Od Maksa c.d Clary

Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
- Jace znalazł sobie ochronę. -uśmiechnąłem się.
- Na to wygląda. - odwzajemniła gest.
Westchnąłem płytko i spojrzałem w niebo, przymykając oczy. [...] Siedzieliśmy tam kilkanaście minut, później odprowadziłem Clary do domu.
- To do jutra. - powiedziała, kiedy otworzyła drzwi.
- Mhm, do jutra. - uśmiechnąłem się lekko, złączając nasze usta w pocałunku.
***
Obudziłem się dość późno, dochodziła 10. Poszedłem w kierunku łazienki, wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się.
QN431-00X
Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi, była to Clary. Wpuściłem ją do środka.
- Zgadnij co... - uśmiechnęła się szeroko.
- No nie wiem co. - odparłem zamykając drzwi, odwróciłem się w jej stronę.
- Sebastian załatwił nam wejściówki na jego koncert w Paryżu. - widziałem iskierki ekscytacji w jej oczach.
- No nie wiem... - skrzywiłem się lekko. - Kiedy to?
- Za tydzień. - odpowiedziała, westchnąłem. Zrobiła krok w moją stronę i zarzuciła mi ręce na szyję. - No Maaaks, proszę. - zrobiła oczka szczeniaczka.
- Noooo... - westchnąłem. - Niech ci będzie. - objąłem ją w talii.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Mi na Tobie też. -zamknęłam oczy i przytuliłam się do niego- Martwiłam się o Ciebie, wpierw myślałam, że.. umrzesz. A później..
- Już jest w porządku. Jestem tu z Tobą i nie zamierzam Cię zostawiać.
Pocałował mnie w głowę.
***
Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Postanowiliśmy pójść z Jacem na spacer. Przy okazji zaszliśmy do domu Maksa i zabraliśmy jego psy. Veren, Haakon, Azazel i Aron od razu zaprzyjaźnili się z Jacem. Poszlismy do parku dla psów, a że była już późna pora, byliśmy tylko my. Puścilismy psy luzem i usiedliśmy na ławce.
Maks?

Od Nanami Do Hangagog'a

Wreszcie udało mi się dostać pracę w jednej z klinik weterynaryjnych. W moim kraju zarobienie na leczeniu zwierząt jest bardzo nieopłacalne. Przeprowadzka jak i praca były szansą na otworzenie nowego rozdziału. Musiałam znaleźć jakieś lokum dla moich trzech koni. Na szczęście stajnia była kilka kilometrów od mojego mieszkania. Dodatkowo zaoferowano mi tam dodtkową pracę jako weterynarz i instruktor więc miałam pełne ręce roboty.
Po kilku tygodniach zaklimatyzowałam się i przystosowałam do nowego miejsca jak i zaparacowanego trybu życia. Ale nie narzekałam praca ze zwierzętami to nie praca. Pewnego dnia do mojej kliniki przyszedł nietypowy pacjent. Do gabinetu wszedł cały wytatuowany chłopak z plastikowym pojemnikiem.
- Witam kogo my tu mamy ?
- Witam jestem Hangagog a to mój wąż niedawno zaczął zrzucać skórę która została mi na oczach
Wyjęłam węża i obejrzałam go wzięłam mały skalpel i po 10 minutach zdjęłam skórę z kego oczy aby wąż widział normalnie.
- Jest w dobrej kondycji  powiedziałam wkładającgo do pudełka
- Zajmuje się Pani tylko małymi zwierzętami?
- Nie mam kilka specjalizacji głównie jednak końmi
- Jest możliwość domowej wizyty ?
- Tak a o co chodzi ?
- Odrobaczenie i szczepienie
Napisałam na kartce numer telefonu i podałam mu
- Proszę dzwonić w godzinach 17-19
Facet wyszedł a ja zjełam sie resztą pacjętów.

(Hangagog)

Od Maksa c.d Clary

- No wiesz... dużo siedzib poszukuje teraz antyterrorystów. Na pewno coś znajdę. - wzruszyłem lekko ramionami.
- Mam nadzieję. - westchnęła cicho.
- Będę miał dużo, naprawdę bardzo dużo czasu aby szukać. - jęknąłem.
Nigdy nie lubiłem siedzieć w domu i nic nie robić, a teraz chyba jestem na to skazany. Nic zbyt aktywnego robić nie mogę, więc praca, siłownia etc odpada... nie wiem jak ja przetrwam ten czas.
- Jakoś to będzie. - stwierdziłem. - Jest tu twój brat? - spytałem.
- Nie, wrócił do siebie. - odparła.
Pokiwałem głową i zastanowiłem się chwilę, ponownie spojrzałem na dziewczynę.
- Nie chcę się z tobą kłócić... zależy mi na tobie. - oparłem swoje czoło o jej.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Przez chwilę stałam, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Maks, odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Położyłam dłonie na jego ramionach i stanęłam na palcach, aby go pocałować. Chłopak zsunął dłonie na moją talie i przyciągnął mnie do siebie. Nasz pocałunek stał się bardziej namiętny, a kiedy zabrakło nam tchu, odsunęliśmy się od siebie. Byliśmy w salonie.. nie pamiętałam jak tu dotarlismy.
- Nasza poprzednia rozmowa.. -zaczął- To wszystyko Matt wymyślił, wkręcił w to szefa. Przepraszam..
- Nie musisz. To nie Twoja wina. -położyłam dłoń na jego policzku.
- Oni mówili o Tobie.. -westchnął- przywaliłem Mattowi.
Zatkało mnie.
- Ale.. co teraz zrobisz? Matt to Twój partner, jak będziecie teraz razem pracować? A.. jak.. jak będzie wyglądała Twoja relacja z szefem..
- Odszedłem.. -powiedział nagle- Za kilka dni pojadę tam po swoje rzeczy. Nie będę stać bezczynnie, kiedy ktoś Ciebie obraża i wmawia Ci takie rzeczy.
Westchnęłam.
- To, gdzie teraz będziesz pracował?
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Gdy zamykałem oczy, widziałem Clary, Matta i tego faceta. W uszach brzmiały mi jej słowa "Kocham cię " żałowałem że w tamtej chwili nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. [...] Czas spędzony w szpitalu był okropny. Cały czas zastanawiałem się, dlaczego ani razu nie widziałem Clary. Dzisiaj wyszedłem z tego paskudnego miejsca. W domu wziąłem prysznic, naprawdę długi prysznic. Wysuszyłem włosy, które wcześniej umyłem, ułożyłem odpowiednio i ubrałem się. Dresy, bluza, buty.

