Od Maksa c.d Clary

Pobiegłem się przebrać, tak jak inni z oddziału.
Podobny obraz
Tak jak powiedziałem, w 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Negocjator był już na miejscu, rozmawiał z terrorystą. Podszedłem do niego, wyciszył go na chwile.
- Jeden? - spytałem.
- Tak, 6 piętro. Grozi że ją zabije i wysadzi cały hotel, w środku nadal są ludzie, nadal ich ewakuujemy.
- Okej, czego chce?
- Tego jeszcze nie wiem. - odparł.
Pokiwałem głową i poklepałem go po ramieniu, spojrzałem na ekran, na którym było widać cały pokój w którym się znajdował. Kobieta siedziała na łóżku, ten trzymał przy jej głowie pistolet, a w drugiej ręce miał bombę. Przejechałem dłońmi po twarzy, w tym samym momencie rozległ się dźwięk rozbijanego szkła, a kilka sekund po tym na masce policyjnego auta znalazła się sprzątaczka.
- Kurwa... - mruknąłem pod nosem.
- O co chodzi? - spytał zdumiony.
- Nie wiem. - westchnąłem. - Osłaniajcie mnie. - powiedziałem do chłopaków, skierowali bronie w stronę okna, z którego wyleciała kobieta.
Ostrożnie podszedłem do niej, na początku sprawdziłem puls, nie żyła. Co się dziwić... spadła z 6 piętra... wokół pasa miała przewiązany telefon taśmą, który właśnie  w tej chwili zaczął dzwonić. Odkleiłem go i odebrałem.
- Macie 10 minut, inaczej rozwalę jej łeb. - powiedział.
- Mm, jak miło. Czemu na ten dzwonisz?
- Wszystkie inne są na podsłuchu.
- Czego chcesz?
- 10 minut, rozumiesz, dupku? - po tych słowach, rozłączył się.
Przeklnąłem pod nosem i wróciłem do reszty.
- Czego chce? - spytali.
- Chuj wie, powiedział że mamy tylko 10 minut, inaczej rozwali jej łeb. - skrzyżowałem ręce na piersi i zastanowiłem się chwilę. - Dobra, nie ma co zwlekać, nie podał żądań... trzymamy się jak najdalej od wszelkich wind, dzielimy się na dwie grupy. Jedna idzie od wschodniej części budynku, druga od zachodniej, spotykamy się w tym samym miejscu. Badamy sytuację na monitorze, Lucas, zagaduj go ale nie tak, żeby było podejrzanie. Dwaj snajperzy do budynków na przeciwko. Później zobaczymy. - wyjaśniłem.
Założyłem kask, chwyciłem i przeładowałem broń, weszliśmy do budynku, który był już pusty i tak jak mówiłem, rozdzieliliśmy się. Droga na 6 piętro, zajęła nam z dwie minuty, dotarliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Wyciągnąłem monitor, wyglądało na to, że facet nic nie podejrzewał. Stał z nią przy oknie.
- Wchodzimy, tylko po cichu. - szepnąłem, wszyscy skinęli głowami.
Chwyciłem klamkę, powoli, bardzo powoli otworzyłem drzwi i po kolei weszliśmy do środka, gwałtownie się odwrócił celując bronią w nas, później ponownie przyłożył spust do głowy dziewczyny.
- Opuśćcie broń albo ją rozwalę! - groził.
- To ja odebrałem telefon. - powiedziałem.
- Idźcie stąd, to sprawa oczywista! Ale już! - patrzał raz na mnie, raz na chłopaków.
- Zastrzelcie go... - powiedziała łamiącym się głosem kobieta.
- Zamknij się! - wydarł się na nią, zakrywając jej usta dłonią. - Uspokój się. - dodał. - Przestraszyliście ją. - ponownie spojrzał na nas. - Wszystko jest pod kontrolą, nie pogarszajcie sytuacji.
- Już jest gorsza. - odparłem cały czas w niego celując. - Wyglądasz na rozsądnego faceta. - stwierdziłem.
