Od Maksa c.d Clary

Byłem w swojej sypialni, leżałem na łóżku a na komputerze, w systemie policyjnym próbowałem zebrać informacje na temat owej mafii. Miałem na sobie czarne dresy i t-shirt. Kiedy znalazłem coś ciekawego,  drukowałem. Znalazłem kilku członków, miałem gotowe już ich karty jednak to dopiero początek, kropla w morzu. Nagle ktoś zapukał do drzwi, psy leżące na łóżku cicho warknęły, jednak kiedy zobaczyły Clary przestały.
- Coś się stało? - spytałem.
W pokoju było zgaszone światło, paliła się jedynie niewielka lampka przy łóżku przez co słabo ją widziałem.
- Ja... - jęknęła cicho.
- Chodź tu. - poklepałem miejsce obok siebie.
Tak też zrobiła, usiadła obok mnie. Spojrzałem na nią.
- Nie mogę zasnąć. - wyznała w końcu.
- A co tam? Sebastian chrapie? - spytałem i uniosłem lekko lewy kącik ust, odwzajemniła gest.
- Nie... boje się trochę. - przyznała.
Ująłem lekko jej dłoń.
-Wszystko będzie dobrze. - stwierdziłem.
Kiedy spojrzała mi w oczy i pokiwała głową przuciągnąłem ją do siebie, przytuliła się do mnie, opierając głowę na moim torsie. Przytuliłem ją.
-Co robisz? - spytała.
- Szukam ludzi z tej mafii. Mam już kilku. - odparłem.
Zabrałem jedną dłoń i teraz tylko ją obejmowałem,  musiałem mieć jedną wolną aby móc pisać.

Clary?

Od Clary c.d Maks

A więc to był jego siostrzeniec.. odetchnęłam. Nagle podeszła do mnie siostra Maksa.
- Cześć jestem Emily, a Ty to..
- Clary. A to Sebastian, mój brat. -obie spojrzałyśmy na chłopaka, a ten uśmiechał się promiennie do dziewczyny, jakby wcale właśnie nie ukrywał się przed mafią.
Emily odezajemniła gest i znów spojrzała na mnie.
- Jesteś nową dziewczyną Maksa?
Spojrzałam na nią w osłupieniu.
- Och, na prawdę zazdroszczę Ci takiego chłopaka. Maks jest wspaniały, kochany, troskliwy i chce wszystkim pomagać, nie to co mój mąż.. czemu ja z nim w ogóle jestem. -zaśmiała się.
- Nie może być, aż tak źle skoro za niego wyszłaś. Każdy ma minusy, ale nawet u najgorszych ludzi doszukamy się plusów. -wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się.
- Lubie Cię.. No dobra chłopcy, Olivier idziemy.
Chłopiec pożegnał się z Maksem i pobiegł do Emily.
- Zadzwonie później, pa.
- Cześć. -chłopak pomachał siostrzeńcowi i zamknął drzwi za nimi.
***
Sebastian już dawno zasnął, a ja wciąż nie mogłam. Wymknęłam się z pokoju gościnnego i poszłam pod pokój Maksa. Zpukałam.
Maks?