Zbyt gwałtowne ruchy nadal sprawiały mi ból, jednak ignorowałem to. Wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i ruszyłem pod dom Clary, ta sprawa nie dawała mi spokoju, musiałem ją wyjaśnić.
Zapukałem do drzwi, nie czekałem długo.
- Maks... - powiedziała z ulgą, ale zaraz zmieniła ton. - Czego chcesz?
- Dowiedzieć się, o co ci chodzi. - odpowiedziałem. Spojrzała na mnie dając znak, że nie rozumie. - Mówiłaś że niby mnie kochasz, a ani razu nie widziałem cię w szpitalu. - dodałem.
- Bo nie chciałeś mnie widzieć. - teraz to ja nie zrozumiałem.
- Skąd ci to przyszło do głowy?
- Twój szef powiedział, że nie chcesz abym do ciebie przychodziła i dzwoniła, miałam zostawić cię w spokoju.
Przejechałem dłonią po czole, analizując wszystko.
- Nie wiem o co mu chodziło ale to nie prawda. - powiedziałem. Schowałem twarz w dłoniach i westchnąłem ciężko. Ała... - Niczego takiego nie chciałem. - powtórzyłem. - Słuchaj... - opuściłem dłonie wzdłuż ciała. - Bardzo się o ciebie martwiłem, tęskniłem za tobą... i nie wiem, czy powiedziałaś tamto pod wpływem emocji, czy rzeczywiście tak jest, ale wolałbym abyś widziała że... kocham cię. - wyznałem. - Dobra... tylko tyle chciałem powiedzieć. Cześć. - westchnąłem i ruszyłem w stronę wyjścia. Musiałem pojechać jeszcze do pracy, miałem teraz dość długi urlop aby wrócić do formy, a w biurze zostały ulubione zabawki psów, bez których będzie im ciężko przeżyć ten czas. Nim wszedłem do pomieszczenia, przysłuchałem się rozmowie szefa i Matta.
- Głupia ta Clary, założę się że jakbym jej powiedział że Maks ma żonę, dziecko to też by uwierzyła. - zaśmiał się.
- To był dobry pomysł, Maks nie będzie się narażać dla takiego czegoś.
Wszedłem do środka, od razu ucichli, zmrużyłem oczy.
- A więc tak. - skrzyżowałem ręce na piersi.
- Maks... to było dla twojego dobra, widziałeś że prawie przez nią zginąłeś. - zaczął od razu.
- Prosiłem cię o pomoc? Pozwól, że sam o siebie zadbam. - wziąłem zabawki i wpakowałem je do plecaka, bo było ich dość sporo.
- Maks, błagam cię. Warto dla takiej się tak poświęcać? Stać cię na o wiele lepszą. - nie wytrzymałem, wykorzystując to, że stoi za mną i niczego się nie spodziewa wstałem, odwróciłem się gwałtownie i dałem mu w nos.
- Spróbuj jeszcze raz ją obrazić, to na rozbitym nosie się nie skończy! - fuknąłem. - Odchodzę. - skierowałem te słowa do szefa. Wyciągnąłem z kieszeni odznakę i rzuciłem mu ją pod nogi. - Przyjdę za kilka dni po rzeczy. - dodałem wychodząc.
Oczywiście mężczyzna wybiegł za mną prosząc, abym tego nie robił. Nie odpowiadając mu wyszedłem na zewnątrz, wsiadłem do auta i wróciłem do domu Clary. Zapukałem dwa razy, kiedy otworzyła, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć ująłem jej twarz w dłonie i złączyłem nasze usta w pocałunku.

Clary? c:

