Zjechałem na dół windą, wyszedłem na Zewnątrz udając się na parking, na którym stał mój samochód. Pojechałem do domu, musiałem zabrać psy na spacer. Poszliśmy do parku, po około godzinie wróciliśmy do domu. Poszedłem pod prysznic, wyszczotkowałem zęby, ubrałem się i ogarnąłem fryzurę. Zaburczało mi w brzuchu, udałem się więc do kuchni aby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie byłbym sobą, gdybym pierw nie nakarmił psów. Wyciągnąłem z szafki ich ulubioną mokrą karmę o smaku królika z żurawiną. Każdy dostał po jednej 400 gramowej puszcze - jak codziennie. Postawiłem miski na płytkach, zaczęły jeść. Ok, teraz czas na mnie. Przygotowałem sobie kanapkę z sałatą, ogórkiem i kawałkami kurczaka. Zjadłem ze smakiem, popiłem to sokiem pomarańczowym. Miałem jeszcze trochę czasu, tak więc postanowiłem trochę posprzątać. Odkurzyłem, wytarłem kurze itp. Kiedy skończyłem, dochodziła godzina 12, na 12:30 miałem być w pracy. Schowałam telefon do kieszeni, z uwagi na nieco słabą baterię, bo tylko 51%, zabrałem ładowarkę i wyszedłem z domu. Windą Zjechałem na parking podziemny, gdzie znajdował się mój samochod.
Zaparkowałem przed naszą siedzibą, w środku było już dość dużo ludzi, poszedłem prosto do swojego biura. [...] Dochodził juz wieczór, wypelniałem raport z ostatniego wyjazdu. Nagle usłyszałem czyjś głos.
- Maks? - podniosłem głowę, w progu zobaczyłem Aleca. - Masz gościa. - dodał i zniknął a zamiast niego pojawiła się Clary.
Lekko zdziwiony wstałem i podszedłem do niej.
-Co tu robisz? -spytałem. - Co się stało? - widziałem, że jest jakaś przestraszona.
- Mój brat... on... pożyczył od jakiejś mafii pieniądze... dzisiaj przyszedł do mnie na kolację. No i przyszedł ten facet, od którego wziął te pieniądze. Chciał, żeby mu je oddał, ale on nie ma. Zaczął grozić mi, jemu i całej naszej rodzinie. Miał broń... - wydukała. - Proszę, pomóż mi... nam. -spojrzała mi głęboko w oczy.
Tak bardzo w tej chwili chciałem odmówić, ale nie zrobiłem tego.
- Dobrze, spokojnie. - położyłem dłonie na jej ramionach. - Spróbuję pomóc. - przerwał mi głos z krótkofalówki.
- Potrzebne wsparcie na brookstreet 7. Prawdopodobnie 2 zakładników, facet grozi że wysadzi cały budynek. - powiedział operator.
- Będziemy za 10 minut. - odparłem. - Teraz, wróć do domu. Ale... - westchnąłem. Oderóciłem się w stronę psów. Zawałem Verena, kucnąłem przy nim.
- Słuchaj przyjacielu. - pogłaskałem go. - Pójdziesz teraz z Clary. - wskazałem na dziewczynę. - Musisz jej pilnować, chronić i słuchać się jej. Okej? - szczeknął w odpowiedzi. - Przyjdę po ciebie później. - dodałem a on polizał mnie po twarzy. Wstałem. - Niech twój brat zniszczy kartę w telefonie i go wyłączy. No i na razie idźcie do mnie. - podniosłem z biurka kluczyki i podałem je jej. No tak... przecież ona u mnie nie była jeszcze. - Dzielnica I mieszkanie 12. Za godzinę, dwie będę. -dodałem.
Clary?