Od Maksa c.d. Clary

Pokiwałem głową, w sumie to ją rozumiałem.
- Pogadam z lekarzem, może powoli mu zostać. -uniosłem lekko kąciki ust.
Wyszedłem więc z sali poszukać lekarza, był w swoim gabinecie. Po krótkiej rozmowie zgodził się aby został o ile nie rozrabiał. Poinformowalem o tym dziewczynę,  ucieszyła się. Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas, później zadzwonił mój telefon.
- Tak? -spytałem.
- Maks, jesteś tu potrzebny,  z psami. Mamy problem. -powiedział Matt.
- Dobra, zaraz będziemy. - odpowiedziałem i rozłączyłem się. - Muszę iść,  praca wzywa. - westchnąłem. - Gdybyś czegoś potrzebowała, dzwoń. - zapisałem jej na karteczce swój numer.
- Trzymaj się. - uśmiechnąłem się lekko, zawołałam psy i wyszedłem.
Minąłem pielęgniarkę, która niedawno kazała mi wyjść z sali dziewczyny, spiorunowała mnie wzrokiem i poszła dalej, nie wiedziałem o co jej chodzi, ale jakoś mało się tym przejąłem. Ponownie zadzwonił Matt.
- Gdzie jesteś?! - spytał zdenerwowany.
- Uspokój się, będę za 5 minut. - mówiąc to, rozłączyłem się.
Wsiadłem do auta, uprzednio wpuszczając psy i pojechałem pod wskazany adres.
Clary?

Od Clary c.d Maks

Odprowadziłam chłopaka wzrokiem, po czym poczułam jak kobieta bierze moją dłoń. Oderwała jakis plaster z kabelkiem i odłożyła go na bok. Druga rurka była połączona z pustą buteleczką. Odłączyła ją od "przewodu" i zastąpiła nową, z płynem o przeźroczystej barwie. Następnie wyjęła z kieszeni trzy opakowania jakichś leków. Wyjęła dwie tabletki z pierwszej i po jednej z dwóch pozostałych. Objasniła po co są, i kazała mi je połknąć. Z niechęcią, zrobiłam co kazała. Pielęgniarka uśmiechnęła się i wyszła. Jace, wyszedł spod kołdry i wtulił się przy moim ramieniu, po czym zasnął. Poglaskałam go. Sama zaczynałam być senna, zapewne przez działanie leków, jednak wtedy do środka wszedł Maks. Zamknął drzwi i wrócił "na swoje miejsce".
- I jak? -spytał i uśmiechnął się, widząc śpiącego Jace'a.
- Jest dobrze..
- Mhmm -odchrząknął- Do czasu kiedy wrócą Twoi rodzice, lub uda Ci się skontaktować z bratem, mogę zaopiekować się Jacem.
Spojrzałam na niego. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, w sumie to nie znam go za dobrze. Ale jednak to on powiadomił lekarza, i przywiózł Jace'a do szpitala.. więc chyba można mu zaufać.
- Nie jestem pewna. -odpowiedziałam i spuściłam wzrok.

Od Maksa c.d Clary

Odprowadziłem faceta wzrokiem, a kiedy wyszedł wywróciłem oczami.
- Noo, wracając... potrzebujesz czegoś? Woda, coś do jedzenia...? - spytałem.
- Właściwie troszkę chce mi się pić. - odparła ciszej.
-Zaraz przyniosę. - uśmiechnąłem się lekko.
Psy leżały na podłodze, kazałem im zostać a sam wyszedłem z sali. Barek był zaraz naprzeciwko sali dziewczyny, musiałem poczekać trochę aż jakaś pani zdecyduje się,  na co ma ochotę. W końcu coś wybrała i poszła, wziąłem wodę i wróciłem do sali.
- Twoja woda. - podałem jej butelkę.
- Dziękuję.  - uśmiechnęła się.
Pomogłem jej odkręcić butelkę, a kiedy się napiła zakręcona  odłożyła butelkę na stolik obok. Kiedy chciałem jej zaproponować, że mogę się zaopiekować jej psem póki jej brat nie będzie "dostepny" jednak weszła pielęgniarka uniemożliwiając mi to. Podeszła do łóżka i spojrzała na mnie wyczekująco.
- Poproś swojego chłopaka, aby wyszedł póki nie podam Ci leków. - uśmiechnęła się do niej.
Westchnąłem pod nosem i wywróciłem oczami, wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia.
- Poczekam przed salą. -powiedziałem nim wyszedłem.
Cmoknąłem do psów, poderwały się z miejsc i ruszyły za mną.