Od Clary c.d Maks

Na policzkach poczułam łzy. Mocniej ścisnęłam dłoń Maksa.
- Maks.. -powiedziałam zapłakana- Nie umieraj.. nie możesz. Potrzebuje Cię. Ja.. kocham Cię Maks. -spojrzałam na niego.
Patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, ale chyba usłyszał co powiedziałam. Czekałam na odpowiedź,ale jej nie dostałam. Maks zamknął oczy i opadł nieprzytomny. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać, przytuliłam twarz do twarzy Maksa. Nagle poczułam czyjeś ręce na ramionach. Ktoś odsunął mnie od chłopaka.
- Clary, wstań. Utrudniasz pracę lekarzom. -to Matt, pomógł mi wstać i odsunął mnie, aby zrobić miejsce.
***
Jechałam z Mattem za karetką, którą wieźli Maksa. Na sercu ciążyły mi słowa, które powiedział lekarz, kiedy wynosili rannego z budynku "Nie jest dobrze, mam wątpliwości co do tego czy chłopak przeżyje". Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Chłopak poprosił, abym zaczekała przed drzwiami do korytarza gdzie zabrali Maksa. Było tam kilkunastu policjantów, posłuchałam chłopaka i zostałam. Czekałam niecierpliwie, aż w końcu ktoś wyszedł zza drzwi. Mężczyzna w mundurze rozejrzał się i patrząc w moją stronę podszedł do mnie. Miał ponurą minę, co chyba nie wróżyło nic dobrego. Wstałam.
- Clary? -pokiwałam głową- Alexander Wayland, jestem szefem Maksymiliana.
- Co z nim?
- Obudził się, ale nie jest w dobrym stanie.
- Mogę go..
- Nie. -przerwał mi- Maks prosił.. khem.. on nie chce Ciebie widzieć. Nie przychodź do niego. Nie dzwoń, odpuść sobie dziewczyno. Wydaje mi się, że podjął dobrą decyzje. -zmierzył mnie wzrokiem- Rzeczywiście, miał racje.. nie jesteś dla niego odpowiednia.
Prychnął i odszedł.
***
Wróciłam do domu Maksa, powiedziałam Sebastianowi, że możemy już sobie iść. Wzięłam swoje rzeczy i wróciłam do domu. Sebastian wydzwaniał do mnie, więc wyłączyłam telefon. Fakt, byłam zapłakana, kiedy weszłam do domu chłopaka, który pomagół mi.. Sebastianowi, ale nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Po prostu w jednej chwili zamknęłam się w sobie.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Kiedy się rozłączyła, od razu zawróciłem kierując się w stronę mieszkania jej brata. Na szczęście byliśmy "stosownie" ubrani, mieliśmy broń. Droga tam zajęła nam niemal kilkadziesiąt sekund, dzięki temu, że jechaliśmy na sygnale. Jednak trochę przed dojechaniem na miejsce je wyłączyliśmy, aby nie wzbudzać u tych facetów podejrzeń.
- Denerwujesz mnie... - stwierdził nagle.
- Dlaczego? - spytałem.
- Czemu jej pomagasz? I tak masz już kłopoty, po co ci kolejna mafia na głowie? - nie odpowiedziałem. Nie znałem odpowiedzi... pomagam jej bo... mnie o to poprosiła. - Powiem ci, zakochałeś się.
Rzuciłem mu jedynie szybkie spojrzenie. Właściwie to są dwie opcje. Pierwsza, jestem debilem, który nie potrafi jej odmówić, albo rzeczywiście się zakochałem. Albo jedno i drugie... Dojechaliśmy na miejsce, skierowaliśmy się na schody pożarowe, które prowadziły do tylnego wyjścia każdego z mieszkań. Nie byłoby zbyt bezpiecznie wejść głównym wejściem. Cicho weszliśmy do mieszkania, jednak oni okazali się sprytniejsi niż my i szybko skapnęli się, że tu jesteśmy. Najstarszy mężczyzna chwycił dziewczynę za ramię i przyłożył lufę do jej głowy.
- Puść ją! - warknąłem, cały czas w niego mierząc.
- Po co te nerwy? Można na spokojnie. - uśmiechnął się.
Słowo daję, ledwo powstrzymywałem się, aby nie sprzedać mu kilka kulek w ten jego pusty łeb. Chciał znów coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili drzwi zostały wyłamane a do środka wparowali inni antyterroryści, nim zdążyłem znów spojrzeć w stronę Clary, mężczyźni po bokach starszego zaczęli strzelać, dostałem kilka kulek w klatkę piersiową, nim opadłem na ziemię oddałem jeszcze strzał, prosto w środek głowy tego sukinsyna. Matt z Lucasem zakuli pozostałych dwóch, jak osunąłem się na ziemię. Podbiegła do mnie Clary i Matt, chłopak rozdarł część mojego munduru, w którym było kilka dziur od kuli.
- Kurwa. - mruknął pod nosem a mi coraz trudniej było złapać oddech.
Przymusiłem się, aby otworzyć szerzej oczy, ból paraliżował mnie całego, nie mogłem ruszyć nogą, ani nic.
- Ale... nie musicie się już o nich martwić. - wydukałem łapiąc Clary za rękę, oddając bardzo płytki oddech.
- N-nie tak wyobrażałem sobie swoją śmierć. - powiedziałem ledwo kruchym tonem. 
- Nie umrzesz! - powiedział podniesionym głosem chłopak. 
- Ch-choć dobrze, że nie umieram w jakiejś piwnicy sam ze szczurami. - dodałem choć pewnie ledwo mnie zrozumieli. 
Czułem, że zbliża się koniec... później będzie już tylko ciemność, ból zniknie ale nie będzie już nic.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Spakowałam kilka ubrań i niezbędnych rzeczy. Zadzwoniłam też do rodziców, poinformować ich, że Jace zostanie u nich dłużej, bo muszę pojechać na ważne szkolenie do innego miasta.
Po kilku minutach byłam pod domem Sebastiana, miałam zapasowe klucze, więc bez problemu mogłam wejść do środka.  Pokierowałam się do jego sypialni, gdy nagle wyszedł stamtąd wysoki mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.
- Szefie, mamy gościa. -powiedział chrapliwym tonem.
Z salonu wyszli kolejni dwaj mężczyźni.
- Witaj, Clarisso. -usłyszałam donośny głos za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam kolejnego człowieka, dużo starszego niż pozostali. Zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Powiedz nam, skarbie, gdzie się podziewa Twój brat.
Czyli to byli Ci goście z mafii. Westchnęłan cicho. Najważniejsze to zachować zimną krew, muszę zadzwonić do Maksa. Postanowiłam udawać, że nie widzę najmniejszego zagrożenia z ich strony. Niby obcy faceci, znający moją tożsamość, będący w domu mojego brata pod jego nieobecność, to codzienność.
- Zaraz do niego zadzwonię i spytam.
Powiedziałam i sięgnęłam do kieszeni po telefon. Mężczyzna, który wyszedł z sypialni odruchowo złapał za pistolet, przy pasie. Przełknęłam ślinę. Zimna krew, powtarzałam sobie.
- Jakiś problem? -spytałam i zmrużyłam oczy.
- Dla Ciebie, tak. Chyba, że się pospieszysz. -odpowiedział po czym wyjął pistolet i zaczął się nim bawić.
Spojrzałam na telefon. Odblokowalam go i pospiesznie wybrałam numer do Maksa. Oby odebrał.
- Clary? -usłyszałam zaniepokojony głos Maksa.
