, że nie umieram w jakiejś piwnicy sam ze szczurami. - dodałem choć pewnie ledwo mnie zrozumieli.
Czułem, że zbliża się koniec... później będzie już tylko ciemność, ból zniknie ale nie będzie już nic.

Clary?