Od Clary c.d Maks

Odwzajemniłam spojrzenie chłopaka. Porozumieliśmy się jakby telepatycznie.
- Taaak. -powiedziałam niepewnie, kiwając głową.
- Świetnie, załatwialiście już miejsce wesela? Dekoracje..
- Jedzenie. -przerwał ojciec.
- Tak. -mama przewróciła oczami- Iii.. suknia. Masz już coś na oku?
Wzięłam wdech, w co ja się pakuję..
- Nie, na to chyba jeszcze za..
- Fatalnie -Maryse wyrzuciła ręce w górę- suknia jest najważniejsza.
- Według mnie wpierw powinni załatwić sprawy wesela, obiad w najlepszej restauracji. -ojciec jak zawsze myśli tylko o wyśmienitym jedzeniu- Już to sobie wyobrażam, owoce morza, pieczona gęś..
- Nie. -przerwałam mu oburzona- Na moim weselu nie będzie martwych zwierząt.
- Naszym, skarbie. -udzielił się Maks, który od początku tematu siedział na oparciu kanapy i przyglądał się nam z lekkim rozbawieniem.
Spojrzałam na niego i posłałam mu nieszczery uśmiech.
- Naszym. Może Ty podzielisz się z rodzicami tym co już ustaliliśmy, a ja zrobię coś do picia i przyniosę ciastka.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni, zostawiając Maks'a z rodzicami i Viki, która wyglądała na zaskoczoną, informacją o "naszym" ślubie.. cóż nie tylko ona.
Maks?