- Cześć braciszku. -powiedziałam siląc się na spokojny ton- No jestem u Ciebie w domu, są też jacyś mężczyźni, którzy chcą wiedzieć gdzie jesteś. Możesz mi powiedzieć, chętnie im przekażę.
Cisza..
- Tak, oczywiście. Powiedz, że zaraz się zjawię. -zrozumiał-ucieszyłam się w duchu- Clary.. w porządku? -spytał niepewnie.
- Tak. Dobra, to czekamy na Ciebie, zrobić Ci kawy, herbaty?
- Nie dzięki. Zaraz będę.
- Super, buziaki. -pożegnałam się i rozłączyłam.
Starszy mężczyzna, zapewne ich szef, patrzył na mnie podejrzanie. Czyżby, wiedział, że kłamię.
- Napijecie się czegoś? -odwróciłam się i poszłam do kuchni.
Oby uznali mnie za mało inteligentną.. Otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej 5 szklanek. Nagle usłyszałam za sobą kroki, odwróciłam się, ale nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ktoś przyłożył mi do ust mokrą szmatkę. Poczułam lekki ból głowy i osunęłam się na ziemię, nieprzytomna.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Jasne. - skinąłem głową. W tej samej chwili zadzwonił mój telefon. Potrzebowali mnie w pracy. - Muszę pojechać do pracy, podrzucę cię może? - zaproponowałem.
- Ok. - odparła.
- To pójdę się przebrać.
W sypialni założyłem swój mundur, wsiedliśmy z Clary do auta. Pierw odwiozłem ją do jej domu, tak jak mówiłem.
- Tylko... - powiedziałem nim wysiadła. - Uważaj i jakby coś, dzwoń od razu. - poprosiłem.
- Dobrze. - uniosła lekko lewy kącik ust.
Kiedy zniknęła za drzwiami, ruszyłem pod wskazany adres przez Matta. [...] Sytuacja była dość trudna, jednak udało nam się ocalić zakładnika, trzeba było jednak zabić terrorystę. Byłem już po tym wolny, wyciągnąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Clary, ostatnim razem nie odebrała i zacząłem się trochę martwić. Ponownie nie odebrała, zadzwoniłem więc do Sebastiana.
- Jest Clary w domu? - spytałem od razu.
- Nie ma jej odkąd wyszliście. - odparł.
Nic nie powiedziałem, tylko się rozłączyłem. Spojrzałem na samochód i zacząłem myśleć. A co, jeśli złapali ją ci z mafii?
- Matt. - zawołałem chłopaka, nim wsiadł do swojego samochodu. Podszedł do mnie. - Potrzebuję twojej pomocy. - westchnąłem.
- Ooo, coś nowego. - zaśmiał się pod nosem. - O co chodzi?
- Clary... musimy ją namierzyć, nie odbiera a... - westchnąłem. - Opowiem ci po drodze. - dodałem.
Wsiedliśmy do mojego auta i ruszyliśmy, po drodze opowiedziałem mu całą sytuację z Sebastianem i mafią.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Owszem, a Ty? -odkroiłam kawałek naleśnika i nakułm go na widelec.
- Równierz. -polał swoje naleśniki sosem i  zaczął jeść.
Poszłam w jego ślady, wzięłam kawałek, trzymany na widelcu i zjadłam. Było przepyszne.
- Kto Cię nauczył to robić? -spytałam i wskazałam brodą na naleśniki.
- Zawsze lubiłem bawić się z Em w kuchni, kiedy mamy nie było. Często ekseprymentowaliśmy i zazwyczaj nam nieźle wychodziło.
Maks zaczął opowiadać o swoich kuchennych przygodach w dzieciństwie, a ja słuchałam delektując się smakiem śniadania, które przygotował.
Po skończonym posiłku, pomogłam chłopakowi posprzątać.
- Skoro mamy zostać tu na dłuższy czas, mogłabym pójść do domu po swoje rzeczy, i do domu Sebastiana po jego ubrania itp. -spytałam, gdy siedzieliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy jakiś poranny program.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Jak długo mamy u ciebie zostać? - spytał Sebastian.
- Najlepiej do wyjaśnienia sprawy, ale nie mogę was trzymać na siłę. - odparłem. - Głodni? - spytałem.
- Już jadłem. - odparł i wrócił do pokoju, w którym spał. Przeniosłem wzrok na Clary.
- Jasne. - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem gest i udałem się do kuchni, podążyła za mną.
- Wolałabyś kanapki, jajecznicę... czy co? - spytałem zaglądając do lodówki.
- Zdam się na ciebie. - oparła się o blat kuchenny.
- Okej. - uśmiechnąłem się pod nosem.
Wyciągnąłem wszystkie potrzebne rzeczy, postanowiłem przygotować mini naleśniki. Nałożyłem kilka sobie i jej na talerz, po czym do szklanek nalałem soku pomarańczowego. Podałem dziewczynie talerz i usiadłem na przeciw niej przy wyspie.
- Wyspałaś się? - spytałem i wziąłem łyk soku.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Leżałam wtulona do chłopaka i przyglądałam się jego pracy. Po pewnym czasie nie zadawałam już sobie trudu z czytaniem tego co wyświetlało się na ekranie, tylko poddałam się zmęczeniu. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
***
Kiedy się obudziłam leżałam sama w łóżku Maksa. Usiadłam i rozciągnęłam ręce. Słyszałam z łazienki dźwięk puszczanej wody, zapewne któryś z chłopaków bierze kąpiel. Szybko wstałam i wyszłam z sypialni Maksa, kierując się w stronę przedpokoju. Na pewno wisiało tam lustro, a ja nie chciałam, żeby któryś z obecnych tu osobników płci przeciwnej widział mnie w takim stanie. Zaspaną, z roczochranymi włosami.. Nagle zza rogu wyszedł Sebastian. Podskoczyłam zaskoczona.
- No proszę, już się obudziła moja siostrzyczka. I jak tam? Przynajmniej dobry jest w łóżku, ten.. ten.
- O czym Ty mówisz? -spytałam, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- O Twoim chłopaku. Spaliście ze sobą.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
- Po pierwsze, on nie jest moim chłopakiem. Po drugie spaliśmy tylko razem w łóżku, a po trzecie,nawet jeżeli coś między nami by było, miałbyś z tym jakiś problem?
Brat spojrzał na mnie, był zły, ale nie rozumiałam w czym tkwi problem.
- Maks pomaga nam.. Tobie, siedzi po nocach, żeby znaleźć tych gości, wpuścił Cię do własnego mieszkania i pozwolił tu przenocować, a Ty.. jak się mu odwdzięczasz? Masz pretensje ze z nim spałam..
- Jesteś moja młodszą siostrą. To oczywiste, że się o Ciebie martwię..
- Ciesze się, że się o mnie troszczysz, ale nie jestem już małą dziewczynką. Daje sobie radę, a to z kim sypiam to wyłącznie moja sprawa. No i tego, z którym sypiam. No i..
- Dobrze -przerwał mi- rozumiem. Przepraszam, że się tak zachowałem.. ale ja też się denerwuję tą całą sytuacją. Staram się zachować zimną krew, ale mi nie wychodzi.. -przerwał, bo do pomieszczenia wszedł Maks.
Miał na sobie jedynie ciemne jeansy i białe skarpetki. A mi zaparło dech na widok jego nagiego, umięśnionego torsu.
Maks? ;3 xd