Clary?

Od Clary c.d Maks

- Na drugim końcu miasta, mam nadzieję, że będzie wstanie przyjechać.. wczoraj wrócił z trasy koncertowej, wiesz kac długo lubi go trzymać. -uśmiechnęłam się smutno.
- Może lepiej, poinformować kogoś innego? Lepiej, żeby Twój brat nie narobił sobie kłopotów.. może do rodziców?
- Nie ma ich w mieście. Wyjechali na zasłużony urlop do Australii.
Maks zastanowił się chwilę, gdy miał coś powiedzieć, wrócił lekarz.
- Twój brat nie odbiera, może..
- Widocznie jest zajęty -odpowiedziałam szybko- jak będzie mógł, to na pewno oddzwoni. Mógłby pan mi powiedzieć ile dokladnie czasu, zamierzacie mnie tu trzymać?
- Eem.. 3 dni minimalnie.
Westchnęłam i przejechałam dłońmi po twarzy.
- W porządku, dziękuje. Coś jeszczcze? -spytałam wymuszając uśmiech.
- Za pół godziny przyjdzie pielęgniarka wymienić kroplówkę, a wieczorem jeszcze dostanie pani leki.
Pokiwałam głową. Mężczyzna przeniósł wzrok na chłopaka.
- Odwiedziny dziś trwają do 18. I nie na dyskusji typu "jeszcze pięć minut".
- Oczywiście, rozumiem. -odparł Maks i pokiwal zgodnie głową.
- To ja już pójdę. -doktor pożegnał się i wyszedł.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Okej, Clary. - uśmiechnąłem się lekko. - Maks. - również się przedstawiłem.
- Jeśli mogę spytać... co się tam stało? - spytała ostrożnie.
Zastanowiłem się chwilę, w zasadzie nie powinienem o tym mówić, jednak ludzie gadają i prędzej czy później i tak pozna całą sytuację, nie koniecznie do końca prawdziwą.
- Chłopak, miał może z... 16 lat. Ojciec był pijany, uderzył matkę, on stanął w jej obronie, ten go odepchnął a że akurat stali przy oknie... - westchnąłem.
- Straszne... skąd się tacy ludzie biorą. - również westchnęła, nieco ciszej.
- Sam nie wiem. - przejechałem dłonią po włosach.
- A więc pracujesz w policji... robisz coś jeszcze? - spytała zerkając w moją stronę.
- Projektuję loga na zlecenie. - wzruszyłem lekko ramionami. - A ty, czym się zajmujesz?
- Jestem instruktorką tańca. - odparła i uśmiechnęła.
- Ooo, też trochę tańczę. Ale bardziej tak... jako drobne hobby, gdy mam czas. - odwzajemniłem uśmiech. - Wiesz już, ile będą cię tu trzymać? - spytałem, rozglądając się dookoła i ponownie patrząc na nią, czekając na odpowiedź z jej strony.
- Kilka dni, koszmar. - jęknęła niezadowolona.
- Taak, wiem coś o tym. - zaśmiałem się lekko. - Twój brat mieszka gdzieś w okolicy?

Clary?

