Od Maksa c.d Clary

Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
- Jace znalazł sobie ochronę. -uśmiechnąłem się.
- Na to wygląda. - odwzajemniła gest.
Westchnąłem płytko i spojrzałem w niebo, przymykając oczy. [...] Siedzieliśmy tam kilkanaście minut, później odprowadziłem Clary do domu.
- To do jutra. - powiedziała, kiedy otworzyła drzwi.
- Mhm, do jutra. - uśmiechnąłem się lekko, złączając nasze usta w pocałunku.
***
Obudziłem się dość późno, dochodziła 10. Poszedłem w kierunku łazienki, wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się.
QN431-00X
Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi, była to Clary. Wpuściłem ją do środka.
- Zgadnij co... - uśmiechnęła się szeroko.
- No nie wiem co. - odparłem zamykając drzwi, odwróciłem się w jej stronę.
- Sebastian załatwił nam wejściówki na jego koncert w Paryżu. - widziałem iskierki ekscytacji w jej oczach.
- No nie wiem... - skrzywiłem się lekko. - Kiedy to?
- Za tydzień. - odpowiedziała, westchnąłem. Zrobiła krok w moją stronę i zarzuciła mi ręce na szyję. - No Maaaks, proszę. - zrobiła oczka szczeniaczka.
- Noooo... - westchnąłem. - Niech ci będzie. - objąłem ją w talii.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Mi na Tobie też. -zamknęłam oczy i przytuliłam się do niego- Martwiłam się o Ciebie, wpierw myślałam, że.. umrzesz. A później..
- Już jest w porządku. Jestem tu z Tobą i nie zamierzam Cię zostawiać.
Pocałował mnie w głowę.
***
Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Postanowiliśmy pójść z Jacem na spacer. Przy okazji zaszliśmy do domu Maksa i zabraliśmy jego psy. Veren, Haakon, Azazel i Aron od razu zaprzyjaźnili się z Jacem. Poszlismy do parku dla psów, a że była już późna pora, byliśmy tylko my. Puścilismy psy luzem i usiedliśmy na ławce.
Maks?

Od Nanami Do Hangagog'a

Wreszcie udało mi się dostać pracę w jednej z klinik weterynaryjnych. W moim kraju zarobienie na leczeniu zwierząt jest bardzo nieopłacalne. Przeprowadzka jak i praca były szansą na otworzenie nowego rozdziału. Musiałam znaleźć jakieś lokum dla moich trzech koni. Na szczęście stajnia była kilka kilometrów od mojego mieszkania. Dodatkowo zaoferowano mi tam dodtkową pracę jako weterynarz i instruktor więc miałam pełne ręce roboty.
Po kilku tygodniach zaklimatyzowałam się i przystosowałam do nowego miejsca jak i zaparacowanego trybu życia. Ale nie narzekałam praca ze zwierzętami to nie praca. Pewnego dnia do mojej kliniki przyszedł nietypowy pacjent. Do gabinetu wszedł cały wytatuowany chłopak z plastikowym pojemnikiem.
- Witam kogo my tu mamy ?
- Witam jestem Hangagog a to mój wąż niedawno zaczął zrzucać skórę która została mi na oczach
Wyjęłam węża i obejrzałam go wzięłam mały skalpel i po 10 minutach zdjęłam skórę z kego oczy aby wąż widział normalnie.
- Jest w dobrej kondycji  powiedziałam wkładającgo do pudełka
- Zajmuje się Pani tylko małymi zwierzętami?
- Nie mam kilka specjalizacji głównie jednak końmi
- Jest możliwość domowej wizyty ?
- Tak a o co chodzi ?
- Odrobaczenie i szczepienie
Napisałam na kartce numer telefonu i podałam mu
- Proszę dzwonić w godzinach 17-19
Facet wyszedł a ja zjełam sie resztą pacjętów.