Od Maksa c.d Clary

Byłem w swojej sypialni, leżałem na łóżku a na komputerze, w systemie policyjnym próbowałem zebrać informacje na temat owej mafii. Miałem na sobie czarne dresy i t-shirt. Kiedy znalazłem coś ciekawego,  drukowałem. Znalazłem kilku członków, miałem gotowe już ich karty jednak to dopiero początek, kropla w morzu. Nagle ktoś zapukał do drzwi, psy leżące na łóżku cicho warknęły, jednak kiedy zobaczyły Clary przestały.
- Coś się stało? - spytałem.
W pokoju było zgaszone światło, paliła się jedynie niewielka lampka przy łóżku przez co słabo ją widziałem.
- Ja... - jęknęła cicho.
- Chodź tu. - poklepałem miejsce obok siebie.
Tak też zrobiła, usiadła obok mnie. Spojrzałem na nią.
- Nie mogę zasnąć. - wyznała w końcu.
- A co tam? Sebastian chrapie? - spytałem i uniosłem lekko lewy kącik ust, odwzajemniła gest.
- Nie... boje się trochę. - przyznała.
Ująłem lekko jej dłoń.
-Wszystko będzie dobrze. - stwierdziłem.
Kiedy spojrzała mi w oczy i pokiwała głową przuciągnąłem ją do siebie, przytuliła się do mnie, opierając głowę na moim torsie. Przytuliłem ją.
-Co robisz? - spytała.
- Szukam ludzi z tej mafii. Mam już kilku. - odparłem.
Zabrałem jedną dłoń i teraz tylko ją obejmowałem,  musiałem mieć jedną wolną aby móc pisać.

Clary?

Od Clary c.d Maks

A więc to był jego siostrzeniec.. odetchnęłam. Nagle podeszła do mnie siostra Maksa.
- Cześć jestem Emily, a Ty to..
- Clary. A to Sebastian, mój brat. -obie spojrzałyśmy na chłopaka, a ten uśmiechał się promiennie do dziewczyny, jakby wcale właśnie nie ukrywał się przed mafią.
Emily odezajemniła gest i znów spojrzała na mnie.
- Jesteś nową dziewczyną Maksa?
Spojrzałam na nią w osłupieniu.
- Och, na prawdę zazdroszczę Ci takiego chłopaka. Maks jest wspaniały, kochany, troskliwy i chce wszystkim pomagać, nie to co mój mąż.. czemu ja z nim w ogóle jestem. -zaśmiała się.
- Nie może być, aż tak źle skoro za niego wyszłaś. Każdy ma minusy, ale nawet u najgorszych ludzi doszukamy się plusów. -wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się.
- Lubie Cię.. No dobra chłopcy, Olivier idziemy.
Chłopiec pożegnał się z Maksem i pobiegł do Emily.
- Zadzwonie później, pa.
- Cześć. -chłopak pomachał siostrzeńcowi i zamknął drzwi za nimi.
***
Sebastian już dawno zasnął, a ja wciąż nie mogłam. Wymknęłam się z pokoju gościnnego i poszłam pod pokój Maksa. Zpukałam.
Maks?