Od Clary c.d Maks

Matt zaprosił Elizabeth na spacer, więc siedziałam w domu sama z Jacem, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam z psiakiem na rękach i otworzyłam.
- Hej, sis. -do środka wszedł Sebastian.
Położył dłoń na moje włosy i poczochrał je.
- Witaj, najukochańszy bracie. -powiedziałam i zacisnęłam wargi w cienką kreskę- Co Cię do mnie sprowadza? -spytałam i usiadłam na kanapę, odstawiając Jace'a na dywan.
- Sprowadza? To już nie można tak po prostu młodszej siostry odwiedzić? -powiedział i zaczął się śmiać.. nerwowo.
- Można, ale Ty zazwyczaj przychodzisz w jakiejś sprawie.. potrzebie.
- Nie, skąd. -zaczął zaprzecać, ale posłałam mu znudzone spojrzenie- Dobra. Masz racje. -westchnął głęboko i oparł się o oparcie krzesła, na które wcześniej usiadł.
- Nooo, to o co chodzi?
- Jestem winien koledze pieniądze..
- Jeny, mów normalnie. Ile potrzebujesz?
- 80 tysięcy.
- Ile?! -spytałam zdumiona.
- 80 000.
- Sebastian, skąd Ty.. na co Ci było tyle pieniędzy?
- Nie ważne. -schował twarz w dłonie.
Westchnęłam.
- Okay, nie ważne.. a ten kolega, nie może trochę poczekać?
- Problem w tym, że.. to szef jakiegoś gangu mafijnego.
- Co?! -złapałam się za głowę i aż wstałam z siedzenia.
W tym momencie ktoś znów zapukał do drzwi. Wróciłam do przedpokoju i otworzyłam drzwi.
***
Wzięłam kluczyki od Maksa i pokiwałam głową. Chłopak podał mi adres swojego mieszkania. Spojrzałam na niego, podeszłam bliżej i przytuliłam go, powstrzymując łzy, które od jakiegoś czasu zbierały mi się w oczach.
- Nie wiem, jak Ci się odwdzięczyć.. dziękuję.
Schowałam twarz w jego ramię, ale on nie odwzajemnił gestu, tylko westchnął głęboko i powiedział:
- Na prawdę muszę już iść. Jedźcie prosto do mojego mieszkania. -odsunął się ode mnie.
Zrobiło mi się głupio, przetarłam oczy.
- Powodzenia.  -powiedziałam tylko i wyszłam szybko z pomieszczenia.
Po chwili obok mnie zjawił się Veren.
***
Siedzieliśmy z Sebastianem w salonie Maksa już od godziny. Brat był o dziwo nadzwyczaj spokojny, za to ja nie mogłam wytrzymać na miejscu. wstałam w końcu i poszłam przejść się po mieszkaniu. Na ścianach mieszkania wisiało wiele zdjęć. Maks na motorze, trzyma spory puchar, z kolegami i nad morzem z parą starszych ludzi, na boisku do piłki nożnej z drużyną. Idąc dalej do sypialni, wisiały zdjęcia szczeniaków, zapewne jego psy. Próbowałam rozpoznać Verena, ale nie bardzo mi to szło. Zobaczyłam też zdjęcia małego Maksa z mamą, z ojcem i chłopcem nieco niższym od niego (zapewne jego bratem). Ostatnim zdjęciem jakie widziałam, stało na biurku. Przedstawiało Maksa z chłopczykiem na ramionach. Oboje śmiali się z czegoś. Chłopiec miał taki sam uśmiech jak Maks i jego nos. Jednak chłopiec miał trochę jaśniejsze włosy. czyżby to był jego.. syn.
Maks? kkk

