Wreszcie udało mi się dostać pracę w jednej z klinik weterynaryjnych. W moim kraju zarobienie na leczeniu zwierząt jest bardzo nieopłacalne. Przeprowadzka jak i praca były szansą na otworzenie nowego rozdziału. Musiałam znaleźć jakieś lokum dla moich trzech koni. Na szczęście stajnia była kilka kilometrów od mojego mieszkania. Dodatkowo zaoferowano mi tam dodtkową pracę jako weterynarz i instruktor więc miałam pełne ręce roboty.
Po kilku tygodniach zaklimatyzowałam się i przystosowałam do nowego miejsca jak i zaparacowanego trybu życia. Ale nie narzekałam praca ze zwierzętami to nie praca. Pewnego dnia do mojej kliniki przyszedł nietypowy pacjent. Do gabinetu wszedł cały wytatuowany chłopak z plastikowym pojemnikiem.
- Witam kogo my tu mamy ?
- Witam jestem Hangagog a to mój wąż niedawno zaczął zrzucać skórę która została mi na oczach
Wyjęłam węża i obejrzałam go wzięłam mały skalpel i po 10 minutach zdjęłam skórę z kego oczy aby wąż widział normalnie.
- Jest w dobrej kondycji powiedziałam wkładającgo do pudełka
- Zajmuje się Pani tylko małymi zwierzętami?
- Nie mam kilka specjalizacji głównie jednak końmi
- Jest możliwość domowej wizyty ?
- Tak a o co chodzi ?
- Odrobaczenie i szczepienie
Napisałam na kartce numer telefonu i podałam mu
- Proszę dzwonić w godzinach 17-19
Facet wyszedł a ja zjełam sie resztą pacjętów.
(Hangagog)