Od Clary c.d Maks

Matt zaprosił Elizabeth na spacer, więc siedziałam w domu sama z Jacem, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam z psiakiem na rękach i otworzyłam.
- Hej, sis. -do środka wszedł Sebastian.
Położył dłoń na moje włosy i poczochrał je.
- Witaj, najukochańszy bracie. -powiedziałam i zacisnęłam wargi w cienką kreskę- Co Cię do mnie sprowadza? -spytałam i usiadłam na kanapę, odstawiając Jace'a na dywan.
- Sprowadza? To już nie można tak po prostu młodszej siostry odwiedzić? -powiedział i zaczął się śmiać.. nerwowo.
- Można, ale Ty zazwyczaj przychodzisz w jakiejś sprawie.. potrzebie.
- Nie, skąd. -zaczął zaprzecać, ale posłałam mu znudzone spojrzenie- Dobra. Masz racje. -westchnął głęboko i oparł się o oparcie krzesła, na które wcześniej usiadł.
- Nooo, to o co chodzi?
- Jestem winien koledze pieniądze..
- Jeny, mów normalnie. Ile potrzebujesz?
- 80 tysięcy.
- Ile?! -spytałam zdumiona.
- 80 000.
- Sebastian, skąd Ty.. na co Ci było tyle pieniędzy?
- Nie ważne. -schował twarz w dłonie.
Westchnęłam.
- Okay, nie ważne.. a ten kolega, nie może trochę poczekać?
- Problem w tym, że.. to szef jakiegoś gangu mafijnego.
- Co?! -złapałam się za głowę i aż wstałam z siedzenia.
W tym momencie ktoś znów zapukał do drzwi. Wróciłam do przedpokoju i otworzyłam drzwi.
***
Wzięłam kluczyki od Maksa i pokiwałam głową. Chłopak podał mi adres swojego mieszkania. Spojrzałam na niego, podeszłam bliżej i przytuliłam go, powstrzymując łzy, które od jakiegoś czasu zbierały mi się w oczach.
- Nie wiem, jak Ci się odwdzięczyć.. dziękuję.
Schowałam twarz w jego ramię, ale on nie odwzajemnił gestu, tylko westchnął głęboko i powiedział:
- Na prawdę muszę już iść. Jedźcie prosto do mojego mieszkania. -odsunął się ode mnie.
Zrobiło mi się głupio, przetarłam oczy.
- Powodzenia.  -powiedziałam tylko i wyszłam szybko z pomieszczenia.
Po chwili obok mnie zjawił się Veren.
***
Siedzieliśmy z Sebastianem w salonie Maksa już od godziny. Brat był o dziwo nadzwyczaj spokojny, za to ja nie mogłam wytrzymać na miejscu. wstałam w końcu i poszłam przejść się po mieszkaniu. Na ścianach mieszkania wisiało wiele zdjęć. Maks na motorze, trzyma spory puchar, z kolegami i nad morzem z parą starszych ludzi, na boisku do piłki nożnej z drużyną. Idąc dalej do sypialni, wisiały zdjęcia szczeniaków, zapewne jego psy. Próbowałam rozpoznać Verena, ale nie bardzo mi to szło. Zobaczyłam też zdjęcia małego Maksa z mamą, z ojcem i chłopcem nieco niższym od niego (zapewne jego bratem). Ostatnim zdjęciem jakie widziałam, stało na biurku. Przedstawiało Maksa z chłopczykiem na ramionach. Oboje śmiali się z czegoś. Chłopiec miał taki sam uśmiech jak Maks i jego nos. Jednak chłopiec miał trochę jaśniejsze włosy. czyżby to był jego.. syn.
Maks? kkk