Od Maksa c.d Clary

Pobiegłem się przebrać, tak jak inni z oddziału.
Podobny obraz
Tak jak powiedziałem, w 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Negocjator był już na miejscu, rozmawiał z terrorystą. Podszedłem do niego, wyciszył go na chwile.
- Jeden? - spytałem.
- Tak, 6 piętro. Grozi że ją zabije i wysadzi cały hotel, w środku nadal są ludzie, nadal ich ewakuujemy.
- Okej, czego chce?
- Tego jeszcze nie wiem. - odparł.
Pokiwałem głową i poklepałem go po ramieniu, spojrzałem na ekran, na którym było widać cały pokój w którym się znajdował. Kobieta siedziała na łóżku, ten trzymał przy jej głowie pistolet, a w drugiej ręce miał bombę. Przejechałem dłońmi po twarzy, w tym samym momencie rozległ się dźwięk rozbijanego szkła, a kilka sekund po tym na masce policyjnego auta znalazła się sprzątaczka.
- Kurwa... - mruknąłem pod nosem.
- O co chodzi? - spytał zdumiony.
- Nie wiem. - westchnąłem. - Osłaniajcie mnie. - powiedziałem do chłopaków, skierowali bronie w stronę okna, z którego wyleciała kobieta.
Ostrożnie podszedłem do niej, na początku sprawdziłem puls, nie żyła. Co się dziwić... spadła z 6 piętra... wokół pasa miała przewiązany telefon taśmą, który właśnie  w tej chwili zaczął dzwonić. Odkleiłem go i odebrałem.
- Macie 10 minut, inaczej rozwalę jej łeb. - powiedział.
- Mm, jak miło. Czemu na ten dzwonisz?
- Wszystkie inne są na podsłuchu.
- Czego chcesz?
- 10 minut, rozumiesz, dupku? - po tych słowach, rozłączył się.
Przeklnąłem pod nosem i wróciłem do reszty.
- Czego chce? - spytali.
- Chuj wie, powiedział że mamy tylko 10 minut, inaczej rozwali jej łeb. - skrzyżowałem ręce na piersi i zastanowiłem się chwilę. - Dobra, nie ma co zwlekać, nie podał żądań... trzymamy się jak najdalej od wszelkich wind, dzielimy się na dwie grupy. Jedna idzie od wschodniej części budynku, druga od zachodniej, spotykamy się w tym samym miejscu. Badamy sytuację na monitorze, Lucas, zagaduj go ale nie tak, żeby było podejrzanie. Dwaj snajperzy do budynków na przeciwko. Później zobaczymy. - wyjaśniłem.
Założyłem kask, chwyciłem i przeładowałem broń, weszliśmy do budynku, który był już pusty i tak jak mówiłem, rozdzieliliśmy się. Droga na 6 piętro, zajęła nam z dwie minuty, dotarliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Wyciągnąłem monitor, wyglądało na to, że facet nic nie podejrzewał. Stał z nią przy oknie.
- Wchodzimy, tylko po cichu. - szepnąłem, wszyscy skinęli głowami.
Chwyciłem klamkę, powoli, bardzo powoli otworzyłem drzwi i po kolei weszliśmy do środka, gwałtownie się odwrócił celując bronią w nas, później ponownie przyłożył spust do głowy dziewczyny.
- Opuśćcie broń albo ją rozwalę! - groził.
- To ja odebrałem telefon. - powiedziałem.
- Idźcie stąd, to sprawa oczywista! Ale już! - patrzał raz na mnie, raz na chłopaków.
- Zastrzelcie go... - powiedziała łamiącym się głosem kobieta.
- Zamknij się! - wydarł się na nią, zakrywając jej usta dłonią. - Uspokój się. - dodał. - Przestraszyliście ją. - ponownie spojrzał na nas. - Wszystko jest pod kontrolą, nie pogarszajcie sytuacji.
- Już jest gorsza. - odparłem cały czas w niego celując. - Wyglądasz na rozsądnego faceta. - stwierdziłem.
- Bo nim jestem! - odparł. - Nic jej nie grozi, odejdźcie bo będzie źle. Rozumiecie?! - krzyknął.
- Nie możemy odejść. - odparłem spokojnie, a spokój, w takich sytuacjach był najważniejszy. Trzeba było zachować zimną krew.
- Liczę do trzech! - zarządził. - Raz... - zaczął odliczać.
- Skarbie nie ruszaj się. - powiedziałem do dziewczyny.
Zmrużyłem delikatnie oczy, pociągnąłem za spust i trafiłem mu idealnie w ramię, w jednej chwili powaliliśmy go na ziemię, zakuwając w kajdanki.
- Zajmij się nią. - powiedziałem do Eliota.
Zabraliśmy faceta na dół, wsadziliśmy w samochód i właściwie byliśmy już wolni. Dochodziła 16, więc pracę już skończyłem. Zamiast jechać pierw do siedziby przebrać się, pojechałem do domu. Tam też mogłem to zrobić, a wolałem być już tam. Pożegnałem się z wszystkimi, wsiadłem w samochód i pojechałem pod mieszkanie. Wszedłem do środka, obaj siedzieli przy stole, rozmawiali. Clary słysząc otwieranie się drzwi od razu wstała i podeszła do mnie.
- Krew... - spojrzała mi na dłonie.
- Nie moja. - mruknąłem. - Usiądź. - poprosiłem.
Usiadłem kolo nich, westchnąłem pod nosem. Nawet się jeszcze nie przebrałem, ściągnąłem Tylko kask i kominiarkę.
- No więc tak... ile tej kasy? -spojrzałem na brata dziewczyny, bo to jego głównie dotuczyło. 
- No... 80 tysięcy. - położył dłoń na karku.
Oparłem głowę o rękę i zacząłem się zastanawiać.
- Zrobiłeś porządek z telefonem?
-Tak. - odparł. 
- Zrobimy tak... zostaniecie tu na noc, około północy pojedziemy w miejsce, gdzie się z nim pierwszy raz widziałeś, spróbujemy chociaż ich namierzyć. Później zobaczymy...
- Zobaczymy? Tutaj trzeba działać! - podniósł lekko głos. 
-Wierz mi, Wiem jak działa mafia. Pośpiech w takich sytuacjach nie powinien mieć miejsca. -odpowiedziałem bez żadnych emocji.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Westchnąłem i podszedłem do nich. Zobaczyłem w nich siostrę i Oliwiera.
- To żeś sobie porę wybrała... - mruknąłem. 
Wpuściłem ich do środka. Oli od razu pobiegł do psów, które jak zwykle niezwykle ucieszyły się jego wizytą.
- Zaopiekujesz się nim? - spytała. - Oo, masz gości. - minęła mnie i weszła głębiej do salonu. - Cześć. - uśmiechnęła się do nich. 
- Cześć. -odparł chłopak z uśmiechem. 
- To jak, może zostać? - znów spojrzała na mnie.
- Wiesz, że zawsze chętnie ale Nie dzisiaj. Nie mogę...
- Zmajstrowałeś to teraz się opiekuj. - powiedział rozbawiony Sebastian. - Czemu się rozstaliście? A może nie byliście w ogóle razem? Ooo a może nadal jesteście? 
Emily zaśmiała się i pokręciła głową. 
- Wierz mi, zawsze chciałam żeby był moim mężem. Ale to mój młodszy braciszek, prawda braciszku? - poklepała mnie po policzku.
- Przestań.- westchnąlem i chwyciłem ją lekko za nadgarstek. - Dzisiaj nie mogę, przywieź go kiedy indziej.
- Dobra... przełożę spotkanie na inny termin. Coś się stało? - spytała. 
- Nic Em. 
Podszedłem do Oliwiera. 
-Siema młody. - uśmiechnąłem się, kucając przy nim. 
- cześć. - odwzajemnił gest. 
Zaczęliśmy chwile rozmawiać. 

