Kiedy tylko kierowca ruszył, straciłam przytomność. Ocknęłam się dopiero, kiedy wwozili mnie do sali. Lekarz powiedział, że zostanę tu kilka dni, na obserwacji. Świetnie, nienawidzę szpitali, a szczególnie być w nich, kiedy to mi, coś się stało. Odetchnęłam ciężko, gdy tylko mężczyzna wyszedł. Po jakiejś chwili do pomieszczenia ktos wszedł. Spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam chłopaka z Jacem na rękach. Podszedł bliżej i położył szczeniaka na moim łóżku, a sam usiadł obok. Przywitałam się z mym skarbem.
- I jak się czujesz? -spytał chłopak.
Dopiero teraz przeniosłam na niego wzrok. Był wysoki, dobrze zbudowany, ciemne kosmyki włosów opadały na jego czoło. Jego oczy, były.. wspaniałe. Odchrząknął, widząc, że mu się przyglądam i uśmiechnął się delikatnie. Natychmiast odwróciłam wzrok i poprawiłam się na łóżku.
- Nie jest tak źle, ale muszę zostać tu na kilka dni -westchnęłam i pogłaskałam Jace'a- Dziękuje, że go przywiozłeś. -starałam się już na niego nie patrzeć.. z trudem.
- Drobiazg. -odparł.
W tej chwili drzwi znów się otworzyły i stanął w nich lekarz.
- Czy mamy poinformować kogoś z rodziny o wypadku? Pani..
- Tuan. Clarissa Tuan. Tak,chciałabym zadzwonić do brata.
- Dobrze, w takim razie poproszę o numer kontaktowy. -wyjął notes i długopis z kieszeni fartucha.
Zaczęlam dyktować, a on zapisał wszystko.
- Zaraz wrócę. -powiedział wychodząc.
- Clarissa.. -zaczął chłopak, ale mu przerwałam.
- Mów mi Clary, proszę.
Maks?