Od Maksa c.d Clary

Pobiegłem się przebrać, tak jak inni z oddziału.
Podobny obraz
Tak jak powiedziałem, w 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Negocjator był już na miejscu, rozmawiał z terrorystą. Podszedłem do niego, wyciszył go na chwile.
- Jeden? - spytałem.
- Tak, 6 piętro. Grozi że ją zabije i wysadzi cały hotel, w środku nadal są ludzie, nadal ich ewakuujemy.
- Okej, czego chce?
- Tego jeszcze nie wiem. - odparł.
Pokiwałem głową i poklepałem go po ramieniu, spojrzałem na ekran, na którym było widać cały pokój w którym się znajdował. Kobieta siedziała na łóżku, ten trzymał przy jej głowie pistolet, a w drugiej ręce miał bombę. Przejechałem dłońmi po twarzy, w tym samym momencie rozległ się dźwięk rozbijanego szkła, a kilka sekund po tym na masce policyjnego auta znalazła się sprzątaczka.
- Kurwa... - mruknąłem pod nosem.
- O co chodzi? - spytał zdumiony.
- Nie wiem. - westchnąłem. - Osłaniajcie mnie. - powiedziałem do chłopaków, skierowali bronie w stronę okna, z którego wyleciała kobieta.
Ostrożnie podszedłem do niej, na początku sprawdziłem puls, nie żyła. Co się dziwić... spadła z 6 piętra... wokół pasa miała przewiązany telefon taśmą, który właśnie  w tej chwili zaczął dzwonić. Odkleiłem go i odebrałem.
- Macie 10 minut, inaczej rozwalę jej łeb. - powiedział.
- Mm, jak miło. Czemu na ten dzwonisz?
- Wszystkie inne są na podsłuchu.
- Czego chcesz?
- 10 minut, rozumiesz, dupku? - po tych słowach, rozłączył się.
Przeklnąłem pod nosem i wróciłem do reszty.
- Czego chce? - spytali.
- Chuj wie, powiedział że mamy tylko 10 minut, inaczej rozwali jej łeb. - skrzyżowałem ręce na piersi i zastanowiłem się chwilę. - Dobra, nie ma co zwlekać, nie podał żądań... trzymamy się jak najdalej od wszelkich wind, dzielimy się na dwie grupy. Jedna idzie od wschodniej części budynku, druga od zachodniej, spotykamy się w tym samym miejscu. Badamy sytuację na monitorze, Lucas, zagaduj go ale nie tak, żeby było podejrzanie. Dwaj snajperzy do budynków na przeciwko. Później zobaczymy. - wyjaśniłem.
Założyłem kask, chwyciłem i przeładowałem broń, weszliśmy do budynku, który był już pusty i tak jak mówiłem, rozdzieliliśmy się. Droga na 6 piętro, zajęła nam z dwie minuty, dotarliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Wyciągnąłem monitor, wyglądało na to, że facet nic nie podejrzewał. Stał z nią przy oknie.
- Wchodzimy, tylko po cichu. - szepnąłem, wszyscy skinęli głowami.
Chwyciłem klamkę, powoli, bardzo powoli otworzyłem drzwi i po kolei weszliśmy do środka, gwałtownie się odwrócił celując bronią w nas, później ponownie przyłożył spust do głowy dziewczyny.
- Opuśćcie broń albo ją rozwalę! - groził.
- To ja odebrałem telefon. - powiedziałem.
- Idźcie stąd, to sprawa oczywista! Ale już! - patrzał raz na mnie, raz na chłopaków.
- Zastrzelcie go... - powiedziała łamiącym się głosem kobieta.
- Zamknij się! - wydarł się na nią, zakrywając jej usta dłonią. - Uspokój się. - dodał. - Przestraszyliście ją. - ponownie spojrzał na nas. - Wszystko jest pod kontrolą, nie pogarszajcie sytuacji.
- Już jest gorsza. - odparłem cały czas w niego celując. - Wyglądasz na rozsądnego faceta. - stwierdziłem.
- Bo nim jestem! - odparł. - Nic jej nie grozi, odejdźcie bo będzie źle. Rozumiecie?! - krzyknął.
- Nie możemy odejść. - odparłem spokojnie, a spokój, w takich sytuacjach był najważniejszy. Trzeba było zachować zimną krew.
- Liczę do trzech! - zarządził. - Raz... - zaczął odliczać.
- Skarbie nie ruszaj się. - powiedziałem do dziewczyny.
Zmrużyłem delikatnie oczy, pociągnąłem za spust i trafiłem mu idealnie w ramię, w jednej chwili powaliliśmy go na ziemię, zakuwając w kajdanki.
- Zajmij się nią. - powiedziałem do Eliota.
Zabraliśmy faceta na dół, wsadziliśmy w samochód i właściwie byliśmy już wolni. Dochodziła 16, więc pracę już skończyłem. Zamiast jechać pierw do siedziby przebrać się, pojechałem do domu. Tam też mogłem to zrobić, a wolałem być już tam. Pożegnałem się z wszystkimi, wsiadłem w samochód i pojechałem pod mieszkanie. Wszedłem do środka, obaj siedzieli przy stole, rozmawiali. Clary słysząc otwieranie się drzwi od razu wstała i podeszła do mnie.
- Krew... - spojrzała mi na dłonie.
- Nie moja. - mruknąłem. - Usiądź. - poprosiłem.
Usiadłem kolo nich, westchnąłem pod nosem. Nawet się jeszcze nie przebrałem, ściągnąłem Tylko kask i kominiarkę.
- No więc tak... ile tej kasy? -spojrzałem na brata dziewczyny, bo to jego głównie dotuczyło. 
- No... 80 tysięcy. - położył dłoń na karku.
Oparłem głowę o rękę i zacząłem się zastanawiać.
- Zrobiłeś porządek z telefonem?
-Tak. - odparł. 
- Zrobimy tak... zostaniecie tu na noc, około północy pojedziemy w miejsce, gdzie się z nim pierwszy raz widziałeś, spróbujemy chociaż ich namierzyć. Później zobaczymy...
- Zobaczymy? Tutaj trzeba działać! - podniósł lekko głos. 
-Wierz mi, Wiem jak działa mafia. Pośpiech w takich sytuacjach nie powinien mieć miejsca. -odpowiedziałem bez żadnych emocji.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Westchnąłem i podszedłem do nich. Zobaczyłem w nich siostrę i Oliwiera.
- To żeś sobie porę wybrała... - mruknąłem. 
Wpuściłem ich do środka. Oli od razu pobiegł do psów, które jak zwykle niezwykle ucieszyły się jego wizytą.
- Zaopiekujesz się nim? - spytała. - Oo, masz gości. - minęła mnie i weszła głębiej do salonu. - Cześć. - uśmiechnęła się do nich. 
- Cześć. -odparł chłopak z uśmiechem. 
- To jak, może zostać? - znów spojrzała na mnie.
- Wiesz, że zawsze chętnie ale Nie dzisiaj. Nie mogę...
- Zmajstrowałeś to teraz się opiekuj. - powiedział rozbawiony Sebastian. - Czemu się rozstaliście? A może nie byliście w ogóle razem? Ooo a może nadal jesteście? 
Emily zaśmiała się i pokręciła głową. 
- Wierz mi, zawsze chciałam żeby był moim mężem. Ale to mój młodszy braciszek, prawda braciszku? - poklepała mnie po policzku.
- Przestań.- westchnąlem i chwyciłem ją lekko za nadgarstek. - Dzisiaj nie mogę, przywieź go kiedy indziej.
- Dobra... przełożę spotkanie na inny termin. Coś się stało? - spytała. 
- Nic Em. 
Podszedłem do Oliwiera. 
-Siema młody. - uśmiechnąłem się, kucając przy nim. 
- cześć. - odwzajemnił gest. 
Zaczęliśmy chwile rozmawiać. 

Clary? 

Od Moniki do Hangagog'a

Powoli przekręciłam klucz w zamku, wchodząc do swojego mieszkania. U samego progu przywitał mnie Diego, wesoło merdając ogonem. Podrapałam zwierzaka za uchem, po czym powiesiłam kurtkę na wieszaku, a pistolet, wraz z odznaką położyłam na blacie komody. Przeszłam do kuchni, gdzie przygotowałam jedzenie dla psa, a sama wyciągnęłam z lodówki gotowe kanapki, które przyrządziłam dzisiejszego poranka. Po skończonym posiłku poszłam zapakować do torby sportowy strój i wszystko to, co może mi być potrzebne. Miałam już wychodzić z domu, kiedy otrzymałam wiadomość; Dzisiejsze walki odwołane, za to masz załatwiony trening w jednym z lepszych klubów bokserskich. Adres zaraz ci prześlę. Wzruszyłam tylko ramionami i udałam się pod wskazane miejsce. (...) Rakish, gdyż tak nazywa się mój szef - zawsze dba o kondycję i sprawność swoich zawodników, rzecz jasna, tych najlepszych. Bo jaki sens pchać pieniądze, w coś, co nie ma przyszłości? W coś, co już na samym początku jest spisane na straty. To jest zasada eliminacji, tu mają rację bytu tylko ci wytrwali i silni, niczym stal. Kiedy weszłam do budynku, rozejrzałam się uważnie naokoło. Byłam tu pierwszy raz. W recepcji podałam swoje imię i nazwisko. O dziwo - okazało się, że miałam wykupiony karnet na całkiem długi okres czasu. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Równie dobrze szkolę się, kiedy muszę walczyć z lepiej doświadczonymi od siebie. Wtedy stawka jest o wiele większa, więc nie mogę sobie pozwolić na najdrobniejszy, choćby błąd. A te treningi? No cóż, może coś dadzą, a może nie. Po rozgrzewce i zapoznaniu się z zadami, jakie tu panują przydzielili mi zawodnika. A był nim wysoki mężczyzna, niemalże cały pokryty różnorakimi tatuażami. Zmierzyłam go wzrokiem, oceniając jego możliwości, a także słabe strony...