Clary? 

Od Moniki do Hangagog'a

Powoli przekręciłam klucz w zamku, wchodząc do swojego mieszkania. U samego progu przywitał mnie Diego, wesoło merdając ogonem. Podrapałam zwierzaka za uchem, po czym powiesiłam kurtkę na wieszaku, a pistolet, wraz z odznaką położyłam na blacie komody. Przeszłam do kuchni, gdzie przygotowałam jedzenie dla psa, a sama wyciągnęłam z lodówki gotowe kanapki, które przyrządziłam dzisiejszego poranka. Po skończonym posiłku poszłam zapakować do torby sportowy strój i wszystko to, co może mi być potrzebne. Miałam już wychodzić z domu, kiedy otrzymałam wiadomość; Dzisiejsze walki odwołane, za to masz załatwiony trening w jednym z lepszych klubów bokserskich. Adres zaraz ci prześlę. Wzruszyłam tylko ramionami i udałam się pod wskazane miejsce. (...) Rakish, gdyż tak nazywa się mój szef - zawsze dba o kondycję i sprawność swoich zawodników, rzecz jasna, tych najlepszych. Bo jaki sens pchać pieniądze, w coś, co nie ma przyszłości? W coś, co już na samym początku jest spisane na straty. To jest zasada eliminacji, tu mają rację bytu tylko ci wytrwali i silni, niczym stal. Kiedy weszłam do budynku, rozejrzałam się uważnie naokoło. Byłam tu pierwszy raz. W recepcji podałam swoje imię i nazwisko. O dziwo - okazało się, że miałam wykupiony karnet na całkiem długi okres czasu. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Równie dobrze szkolę się, kiedy muszę walczyć z lepiej doświadczonymi od siebie. Wtedy stawka jest o wiele większa, więc nie mogę sobie pozwolić na najdrobniejszy, choćby błąd. A te treningi? No cóż, może coś dadzą, a może nie. Po rozgrzewce i zapoznaniu się z zadami, jakie tu panują przydzielili mi zawodnika. A był nim wysoki mężczyzna, niemalże cały pokryty różnorakimi tatuażami. Zmierzyłam go wzrokiem, oceniając jego możliwości, a także słabe strony...

(Hangagog?)