(Hangagog)

Od Maksa c.d Clary

- No wiesz... dużo siedzib poszukuje teraz antyterrorystów. Na pewno coś znajdę. - wzruszyłem lekko ramionami.
- Mam nadzieję. - westchnęła cicho.
- Będę miał dużo, naprawdę bardzo dużo czasu aby szukać. - jęknąłem.
Nigdy nie lubiłem siedzieć w domu i nic nie robić, a teraz chyba jestem na to skazany. Nic zbyt aktywnego robić nie mogę, więc praca, siłownia etc odpada... nie wiem jak ja przetrwam ten czas.
- Jakoś to będzie. - stwierdziłem. - Jest tu twój brat? - spytałem.
- Nie, wrócił do siebie. - odparła.
Pokiwałem głową i zastanowiłem się chwilę, ponownie spojrzałem na dziewczynę.
- Nie chcę się z tobą kłócić... zależy mi na tobie. - oparłem swoje czoło o jej.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Przez chwilę stałam, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Maks, odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Położyłam dłonie na jego ramionach i stanęłam na palcach, aby go pocałować. Chłopak zsunął dłonie na moją talie i przyciągnął mnie do siebie. Nasz pocałunek stał się bardziej namiętny, a kiedy zabrakło nam tchu, odsunęliśmy się od siebie. Byliśmy w salonie.. nie pamiętałam jak tu dotarlismy.
- Nasza poprzednia rozmowa.. -zaczął- To wszystyko Matt wymyślił, wkręcił w to szefa. Przepraszam..
- Nie musisz. To nie Twoja wina. -położyłam dłoń na jego policzku.
- Oni mówili o Tobie.. -westchnął- przywaliłem Mattowi.
Zatkało mnie.
- Ale.. co teraz zrobisz? Matt to Twój partner, jak będziecie teraz razem pracować? A.. jak.. jak będzie wyglądała Twoja relacja z szefem..
- Odszedłem.. -powiedział nagle- Za kilka dni pojadę tam po swoje rzeczy. Nie będę stać bezczynnie, kiedy ktoś Ciebie obraża i wmawia Ci takie rzeczy.
Westchnęłam.
- To, gdzie teraz będziesz pracował?
Maks?

Od Maksa c.d Clary

Gdy zamykałem oczy, widziałem Clary, Matta i tego faceta. W uszach brzmiały mi jej słowa "Kocham cię " żałowałem że w tamtej chwili nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. [...] Czas spędzony w szpitalu był okropny. Cały czas zastanawiałem się, dlaczego ani razu nie widziałem Clary. Dzisiaj wyszedłem z tego paskudnego miejsca. W domu wziąłem prysznic, naprawdę długi prysznic. Wysuszyłem włosy, które wcześniej umyłem, ułożyłem odpowiednio i ubrałem się. Dresy, bluza, buty.

Zbyt gwałtowne ruchy nadal sprawiały mi ból, jednak ignorowałem to. Wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i ruszyłem pod dom Clary, ta sprawa nie dawała mi spokoju, musiałem ją wyjaśnić.
Zapukałem do drzwi, nie czekałem długo.
- Maks... - powiedziała z ulgą, ale zaraz zmieniła ton. - Czego chcesz?
- Dowiedzieć się, o co ci chodzi. - odpowiedziałem. Spojrzała na mnie dając znak, że nie rozumie. - Mówiłaś że niby mnie kochasz, a ani razu nie widziałem cię w szpitalu. - dodałem.
- Bo nie chciałeś mnie widzieć. - teraz to ja nie zrozumiałem.
- Skąd ci to przyszło do głowy?
- Twój szef powiedział, że nie chcesz abym do ciebie przychodziła i dzwoniła, miałam zostawić cię w spokoju.
Przejechałem dłonią po czole, analizując wszystko.
- Nie wiem o co mu chodziło ale to nie prawda. - powiedziałem. Schowałem twarz w dłoniach i westchnąłem ciężko. Ała... - Niczego takiego nie chciałem. - powtórzyłem. - Słuchaj... - opuściłem dłonie wzdłuż ciała. - Bardzo się o ciebie martwiłem, tęskniłem za tobą... i nie wiem, czy powiedziałaś tamto pod wpływem emocji, czy rzeczywiście tak jest, ale wolałbym abyś widziała że... kocham cię. - wyznałem. - Dobra... tylko tyle chciałem powiedzieć. Cześć. - westchnąłem i ruszyłem w stronę wyjścia. Musiałem pojechać jeszcze do pracy, miałem teraz dość długi urlop aby wrócić do formy, a w biurze zostały ulubione zabawki psów, bez których będzie im ciężko przeżyć ten czas. Nim wszedłem do pomieszczenia, przysłuchałem się rozmowie szefa i Matta.
- Głupia ta Clary, założę się że jakbym jej powiedział że Maks ma żonę, dziecko to też by uwierzyła. - zaśmiał się.
- To był dobry pomysł, Maks nie będzie się narażać dla takiego czegoś.
Wszedłem do środka, od razu ucichli, zmrużyłem oczy.
- A więc tak. - skrzyżowałem ręce na piersi.
- Maks... to było dla twojego dobra, widziałeś że prawie przez nią zginąłeś. - zaczął od razu.
- Prosiłem cię o pomoc? Pozwól, że sam o siebie zadbam. - wziąłem zabawki i wpakowałem je do plecaka, bo było ich dość sporo.
- Maks, błagam cię. Warto dla takiej się tak poświęcać? Stać cię na o wiele lepszą. - nie wytrzymałem, wykorzystując to, że stoi za mną i niczego się nie spodziewa wstałem, odwróciłem się gwałtownie i dałem mu w nos.
- Spróbuj jeszcze raz ją obrazić, to na rozbitym nosie się nie skończy! - fuknąłem. - Odchodzę. - skierowałem te słowa do szefa. Wyciągnąłem z kieszeni odznakę i rzuciłem mu ją pod nogi. - Przyjdę za kilka dni po rzeczy. - dodałem wychodząc.
Oczywiście mężczyzna wybiegł za mną prosząc, abym tego nie robił. Nie odpowiadając mu wyszedłem na zewnątrz, wsiadłem do auta i wróciłem do domu Clary. Zapukałem dwa razy, kiedy otworzyła, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć ująłem jej twarz w dłonie i złączyłem nasze usta w pocałunku.