Od Clary c.d Maksa

Kiedy tylko kierowca ruszył, straciłam przytomność. Ocknęłam się dopiero, kiedy wwozili mnie do sali. Lekarz powiedział, że zostanę tu kilka dni, na obserwacji. Świetnie, nienawidzę szpitali, a szczególnie być w nich, kiedy to mi, coś się stało. Odetchnęłam ciężko, gdy tylko mężczyzna wyszedł. Po jakiejś chwili do pomieszczenia ktos wszedł. Spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam chłopaka z Jacem na rękach. Podszedł bliżej i położył szczeniaka na moim łóżku, a sam usiadł obok. Przywitałam się z mym skarbem.
- I jak się czujesz? -spytał chłopak.
Dopiero teraz przeniosłam na niego wzrok. Był wysoki, dobrze zbudowany, ciemne kosmyki włosów opadały na jego czoło. Jego oczy, były.. wspaniałe. Odchrząknął, widząc, że mu się przyglądam i uśmiechnął się delikatnie. Natychmiast odwróciłam wzrok i poprawiłam się na łóżku.
- Nie jest tak źle, ale muszę zostać tu na kilka dni -westchnęłam i pogłaskałam Jace'a- Dziękuje, że go przywiozłeś. -starałam się już na niego nie patrzeć.. z trudem.
- Drobiazg. -odparł.
W tej chwili drzwi znów się otworzyły i stanął w nich lekarz.
- Czy mamy poinformować kogoś z rodziny o wypadku? Pani..
- Tuan. Clarissa Tuan. Tak,chciałabym zadzwonić do brata.
- Dobrze, w takim razie poproszę o numer kontaktowy. -wyjął notes i długopis z kieszeni fartucha.
Zaczęlam dyktować, a on zapisał wszystko.
- Zaraz wrócę. -powiedział wychodząc.
- Clarissa.. -zaczął chłopak, ale mu przerwałam.
- Mów mi Clary, proszę.
Maks?

Od Maksa c.d Clary

- Mhm, zwykłe rozcięcie. - westchnąłem. Pomogłem jej oprzeć się o ścianę. - Nie ruszaj się, przyprowadzę lekarza. - powiedziałem.
Wstałem w miejsca i ruszyłem w stronę wolnej karetki, lekarz wypełniał jakąś kartę, a ratownicy pakowali sprzęt.
- Przepraszam... - zacząłem, odwrócił się w moją stronę. - Dziewczyna uderzyła się w głowę, chyba ma wstrząśnienie mózgu, prawie zemdlała. - wyjaśniłem.
- Zerknę. - powiedział. - To tamta? - wskazał na dziewczynę, skinąłem głową.
Ruszył w jej stronę, a ja za nim. Pytał ją czy wie jaki mamy dziś dzień, miesiąc itp. W końcu stwierdził, że muszą ją wziąć do szpitala.
- Nie martw się, przywiozę ci go. - powiedziałem trzymając na rękach psa.
Ta w odpowiedzi delikatnie skinęła głową i uniosła kąciku ust w uśmiechu. Dowiedziałem się od lekarza, do którego szpitala ją zabierają, po kilku minutach mogłem już jechać. Zawołałem swoje psy, wszystkie wskoczyły do auta i zajęły tylne siedzenie, nasz towarzysz usiadł z przodu. [...] Szpital był stosunkowo niedaleko, obyło się bez korków i byliśmy tam już po około 8 minutach. Dowiedziałem się gdzie leży, zaprowadzono mnie tam. Wszedłem do sali, była tam sama, a więc z psem nie będzie problemu raczej.
- Stój, siad. - powiedziałem do swoich psów, te wykonały polecenie, usiadły koło drzwi i czekały. - Super psy. - dodałem jako pochwałę i podszedłem do łóżka dziewczyny, podając jej psa.
- Cześć skarbeczku. - szepnęła uśmiechając się, psiak polizał ją po nosie.
- I jak się czujesz? - spytałem siadając na stalowym krzesełku.

Clary?