- Katfrin! Do mnie – powiedział mój szef, westchnęłam i
ruszyłam do jego gabinetu.
- Tak? – zapytałam i uśmiechnęłam się sztucznie.
- Daruj sobie ten uśmiech – rzekł, a ja od razu to uczyniłam
na moją twarz wkradła się bezlitosna mina oznaczająca obojętność – czemu nie
poinformowałaś ostatniej klientki w jaki sposób zginął jej chłopak – zapytał.
- Miał zrobić to Aleks – powiedziałam zła na chłopaka.
- Nie zrobił, poinformuj ją teraz – rzekł zły na mnie.
- Przepraszam – szepnęłam cicho, nie lubiłam tego słowa.
Nienawidziłam… słowo przepraszam. Oznaczało dla mnie słabość.
- Co powiedziałaś? – zapytał zdziwiony szef. Spojrzał na
mnie z uśmiechem. Był przystojny, jego czarna oczy dopasowane do brązowych
włosów, wyraźne kości policzkowe.
- Słyszałeś – fuknęłam w jego stronę i wyszłam jednak nim to
zrobiłam usłyszałam jego śmiech.
Uśmiechnęłam się mimo woli i wróciłam do swojego pomieszczenia. Dwa
trupy leżały na stolę, dwóch chłopaków.
Wybrałam numer do dziewczyny. Po trzech połączeniach odebrała.
- Halo? – zapytała, a ja otrząsnęłam się.
- Dzień dobry, chciałam poinformować, że można odebrać
ciało. Wiem, że pani chłopak nie miał rodziny dlatego oddajemy je pani, w
dodatku wiemy jak zginął jednak po te informacje trzeba przyjechać. Więc czy ma
Pani dziś chwilę? – przekazałam jej informacje. Usłyszałam jak powoli wciąga
powietrze, już wiedziałam, że płaczę.
- Mogę za pół godziny przyjechać – rzekła, a ja skinęłam,
jednak po chwili przypomniałam sobie, że ona przecież mnie nie widzi.
- Dobrze, oczekuje na panią – powiedziałam i rozłączyłam
się.
~~~~**~~~~
Spojrzałam jak dwie dziewczyny wchodzą do mojego „gabinetu”.
- Dzień dobry, chcą Pani zobaczyć ciało? – zapytałam, a
jedna z nich zaprzeczyła. Wiedziałam, że
to dziewczyna chłopaka.
- W jaki sposób zginął? – zadała pytanie, a ja westchnęłam,
wiedziałam co się stanie gdy to powiem. Płacz, histeria.
- Został zamordowany po przez uduszenie – powiedziałam, gdy
położyli mi tego chłopaka na stół od razu to wiedziałam. Dlaczego? Po pierwsze
bo zrobiłam to ja, pod drugie wielkie sine miejsce na szyi oznacza jedno.
- Przez kogo? – zapytała drżącym głosem jak ona miała…
Milena?
- Jeszcze tego nie wiemy – i wiedzieć nie będziemy
dokończyłam w myślach.
- Chyba od tego tutaj jesteście! – krzyknęła zła, a po jej
policzku spłynęły łzy.
- Jesteśmy tu po to by powiedzieć w jakich okolicznościach
ktoś zginął, nie przez kogo został zamordowany, to nie śledztwo, tylko badanie
zwłok. Na tym polega moja praca – rzekła i ja także się zdenerwowałam.
- Katfrin bądź miła dla Pani – powiedział mój szef, który
nagle wszedł do pomieszczenia. Zacisnęłam mocniej szczękę, a ten uśmiechnął się
do mnie. Uwielbiał mieć nade mną kontrole, kochał to. To sprawiało mu radość,
wielką radość.
- Dobrze – szepnęłam i odgarnęłam włosy na bok ukazując tym
samym niepotrzebnie ranę na szyi, którą zadała mi wczorajsza ofiara.
- Co Ci się stało? – zapytał i poczułam jego zimne dłonie na
moim ciele.
- Nie dotykaj mnie – syknęłam w jego stronę, a on od razu się
odsunął, wiedział, przez co przeszłam. Nie chciał mnie skrzywdzić, lubił tylko
mnie kontrolować.
- Przepraszam, zapomniałem się, jednak nadal nie wiem co Ci się
stało – powiedział, a ja wywróciłam oczami i spojrzałam na dziewczyny, jedna
przytulała drugą, która płakała, nie interesowała ich nasza rozmowa.
- Jakbyś nie wiedział – rzekłam cicho, a on się uśmiechnął.
- Wiesz, za to, że Cię kryję powinienem mieć jakieś
wynagrodzenie, coś w propozycji lodów – powiedział, a ja spiorunowałam go
wzrokiem.
- Mogę co jedynie to Ci go odciąć kochany szefie –
powiedziałam zła. Zaśmiał się, uwielbiał te moje „żarty” jakby wiedział, że
mówię serio to już dawno by mnie wyrzucił.
- Jakie lubisz najbardziej? Czekoladowe? Truskawkowe? –
zapytał, a ja wywróciłam oczami.
- Mamy klientów, zajmijmy się nimi – syknęłam w jego stronę,
a ten z uśmiechem skinął.
- Polecam wam iść na herbatę, jest tuż za rogiem, trochę się
uspokoić – powiedział mój szef do dziewczyn trochę głośniej by usłyszały, że to
do nich. Spojrzały na nas i skinęły.
- Katfrin – rzekł i spojrzał na mnie, zabierałam się właśnie
do pracy trzymałam już skalpel w dłoni.
- Odprowadź naszych klientów – powiedział podkreślając
naszych. Zacisnęłam mocniej szczękę i z brzdękiem odłożyłam narzędzie na
miejsce. Ruszyłam do drzwi.
- Zapraszam za mną – powiedziałam.
Alaska? xD