(Hangagog?)

Od Maksa c.d Clary

Zjechałem na dół windą, wyszedłem na Zewnątrz udając się na parking, na którym stał mój samochód. Pojechałem do domu, musiałem zabrać psy na spacer. Poszliśmy do parku, po około godzinie wróciliśmy do domu. Poszedłem pod prysznic, wyszczotkowałem zęby, ubrałem się i ogarnąłem fryzurę. Zaburczało mi w brzuchu, udałem się więc do kuchni aby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie byłbym sobą,  gdybym pierw nie nakarmił psów. Wyciągnąłem z szafki ich ulubioną mokrą karmę o smaku królika z żurawiną. Każdy dostał po jednej 400 gramowej puszcze - jak codziennie. Postawiłem miski na płytkach, zaczęły jeść. Ok, teraz czas na mnie. Przygotowałem sobie kanapkę z sałatą, ogórkiem i kawałkami kurczaka. Zjadłem ze smakiem, popiłem to sokiem pomarańczowym. Miałem jeszcze trochę czasu, tak więc postanowiłem trochę posprzątać. Odkurzyłem, wytarłem kurze itp. Kiedy skończyłem, dochodziła godzina 12, na 12:30 miałem być w pracy. Schowałam telefon do kieszeni, z uwagi na nieco słabą baterię, bo tylko 51%, zabrałem ładowarkę i wyszedłem z domu. Windą Zjechałem na parking podziemny, gdzie znajdował się mój samochod.
Zaparkowałem przed naszą siedzibą, w środku było już dość dużo ludzi, poszedłem prosto do swojego biura. [...] Dochodził juz wieczór, wypelniałem raport z ostatniego wyjazdu. Nagle usłyszałem czyjś głos.
- Maks? - podniosłem głowę, w progu zobaczyłem Aleca. - Masz gościa. - dodał i zniknął a zamiast niego pojawiła się Clary.
Lekko zdziwiony wstałem i podszedłem do niej.
-Co tu robisz? -spytałem. - Co się stało? - widziałem, że jest jakaś przestraszona.
- Mój brat... on... pożyczył od jakiejś mafii pieniądze... dzisiaj przyszedł do mnie na kolację. No i przyszedł ten facet, od którego wziął te pieniądze. Chciał, żeby mu je oddał, ale on nie ma. Zaczął grozić mi, jemu i całej naszej rodzinie. Miał broń... - wydukała. - Proszę, pomóż mi... nam. -spojrzała mi głęboko w oczy.
Tak bardzo w tej chwili chciałem odmówić, ale nie zrobiłem tego.
- Dobrze, spokojnie. - położyłem dłonie na jej ramionach. - Spróbuję pomóc. - przerwał mi głos z krótkofalówki.
- Potrzebne wsparcie na brookstreet 7. Prawdopodobnie 2 zakładników, facet grozi że wysadzi cały budynek. - powiedział operator.
- Będziemy za 10 minut. - odparłem. - Teraz, wróć do domu. Ale... - westchnąłem. Oderóciłem się w stronę psów. Zawałem Verena, kucnąłem przy nim.
- Słuchaj przyjacielu. - pogłaskałem go. - Pójdziesz teraz z Clary. - wskazałem na dziewczynę. - Musisz jej pilnować, chronić i słuchać się jej. Okej? - szczeknął w odpowiedzi. - Przyjdę po ciebie później. - dodałem a on polizał mnie po twarzy. Wstałem. - Niech twój brat zniszczy kartę w telefonie i go wyłączy. No i na razie idźcie do mnie. - podniosłem z biurka kluczyki i podałem je jej. No tak... przecież ona u mnie nie była jeszcze. - Dzielnica I mieszkanie 12. Za godzinę, dwie będę. -dodałem.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Obudziłam się, przetarłam oczy i uświdomiłam sobie, że spałam przytulona do Maks'a. Od razu odsunęłam się od niego, usiadłam i spojrzałam na chłopaka. Patrzał na mnie.. byłam ciekawa od jak dawna.
- Przepraszam, jaa..
- Nie szkodzi. -zapewnił chłopak i uśmiechnął się.
Westchnęłam i przeczesałam włosy. Eliz i Matt wciąż spali.
- Zrobię śniadanie. -powiedziałam i zaczęłam zbierać ze stolika puste szklanki oraz pudełka po jedzeniu. Wszystko co uniosłam za pierwszym razem, zaniosłam do kuchni. Naczynia włożyłam do zmywarki, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Maks też przyszedł do kuchni. Oparł się o blat i spojrzał na mnie.
- Dzięki za wczorajszy wieczór.. i bardzo mi miło, że nas zaprosiłaś, ale ja muszę już się zbierać.. praca czeka.
- Dobrze. -westchnęłam cicho- Ja też dziękuję. -uśmiechnęłam się, ale nie odwzajemnił gestu, tylko ruszył na przedpokój.
Spojrzałam na kanapę, na której spali Elizabeth i Matthew.
- Bierzesz go ze sobą? -kiwnęłam głową w stronę Matta.
Maks również na nich spojrzał, i uśmiechnął się smutno.
- Nie, tą sprawą sam muszę się zająć.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- To do zobaczenia.
- Cześć. -odpowiedział tylko i wyszedł.
Zamknęłam drzwi. Wróciłam do salonu posprzątać resztę ze stołu. Po czym zabrałam się za przygotowanie posiłku.
Maks?