Clary? c:

Od Clary c.d Maks

Na policzkach poczułam łzy. Mocniej ścisnęłam dłoń Maksa.
- Maks.. -powiedziałam zapłakana- Nie umieraj.. nie możesz. Potrzebuje Cię. Ja.. kocham Cię Maks. -spojrzałam na niego.
Patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, ale chyba usłyszał co powiedziałam. Czekałam na odpowiedź,ale jej nie dostałam. Maks zamknął oczy i opadł nieprzytomny. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać, przytuliłam twarz do twarzy Maksa. Nagle poczułam czyjeś ręce na ramionach. Ktoś odsunął mnie od chłopaka.
- Clary, wstań. Utrudniasz pracę lekarzom. -to Matt, pomógł mi wstać i odsunął mnie, aby zrobić miejsce.
***
Jechałam z Mattem za karetką, którą wieźli Maksa. Na sercu ciążyły mi słowa, które powiedział lekarz, kiedy wynosili rannego z budynku "Nie jest dobrze, mam wątpliwości co do tego czy chłopak przeżyje". Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Chłopak poprosił, abym zaczekała przed drzwiami do korytarza gdzie zabrali Maksa. Było tam kilkunastu policjantów, posłuchałam chłopaka i zostałam. Czekałam niecierpliwie, aż w końcu ktoś wyszedł zza drzwi. Mężczyzna w mundurze rozejrzał się i patrząc w moją stronę podszedł do mnie. Miał ponurą minę, co chyba nie wróżyło nic dobrego. Wstałam.
- Clary? -pokiwałam głową- Alexander Wayland, jestem szefem Maksymiliana.
- Co z nim?
- Obudził się, ale nie jest w dobrym stanie.
- Mogę go..
- Nie. -przerwał mi- Maks prosił.. khem.. on nie chce Ciebie widzieć. Nie przychodź do niego. Nie dzwoń, odpuść sobie dziewczyno. Wydaje mi się, że podjął dobrą decyzje. -zmierzył mnie wzrokiem- Rzeczywiście, miał racje.. nie jesteś dla niego odpowiednia.
Prychnął i odszedł.
***
Wróciłam do domu Maksa, powiedziałam Sebastianowi, że możemy już sobie iść. Wzięłam swoje rzeczy i wróciłam do domu. Sebastian wydzwaniał do mnie, więc wyłączyłam telefon. Fakt, byłam zapłakana, kiedy weszłam do domu chłopaka, który pomagół mi.. Sebastianowi, ale nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Po prostu w jednej chwili zamknęłam się w sobie.
Maks?