Odprowadziłam chłopaka wzrokiem, po czym poczułam jak kobieta bierze moją dłoń. Oderwała jakis plaster z kabelkiem i odłożyła go na bok. Druga rurka była połączona z pustą buteleczką. Odłączyła ją od "przewodu" i zastąpiła nową, z płynem o przeźroczystej barwie. Następnie wyjęła z kieszeni trzy opakowania jakichś leków. Wyjęła dwie tabletki z pierwszej i po jednej z dwóch pozostałych. Objasniła po co są, i kazała mi je połknąć. Z niechęcią, zrobiłam co kazała. Pielęgniarka uśmiechnęła się i wyszła. Jace, wyszedł spod kołdry i wtulił się przy moim ramieniu, po czym zasnął. Poglaskałam go. Sama zaczynałam być senna, zapewne przez działanie leków, jednak wtedy do środka wszedł Maks. Zamknął drzwi i wrócił "na swoje miejsce".
- I jak? -spytał i uśmiechnął się, widząc śpiącego Jace'a.
- Jest dobrze..
- Mhmm -odchrząknął- Do czasu kiedy wrócą Twoi rodzice, lub uda Ci się skontaktować z bratem, mogę zaopiekować się Jacem.
Spojrzałam na niego. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, w sumie to nie znam go za dobrze. Ale jednak to on powiadomił lekarza, i przywiózł Jace'a do szpitala.. więc chyba można mu zaufać.
- Nie jestem pewna. -odpowiedziałam i spuściłam wzrok.