- Bo nim jestem! - odparł. - Nic jej nie grozi, odejdźcie bo będzie źle. Rozumiecie?! - krzyknął.
- Nie możemy odejść. - odparłem spokojnie, a spokój, w takich sytuacjach był najważniejszy. Trzeba było zachować zimną krew.
- Liczę do trzech! - zarządził. - Raz... - zaczął odliczać.
- Skarbie nie ruszaj się. - powiedziałem do dziewczyny.
Zmrużyłem delikatnie oczy, pociągnąłem za spust i trafiłem mu idealnie w ramię, w jednej chwili powaliliśmy go na ziemię, zakuwając w kajdanki.
- Zajmij się nią. - powiedziałem do Eliota.
Zabraliśmy faceta na dół, wsadziliśmy w samochód i właściwie byliśmy już wolni. Dochodziła 16, więc pracę już skończyłem. Zamiast jechać pierw do siedziby przebrać się, pojechałem do domu. Tam też mogłem to zrobić, a wolałem być już tam. Pożegnałem się z wszystkimi, wsiadłem w samochód i pojechałem pod mieszkanie. Wszedłem do środka, obaj siedzieli przy stole, rozmawiali. Clary słysząc otwieranie się drzwi od razu wstała i podeszła do mnie.
- Krew... - spojrzała mi na dłonie.
- Nie moja. - mruknąłem. - Usiądź. - poprosiłem.
Usiadłem kolo nich, westchnąłem pod nosem. Nawet się jeszcze nie przebrałem, ściągnąłem Tylko kask i kominiarkę.
- No więc tak... ile tej kasy? -spojrzałem na brata dziewczyny, bo to jego głównie dotuczyło. 
- No... 80 tysięcy. - położył dłoń na karku.
Oparłem głowę o rękę i zacząłem się zastanawiać.
- Zrobiłeś porządek z telefonem?
-Tak. - odparł. 
- Zrobimy tak... zostaniecie tu na noc, około północy pojedziemy w miejsce, gdzie się z nim pierwszy raz widziałeś, spróbujemy chociaż ich namierzyć. Później zobaczymy...
- Zobaczymy? Tutaj trzeba działać! - podniósł lekko głos. 
-Wierz mi, Wiem jak działa mafia. Pośpiech w takich sytuacjach nie powinien mieć miejsca. -odpowiedziałem bez żadnych emocji.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Westchnąłem i podszedłem do nich. Zobaczyłem w nich siostrę i Oliwiera.
- To żeś sobie porę wybrała... - mruknąłem. 
Wpuściłem ich do środka. Oli od razu pobiegł do psów, które jak zwykle niezwykle ucieszyły się jego wizytą.
- Zaopiekujesz się nim? - spytała. - Oo, masz gości. - minęła mnie i weszła głębiej do salonu. - Cześć. - uśmiechnęła się do nich. 
- Cześć. -odparł chłopak z uśmiechem. 
- To jak, może zostać? - znów spojrzała na mnie.
- Wiesz, że zawsze chętnie ale Nie dzisiaj. Nie mogę...
- Zmajstrowałeś to teraz się opiekuj. - powiedział rozbawiony Sebastian. - Czemu się rozstaliście? A może nie byliście w ogóle razem? Ooo a może nadal jesteście? 
Emily zaśmiała się i pokręciła głową. 
- Wierz mi, zawsze chciałam żeby był moim mężem. Ale to mój młodszy braciszek, prawda braciszku? - poklepała mnie po policzku.
- Przestań.- westchnąlem i chwyciłem ją lekko za nadgarstek. - Dzisiaj nie mogę, przywieź go kiedy indziej.
- Dobra... przełożę spotkanie na inny termin. Coś się stało? - spytała. 
- Nic Em. 
Podszedłem do Oliwiera. 
-Siema młody. - uśmiechnąłem się, kucając przy nim. 
- cześć. - odwzajemnił gest. 
Zaczęliśmy chwile rozmawiać. 

Clary?