Od Maksa c.d Clary

Zjechałem na dół windą, wyszedłem na Zewnątrz udając się na parking, na którym stał mój samochód. Pojechałem do domu, musiałem zabrać psy na spacer. Poszliśmy do parku, po około godzinie wróciliśmy do domu. Poszedłem pod prysznic, wyszczotkowałem zęby, ubrałem się i ogarnąłem fryzurę. Zaburczało mi w brzuchu, udałem się więc do kuchni aby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie byłbym sobą,  gdybym pierw nie nakarmił psów. Wyciągnąłem z szafki ich ulubioną mokrą karmę o smaku królika z żurawiną. Każdy dostał po jednej 400 gramowej puszcze - jak codziennie. Postawiłem miski na płytkach, zaczęły jeść. Ok, teraz czas na mnie. Przygotowałem sobie kanapkę z sałatą, ogórkiem i kawałkami kurczaka. Zjadłem ze smakiem, popiłem to sokiem pomarańczowym. Miałem jeszcze trochę czasu, tak więc postanowiłem trochę posprzątać. Odkurzyłem, wytarłem kurze itp. Kiedy skończyłem, dochodziła godzina 12, na 12:30 miałem być w pracy. Schowałam telefon do kieszeni, z uwagi na nieco słabą baterię, bo tylko 51%, zabrałem ładowarkę i wyszedłem z domu. Windą Zjechałem na parking podziemny, gdzie znajdował się mój samochod.
Zaparkowałem przed naszą siedzibą, w środku było już dość dużo ludzi, poszedłem prosto do swojego biura. [...] Dochodził juz wieczór, wypelniałem raport z ostatniego wyjazdu. Nagle usłyszałem czyjś głos.
- Maks? - podniosłem głowę, w progu zobaczyłem Aleca. - Masz gościa. - dodał i zniknął a zamiast niego pojawiła się Clary.
Lekko zdziwiony wstałem i podszedłem do niej.
-Co tu robisz? -spytałem. - Co się stało? - widziałem, że jest jakaś przestraszona.
- Mój brat... on... pożyczył od jakiejś mafii pieniądze... dzisiaj przyszedł do mnie na kolację. No i przyszedł ten facet, od którego wziął te pieniądze. Chciał, żeby mu je oddał, ale on nie ma. Zaczął grozić mi, jemu i całej naszej rodzinie. Miał broń... - wydukała. - Proszę, pomóż mi... nam. -spojrzała mi głęboko w oczy.
Tak bardzo w tej chwili chciałem odmówić, ale nie zrobiłem tego.
- Dobrze, spokojnie. - położyłem dłonie na jej ramionach. - Spróbuję pomóc. - przerwał mi głos z krótkofalówki.
- Potrzebne wsparcie na brookstreet 7. Prawdopodobnie 2 zakładników, facet grozi że wysadzi cały budynek. - powiedział operator.
- Będziemy za 10 minut. - odparłem. - Teraz, wróć do domu. Ale... - westchnąłem. Oderóciłem się w stronę psów. Zawałem Verena, kucnąłem przy nim.
- Słuchaj przyjacielu. - pogłaskałem go. - Pójdziesz teraz z Clary. - wskazałem na dziewczynę. - Musisz jej pilnować, chronić i słuchać się jej. Okej? - szczeknął w odpowiedzi. - Przyjdę po ciebie później. - dodałem a on polizał mnie po twarzy. Wstałem. - Niech twój brat zniszczy kartę w telefonie i go wyłączy. No i na razie idźcie do mnie. - podniosłem z biurka kluczyki i podałem je jej. No tak... przecież ona u mnie nie była jeszcze. - Dzielnica I mieszkanie 12. Za godzinę, dwie będę. -dodałem.

Clary?

Od Clary c.d Maks

Obudziłam się, przetarłam oczy i uświdomiłam sobie, że spałam przytulona do Maks'a. Od razu odsunęłam się od niego, usiadłam i spojrzałam na chłopaka. Patrzał na mnie.. byłam ciekawa od jak dawna.
- Przepraszam, jaa..
- Nie szkodzi. -zapewnił chłopak i uśmiechnął się.
Westchnęłam i przeczesałam włosy. Eliz i Matt wciąż spali.
- Zrobię śniadanie. -powiedziałam i zaczęłam zbierać ze stolika puste szklanki oraz pudełka po jedzeniu. Wszystko co uniosłam za pierwszym razem, zaniosłam do kuchni. Naczynia włożyłam do zmywarki, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Maks też przyszedł do kuchni. Oparł się o blat i spojrzał na mnie.
- Dzięki za wczorajszy wieczór.. i bardzo mi miło, że nas zaprosiłaś, ale ja muszę już się zbierać.. praca czeka.
- Dobrze. -westchnęłam cicho- Ja też dziękuję. -uśmiechnęłam się, ale nie odwzajemnił gestu, tylko ruszył na przedpokój.
Spojrzałam na kanapę, na której spali Elizabeth i Matthew.
- Bierzesz go ze sobą? -kiwnęłam głową w stronę Matta.
Maks również na nich spojrzał, i uśmiechnął się smutno.
- Nie, tą sprawą sam muszę się zająć.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- To do zobaczenia.
- Cześć. -odpowiedział tylko i wyszedł.
Zamknęłam drzwi. Wróciłam do salonu posprzątać resztę ze stołu. Po czym zabrałam się za przygotowanie posiłku.
Maks?